Thumbnail for null by null

24m 40s4,213 words~22 min read
Auto-Generated

[0:01]Cześć, jeśli chcesz abyśmy dalej tworzyli streszczenia lektur i prace plastyczne zasubskrybuj nas. Dzięki. Rozdział ósmy. Muchy i pająki. Droga przez mroczną puszczę była wyjątkowo wąska i trudna. Szli gęsią, zanurzając się w coraz większy mrok. Nagle ujrzeli rzekę, która przecinała drogę. Gandalf ostrzegł ich, by pod żadnym pozorem nie pili ani nie zanurzali się w czarnej wodzie, którą napotkają w mrocznej puszczy. Dlatego szukali mostu. Niestety został on zniszczony, jedynie tylko połamanych pali sterzało przy brzegu. Bilbo zobaczył jednak na drugim brzegu łódź. Krasnoludy zabrały się do jej przyciągnięcia i w końcu udało im się zarzucić linę z kotwicą i przyciągnąć ich środek transportu. Zaczęła się przeprawa i już niemal wszyscy byli na drugim brzegu, gdy nagle z zarośli wypadł jeleń. Roztrącił krasnoludy i przemknął nad strumieniem. Thorin napiął łuk i wystrzelił. Strzała dosięgła jelenia w locie, zachwiał się i spadł na brzeg. Krasnoludy usłyszały tętent kopyt, które nagle się urwał. Nagle Bilbo zaczął szlochać, a Bombur wpadł do wody. Udało się go wyciągnąć, ale krasnolud był pogrążony w twardym śnie. Wszyscy stali nad śpiącym, przeklinając zły los i niezdarność. Wtem na ścieżce przed nimi pojawił się białe sarny, łanie i białe jelenki, a zanim Thorin zatrzymał krasnoludy. Te wypuściły w ich kierunku strzały, marnując ostatnią broń jaką mieli od Beorna. Cała kompania przesiedziała noc przy śpiącym Bomburze, a następnie powędrowali naprzód, niosąc śpiącego, co znacznie spowalniało pochód. Cztery dni po przeprawie przez pechowy strumień, weszli w brzozowy las. Wędrowcy byli zmęczeni i bardzo głodni, na dodatek kilkakrotnie słyszeli niepokojące wybuchy śmiechu dobiegające z oddali, czy niesamowite czarodziejski śpiew. Pewnego dnia zbudził się nagle Bombur, który nie mógł zrozumieć co się dzieje i dlaczego jest taki głodny. Zapomniał też szczegółów całej wyprawy, a ostatnie co pamiętał to zebranie w domu Hobbita. Ruszyli dalej, ale byli coraz bardziej osłabieni. Nagle Bilbowi zdawało się, że w oddali widzi jakieś światełko. Wbrew przestrogą postanowili za nim podążyć i dotarli na Polanę, na której wycięto wszystkie drzewa i pośrodku, której płonął ognisko. Na Polanie siedziały elfy na pieńkach, wszyscy jedli i śmiali się wesoło. Krasnoludy ruszyły zatem do przodu, chcąc poprosić o jedzenie, ale kiedy tylko pierwszy wyłonił się z lasu, wszystko zniknęło. Oni zaś w ciemnościach stracili orientację, z którego kierunku przeszli. Rozłożyli się zatem na nocleg na Polanie, kiedy w pobliżu znów zobaczyli światła. Ostrożnie ruszyli w tamtym kierunku, ale jak poprzednio, wszystko nagle ucichło, a światła zgasły. Trudno im było znów zebrać się w gromadkę, gdyż Hobbita w ogóle nie mogli znaleźć. W końcu Dori wpadł na śpiącego Bagginsa, a ten stwierdził, że miał śliczny sen o obiedzie. Doświadczenie niczego ich jednak nie nauczyło. Wkrótce światła i głosy znów zaczęły się pojawiać, a oni postanowili spróbować trzeci raz. Zwalczali ucztę jeszcze wspaniałą niż poprzednio, a na honorowym miejscu na tronie siedział leśny król w koronie z liści na włosach. Gdy jednak Thorin stanął przed biesiadnikami, wszystko się urwało. Bilbo próbował w ciemności znaleźć towarzyszy, ale nie udało mu się, a on został sam w głuchej ciszy i nieprzeniknionych ciemnościach. Była to jedna z najgorszych chwil jakie przeżył. Zaczął rozmyślać o szczęśliwej przeszłości, o własnej norce. Nagle poczuł dotknięcie jakiejś lepkiej nici. Okazało się, że to olbrzymi pająk usiłuje go schwytać w swoją sieć. Bilbo pokonał go za pomocą mieczyka, ale sam wyczerpany walką, padł tracąc na dłuższy czas przytomność. Kiedy ją odzyskał, świadomość, iż samodzielnie zabił wielkiego pająka, dodała mu otuchy. Nazwał swój mieczyk Żądłem i mimo głodu raźno ruszył do przodu. Bilbo stwierdził, że najpierw musi odnaleźć swoich kompanów, którzy nie mogli być daleko, jeśli ich nie wzięły do niewoli elfy czy inne stwory. W pewnej chwili usłyszał rozmowy pająków, z których wynikało, że uwięziły wszystkie krasnoludy oplatając jego konami. Bilbo miał na palcu pierścień, nazbierał kamyków i zaczął nimi rzucać w pająki, aby odciągnąć je od splątanych pajęczonom towarzyszy. Potem szybko wszedł na drzewo i zaczął uwalniać krasnoludy. Na ziemi znowu rozgorzała bitwa z pająkami. Krasnoludy były coraz słabsze, więc Bilbo postanowił uprzedzić ich, że zaraz zniknie i odciągnąć pająki, by oni mogli uciec. Całej kompanii udało się wreszcie uwolnić. Potem krasnoludy zasypały Bilba pytaniami i ten opowiedział im o pierścieniu i o tym, że dzięki niemu potrafię znikać. W końcu odkryto straszliwą prawdę. Nie było wśród nich Thorina. Okazało się, że został pochwycony przez leśne elfy. znacznie wcześniej niż reszta kompanii. Dostał się w sidła pająków. Elfy nie są złe, ale bardzo nieufne, rozporządzają wielką magią, a w wielkiej Grocie o kilka mil od skraju mrocznej puszczy mieszkał potężny król elfów. Grota schodziła pod ziemią i rozgałęziała się, służąc jako pałac królewski, ogromny skarbiec, twierdza elfów, a także jako więzienie. I tam właśnie elfy uwięziły Thorina. Rozdział dziewiąty. Beczki. Następnego dnia krasnoludy i Hobbit podjęły desperacką próbę odszukania Thorina i oczywiście wpadły w ręce elfów. Uzbrojonych w łuki i oszczepy. Bilbo, niewidzialny dzięki pierścieniowi, przez cały czas im towarzyszył. Krasnoludy zostały zaproszone przed oblicze króla, który długo wypytywał krasnoludy o cel podróży. Jednak oni uparcie nie odpowiadali. W końcu król kazał zamknąć krasnoludy w osobnych celach i wypuścił tylko wówczas, kiedy zdecydują się mówić. Nie wyjawił, iż Thorin również jest jego jeńcem, odkrył to dopiero Bilbo. Kiedy Baggins żył wraz z nimi w podziemiach, pojął, że choć na chwilę zdjął pierścień i przemyślał o uwolnieniu krasnoludów z rąk elfów. Wreszcie wpadł na pomysł. Elfy co jakiś czas spławiały wodą beczki w dół leśnej rzeki. Bilbo poczekał na odpowiedni moment, by swobodnie krasnoludy z celi i kazał im ukryć się w beczkach. Hobbit pozatykał pokrywy i dziury w beczkach, zorientował się jednak, że on sam nie siedzi w żadnej beczce. Ostatecznie rzucił się na ostatnią z nich, która już toczyła się ku rozwartym w podłodze drzwiach i razem z nią dał się zepchnąć w czeluść. Cała drużyna popłynęła prowadzona przez flisaków w stronę miasta na jeziorze. Rozdział dziesiąty. Serdeczne powitanie. Drużynie udało się szczęśliwie dotrzeć do miasta na jeziorze, zbudowanego przez ludzi. Krasnoludy kazały się zaprowadzić do jego wazy i oznajmił mu, że zamierzają odzyskać skarb, którego pilnuje Smaug. Mieszkańcy miasta podziwiali odwagę następcy króla spod gór, za którego przedstawił się Thorin. Zapanowała wielka radość. Liczyli, że krasnoludy uwolnią ich wreszcie od kłopotliwego sąsiedztwa okrutnego Smauga. Krasnoludy szybko dochodziły do zdrowia i wkrótce odzyskały siły, a zgodnie z przewidywaniem Gandalf'a, ich uczucia wobec Hobbita rosły z każdym dniem. Pili za niego, poklepywali po ramionach i okazywali mu szacunek. Tymczasem w państwie leśnych elfów powstało wielkie zamieszanie. Król elfów wreszcie dowiedział się jaki był cel wyprawy krasnoludów. Rozesłał zatem swoich szpiegów po całym wybrzeżu jeziora na północ i jak najbliżej samotnej góry, co się dało. Potem zaczął oczekiwanie. Po dwóch tygodniach odpoczynku Thorin i jego drużyna zaczęli zbierać się do wyruszeniu w dalszą drogę. Wybierali się do siedziby Smauga. Władca miasta zdziwił się mocno. Nie spodziewał się, by krasnoludy zbliżyły się do Smoka. Podejrzewał raczej, że ma do czynienia z oszustami, których ostatecznie będzie można zdemaskować i przepędzić. Pomylił się jednak, bowiem Thorin rzeczywiście był wnukiem króla spod gór, a nie ma takiej rzeczy, której krasnolud by się nie podjął, by pomścić swoją krzywdę lub odzyskać własność. Ostatecznie jednak władca pożegnał ich z ulgą. Koszczenie takiej dużej liczby przybyszów drogo go kosztowało, a pobyt ich w mieście zmieniał każdy dzień w święto i powodował przestoje w pracy. I tak pewnego jesiennego dnia wędrowcy udali się na północ. Rozpoczął się ostatni etap ich długiej podróży. Z miasta na jeziorze wypłynęły trzy łodzie, niosąc na pokładzie fliszarzy, krasnoludów i pana Bagginsa oraz obfite zapasy żywności. Rozdział 11. Na progu. Dwa dni płynęli długim jeziorem, a potem bystrą rzeką, aż wreszcie ujrzeli samotną górę, siedzibę Smoka. Pod koniec trzeciego dnia przybyli do brzegu i wysiedli na ląd. Czekały tu na nich konie z prowiantem i wszelkim sprzętem oraz kucyki pod wierzch. Załadowali co się dało. Resztę zmagazynowali pod namiotem, bowiem wśród fliszarzy z miasta nie znalazł się nikt, kto chciałby pozostać przy brzegu. W zimnie dojechali bez przeszkód do podnóża góry. Teraz zostało im już tylko odnaleźć tajemnicze drzwi wiodące do podziemi. Wiedzieli, że nie wejdą główną bramą. Jednak krasnoludy straciły już wiarę w powodzenie misji. Ostatecznie to hobbit namówił ich, żeby przenieśli poszukiwania tajemniczych drzwi w zachodnim stoku góry. Przeniesiono więc obóz i codziennie wychodzili grupami na poszukiwania i każdego dnia wracali do obozu z niczym. Pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, Bilbo odnalazł coś, co wyglądało jak stopnie schodów i szpare w skale. Szukali czegoś podobnego do framugi, czy zamka, bądź dziurki od klucza, ale niczego takiego nie znaleźli. Byli jednak pewni, że odkryli tajemne drzwi. Po nieudanych próbach otwarcia przejścia, wyruszyli wieczorem do obozu. Następnego dnia znów się przeniesiono w pobliże drzwi na skalną półkę. Mimo usilnych prób nie potrafili jednak otworzyć drzwi. Na szczęście mieli ze sobą Bilba. To on odkrył sposób otwierania drzwi. W odpowiednim momencie promień księżyca wskazał miejsce, gdzie znajdowała się dziurka od klucza, będącego w posiadaniu Thorina. W ostatniej chwili udało im się włożyć klucz, a drzwi stanęły otworem. Przed nimi zionęła nieprzenikniona ciemność wnętrza góry. Rozdział 12. Na zwiady w obozie wroga. Krasnoludy wysłały na zwiady Bilba. To on był włamywaczem w ich drużynie. Hobbit wsunął się więc przez zaczarowane drzwi do wnętrza góry i po raz kolejny wyruszył w ciemny tunel. Skradał się powoli i rozmyślał o domu. Droga była odpiewsza niż przewidywał. Wydawało mu się też, że im dalej szedł, tym wyraźnie widział blask, aż w końcu nabrał pewności, że widzi światło, które z każdą minutą czerwieniało coraz bardziej. Obok Hobbita snuły się kłęby pary, było słychać też jakieś dziwne odgłosy. W końcu dostrzegł przed sobą olbrzymiego czerwonozłotego smoka, leżącego wśród skarbów. Smaug spał. Bilbo stał jak zaczarowany patrząc na nieprzebrany skarb i w myślach zaczął obliczać ich wartość. Patrzył tak długo, aż wreszcie znięcony pokusą podniósł z ziemi olbrzymi puchar, tak ciężki, że z trudem go udźwignął i zaczął uciekać. Na zewnątrz powitały go krasnoludy. Jeszcze nie zdążyli naciszyć się opowieścią Bilba o skarbach, gdy nagle rozległ się łopot smoczych skrzydeł. Rozpaczony kradzieżą Smaug i nieopisanie wściekły poszukiwał złodziei. Nic podobnego nie wydarzyło się odkąd zamieszkał pod górą. Cała drużyna musiała się schować w tunelu i zatrzasnąć za sobą drzwi. Wszyscy mieli nadzieję, że smok nie zna tajemniczego wejścia. Noc spędzili w tunelu, a rankiem naradzali się długo, co dalej robić, lecz nie mieli pomysłu jak pozbyć się Smauga. Wreszcie nie mając pomysłu co do zakończenia tej wyprawy, zaczęli obwiniać Hobbita o kradzież pucharu. Bilbo oznajmił, że skoro ma pierścień, jeszcze raz pójdzie do siedziby Smauga i będzie się starał znaleźć jakiś słaby punkt wroga. Tak też się stało. Bilbo stwierdził, że smok śpi, więc go nie usłyszy. Nie wiedział jednak, że smoki mają doskonały węch oraz umieją spać z jednym okiem otwartym. Gdy zatem Bilbo zajrzał do Smoka, ten wyglądał jakby był pogrążony we śnie. Hobbit już miał wejść do pieczary, kiedy dostrzegł czerwony płomień strzelający spod niedomkniętej powieki lewego oślepia. Domyślił się, że smok tylko udawał sen. Gad odezwał się, że czuje złodzieja nosem i słyszę oddech. Zachęcił go, by wybrał sobie coś ze skarbów podchodząc bliżej. Bilbo odezwał się, że bardzo dziękuje za zaproszenie, ale nie przyszedł po prezenty, tylko przyszedł sprawdzić, czy smok rzeczywiście jest tak wspaniały jak w legendach. Smok wysłuchawszy przemowy Bilba, stwierdził, że dam mu jedną radę, by ten nie zadawał się z krasnoludami. W trakcie rozmowy Hobbit zauważył, że na brzuchu Smoka jest jedno nieprzykryte zbroją miejsce. Wróciwszy do towarzyszy Bilbo opowiedział towarzyszom o dziurze w smoczej kamizelce. Upierał się też, że muszą jeszcze zostać w tunelu. Miał rację, gdyż wieczorem smok znów zaatakował, lecąc na zachodnią stronę góry, gdzie miał nadzieję zaskoczyć kogoś i wypatrzyć wejście do tunelu, przez które złodziej dostał się do pieczary. Potem buchnął ogniem i poleciał nad bystrą rzekę. Rozdział 13. Smauga nie ma w domu. Następnego dnia rano okazało się, że nie można otworzyć wrót, którymi weszli do tunelu. Zawaliły je skalne złomy. Teraz już nie pomogły ani klucz, ani magiczne zaklęcia. Nie pozostawało nic innego jak iść w stronę siedliska Smauga. Na szczęście nie było go w domu. Bilbo poszedł przodem mając na palcu pierścień. Sprawdził, że wróg opuścił swoją siedzibę. Krasnoludy podążały za włamywaczem. Udało im się dokładnie obejrzeć dawną twierdzę krasnoludów, a Bilbo znalazł arcysklejnot, serce góry. Bilbo poznał go, pamiętając opis Thorina i nie było takiego drugiego klejnotu na świecie. Olbrzymi brylant świecił wewnętrznym blaskiem, a zarazem ośliwowane przez krasnoludy, które kiedyś wydobyły go z serca góry, rozczepiał światło wywołując tęczę. Hobbit sięgnął po klejnot, a choć ciężki i ogromny brylant zmieścił się w jego garści. Bilbo podniósł go ostatecznie i schował do kieszeni. Stwierdził, że później powie o tym krasnoludom, bo przecież pozwolili mu wybrać co zechce ze skarbów. Krasnoludy zachwyciły się zgromadzonymi w górze bogactwami, ale Hobbit nie dał sobie zawrócić nimi głowę. Szybko znużył się przeszukiwaniem skarba. Zastanawiał się raczej, jak ta historia się zakończy. Przypomniał krasnoludom, że na razie powinni szukać drogi ucieczki, bo żadna broń nie pomoże im w walce ze smokiem. Ruszyli dalej korytarzem, przeszli przez wielką salę Throra, w której odbywały się uczty, aż w końcu dotarli do głównej bramy. Opuszczili samotną górę i powędrowali do Strażnicy na południowo-zachodnim cyplu góry. Rozdział 14. Ogień i woda. Tymczasem rozwścieczony Smaug postanowił napaść na miasto na jeziorze. Mieszkańcy z pośpiechu organizowali obronę. Wszystkie naczynia napełniono wodą, wojownicy uzbroili się, przygotowano łuki i strzały. Zerwano most łączący miasto z lądem. To ostatnie bardzo utrudniało smokowi atak, bowiem ludzie byli na wyspie otoczeni wodą, a smok nie przepadał za zimną kąpielą. Poleciał więc wściekły bezpośrednio nad miasto, nie zważając nawet na wysłany ku niemu grad strzałów. Płomienie buchały z paszczy smoka, podpalając domy, a od jednego machnięcia ogonem rozpadł się dach w wielkim domu. Ludzie skakali do wody, kobiety i dzieci zgromadzono na łodziach pośrodku wewnętrznego basenu. Władca okazał się tchórzem i niezdolny do obrony swoich poddanych, a jedyną jego myślą było umknąć niepostrzeżenie do łodzi i ocalić życie. Na szczęście jednym z obrońców miasta, dowódcom oddziału łuczników był Bard, który celnie ugodził smoka strzałą. Wiedział on o jego słabym punkcie, dzięki drozdowi, który stale przebywał w pobliżu kompanii krasnoludów i odsłoniętym miejscu pod lewą piersią. Strzała miała taki rozpęd, że cała weszła w ciało potwora, a ten runął z wysokości w dół w sam środek miasta. W ten sposób Smaug zakończył życie, a okolica została od niego uwolniona. Bard tymczasem wyszedł do Królestwa leśnych elfów w prośbę, by pomógł mu odbudować miasto zniszczone po walce ze Smokiem. Elfy o wszystkim już wiedziały, dzięki zwiadowcom i zaprzyjaźnionym zwierzętom, dlatego rozpoczął się ich marsz w stronę samotnej góry. Wkrótce opracowano plan działania. Kobiety, dzieci oraz starzy i chorzy pozostali wraz z władcą nad jeziorem. Wraz z rzemieśnikami i sprawnymi elfami. Ci zajęli się wyrąbem drzew i ściąganiem budulca. Potem zabrano się do budowy chat. Wkrótce pod kierownictwem władcy zaczęto planować miasto większe i piękniejsze niż dawne, które jednak postanowiono wznieść w innym miejscu, dalej na północ na brzegu jeziora. Bard z rodu Giriona również zebrał wojsko i wraz z częścią armii elfów ruszył bronić zgromadzonych skarbów. Rozdział 15. Chmury się zbierają. Bilbo i krasnoludy nic nie wiedziały o wypadku w mieście na jeziorze. Dziwiło ich tylko gromadnie nadlatujące ptaki. W końcu przyleciał do nich kruk, Roak, wódz wielkich kruków z góry, którego Bilbo rozumiał. Wyjaśnił on, że ptaki gromadzą się z powrotem na górze i w dolinie. Dal, bowiem smok nie żyje. Wieść o śmierci smoka ucieszyła krasnoludy, ale kruk powiedział także, że armia elfów i ludzi podąża w stronę samotnej góry, bowiem niejeden chciałby uszknąć nieco bogactwa dla siebie. Dodał także, że wśród mieszkańców miasta szerzy się pogłoska, że stracili dach nad głową przez krasnoludy i przez nich wielu ich bliskich zginęło. Dlatego mają nadzieję, że wezmą sobie odszkodowanie z krasnoludzkiego skarbu, niezależnie od tego, czy krasnoludy żyją czy poległy. Roak poradził im, by ufali nie władcy miasta, ale Bardowi, zabójcy smoka, który jest, co prawda ponury, ale uczciwy. Spadkobiercy dawnych mieszkańców góry postanowili zorganizować szybką obronę. Thorin nie zgadzał się bowiem, żeby ktokolwiek tchnął skarb. Poprosił Kruka, by zawiadomił jego kuzyna Daina z żelaznych wzgórz o mającej się rozegrać bitwie. Przez cztery dni krasnoludy szykowały się do walki, a przez ten czas dowiedziały się, że połączone siły ludzi znad jeziora i elfów śpieszą w stronę góry. Pewnego dnia zobaczyły u podnóża góry obóz nieprzyjaciela. W niedługim czasie potem do krasnoludów przybył Bard, aby prosić Thorina i ich króla o pomoc w odbudowaniu miasta na jeziorze. Słusznie uzasadniał, że to on zabił Smauga, który zaatakował miasto oraz zwieszczony wizytą krasnoludów. Thorin nie chciał słyszeć o jakimkolwiek darze dla ludzi znad jeziora. Skarb całkowicie nim zawładnął. Stwierdził, że nikt nie może sobie rościć praw do bogactwa jego ludu, bo Smaug je ukradł, a ludziom znad jeziora zapłaci we właściwym czasie. Dodał, że nie będzie pertraktował z królem elfów. W tej sytuacji ogłoszono oblężenie samotnej góry. Bilbo z takiej sytuacji był bardzo niezadowolony, miał bowiem już dość tej góry. Rozdział 16. Nocny złodziej. Dni w loków się niemiłosiernie. Wielu krasnoludów spędzało czas na układaniu i porządkowaniu skarbów. Thorin mówił o arcysklejnocie i gorąco prosił krasnoludów, żeby go szukali po wszystkie zakątkach. Tymczasem kruki przyniosły wieść, że Dain z oddziałem ponad 500 krasnoludów śpieszy z pod żelaznych wzgórz i że jest już zaledwie o dwa dni marszu od doliny Dal. Jednak nie mogą dostrzeć pod górę niepostrzeżnie, zatem w dolinie może dojść do bitwy. Tej nocy Bilbo podjął decyzję. Postanowił pokryjomu udać się do obozu przeciwników. Zabrał ze sobą arcysklejnot, który był dla krasnoludów najcenniejszym skarbem. Bilbo spotkał się z Bardem i poinformował, że Dain jest niespełna dwa dni marszu stąd i prowadzi wojowników. Ofiarował ponadto Bardowi arcysklejnot, który pomógł w rokowaniach z Thorinem. Król elfów z podziwem się temu przyglądał i rzekł, że Bilbo jest godzien zbroi księcia elfów, po czym zaproponował, by pozostał z nimi, a czekać będzie go gościnność i szacunek. Bilbo podziękował za propozycję, ale stwierdził, że nie może opuścić przyjaciół, po czym wrócił do samotnej góry. W drodze powrotnej spotkał w obozie Barda i elfów Gandalfa. Bardzo się z tego ucieszył, zwłaszcza że mądry czarodziej pochwalił go za bohaterstwo, spryt i dobroć. Zapowiedział też, że szykują się nowiny, o których nie wiedzą nawet kruki. Rozdział 17. Chmury pękają. Już następnego dnia do Thorina przybyło znowu poselstwo z Bardem na czele. Tym razem mieli oni poważne argumenty, byli w posiadaniu arcysklejnotu. Thorin był zaszokowany i chciał się dowiedzieć w jaki sposób weszli w posiadanie. Bilbo przyznał się, że to on przekazał skarb wrogowi. Wściekły krasnolud chwycił Bilbo za kark i zapowiedział, że roztrzaska go o skały. I zapewne by to zrobił, gdyby nie interwencja Gandalfa. W końcu doszli do porozumienia. Thorin obiecał oddać w zamian za klejnot 14 część skarbów ukrytych w samotnej górze, w srebrze i złocie, wyłączając drogie kamienie. Ale iść to ma na rachunek Bilba, a oni mogą dzielić się tym jak chcą. Uzgodniono, że nazajutrz Bard ze swoimi ludźmi przybędzie zobaczyć czy 14 część skarbu została przygotowana za wykup klejnotu, jeśli Thorin dotrzyma umowy. Bard obiecał, że odstąpi od oblężenia, zaś wojska elfów odejdą do swojej puszczy. Po tych słowach poselstwo odeszło. Zaś Thorin wysłał gońców Roaka do Daina z nakazem, by ten się pośpieszył. Tymczasem rano przybył sprzymierzeniec Thorina Dain z uzbrojonymi krasnoludami. Bard odmówił przepuszczenia wojsk Daina wprost pod górę. Był zdecydowany doczekać do chwili, gdy Thorin wyda srebro i złoto w zamian za arcysklejnot. Nie wierzył bowiem, że krasnolud dotrzyma umowy. Następnie Bard wysłał posłów pod bramę góry, lecz nie zastali tam ustawionego złota ani srebra. Co więcej, ledwie znaleźli się w zasięgu łuków, poleciały na nich strzały i musieli się wycofać. Król elfów nie chciał zaczynać walki, nie tracił nadziei, że mimo wszystko dojdzie do ugody, jednak nie znał uporu krasnoludów. Wieść, że arcysklejnot wpadł w ręce oblegających, była dla nich straszna. Postanowili zatem uderzyć i ruszyli bez uprzedzenia. Nad walczącymi zgromadziły się czarne chmury, zapadły okropne ciemności, a w pewnej chwili niebo przeszyła jaskrawa błyskawica. W tej samej chwili rozległ się głos Gandalfa, który ostrzegał, że nadciągają oddziały goblinów i wargów. Czarodziej wzywał krasnoludy, by połączyły siły w walce z prawdziwym wrogiem. Po jednej stronie walczyły gobliny i dzikie wilki, po drugiej elfy, ludzie i krasnoludy. Bój był krwawy, a dla Hobbita była to najgroźniejsza przygoda, choć zaraz po jej rozpoczęciu wsunął na palec pierścień i zniknął. Pierwsze do ataku ruszyły elfy, następnie Dain, za którym szli ludzie znad jeziora, uzbrojeni w długie miecze. Nagle od bramy rozległ się dźwięk trąby. To przybył Thorin z krasnoludami lśniącymi w zbrojach. Wkrótce jednak atak na gobliny i wargów zmienił się w obronę. Nagle pojawiły się jednak orły. Bilbo podekscytowany patrzył na zmierzające w ich kierunku ptaki. Nagle kamień ciśnięty z góry odbił się od jego hełmu, a on padł zemdlony na ziemię. Rozdział 18. Droga powrotna. Kiedy Bilbo odzyskał przytomność, leżał na płaskich kamieniach Kruczego wzgórza, w pobliżu zaś nikogo nie było. Nikogo nie mógł znaleźć, ponieważ nie zdjął z palca pierścienia zapewniającego niewidzialność. Kiedy zaś się ocknął, walka była już zakończona. Nagle Bilbo spotrzegł mężczyznę, który wspinał się do Strażnicy i szedł w jego stronę. Powitał go, a widząc zdziwioną minę, zorientował się, że dalej jest niewidzialny. Mężczyzna zaniósł Hobbita do namiotu, w którym konął Thorin, ciężko raniony w bitwie. Przed namiotem zobaczył Gandalfa, który również został ranny. Jednak Thorin był w strasznym stanie, a z wielu ran lała się krew. Kiedy Bilbo podszedł, ranny otworzył oczy. Pożegnał się z Hobbitem, stwierdzając, że odchodzi do wielkiego domu, by zasięść wśród swoich przodków. Porzuca też srebro i złoto, idąc tam, gdzie nie mają one wartości. Dodał, że chce jednak rozstać się z Hobbitam w przyjaźni. Dlatego odwołuje wszystko, co powiedział i zrobił przy głównej bramie. Później Bilbo dowiedział się, że gobliny i wargi przegrały dzięki pomocy orłów, a także samego Beorna, który zjawił się w skórze niedźwiedzia. To on właśnie dźwignął przeszytego włóczniami Thorina i zniósł go z pola walki. Po kilku dniach od bitwy Bilbo wyruszył w drogę do domu. Thorin został pochowany głęboko pod górą. A Bard położył zmarłemu arcysklejnot na piersi. 14 część srebra i złota otrzymał Bard, bowiem Dain stwierdził, że dotrzyma słowa danego przez marłego króla. Królowi elfów oferował zaś szmaragdy, które Dain zwrócił jako dziedzictwo Giriona. Do Hobbita zaś rzekł, że pragnę go wynagrodzić godniej niż innych, ale ten odmówił, twierdząc, że nawet nie miałby jak przewieźć tego skarbu do swojego kraju. W końcu zgodził się przyjąć tylko dwie małe skrzynki. Jedną ze srebrem, drugą ze złotem. Gandalf i Bilbo jechali z królem elfów, za nimi szedł Beorn, który znów przybrał ludzką postać i głośno śpiewał w marszu. Tak dotarli do granic mrocznej puszczy, na północ od miejsca, w którym wypływała leśna rzeka. Król elfów chciał ich zaprosić do siebie, jednak czarodziej i Bilbo nie chcieli wchodzić w las. Pożegnali zatem króla elfów, a Bilbo podarował mu przy tym naszyjnik ze srebra i pereł, który otrzymał od Daina i ruszyli dalej. Zamierzali skrajem puszczy obyć od północy przez pustkowie leżące między nią a szarymi górami. Nim upłynęła połowa zimy, Gandalf i Bilbo znów stanęli u progu domu Beorna i tu jakiś czas odpoczywali przed dalszą drogą. Pożegnali go dopiero wiosną, a Hobbit tęsknił za domem, z przykrością opuszczał tą gościnę. Rozdział 19. Ostatni akt. Pierwszego dnia Gandalf i Bilbo znów znaleźli się nad doliną Rivendell. W której głębie stał ostatni przyjazny dom, już teraz już tak naprawdę pierwszy przyjazny dom. Elfy zamieszkały w dolinie, wyszły z poszód drzew i poprowadziły czarodzieja i Hobbita przez rzekę do domu Elronda. Tu przyjęto ich serdecznie i słuchano opowieści, choć głównie mówił Gandalf. W ten sposób Bilbo dowiedział się też, co porabiał w trakcie swojej nieobecności Gandalf. Okazało się, że uczestniczył w naradzie dobrych czarodziejów, mędrców i mistrzów Białej Magii i że wreszcie udało im się wypędzić czarnoksiężnika. Po odpoczynku podróżnicy znów ruszyli w drogę, w trakcie której między innymi odnaleźli broń pod wysoką skarpą i złoto trollów w kryjówce, w której je zakopali. Bilbo podarował je Gandalfowi, twierdząc, że on zapewne zużyje je najlepiej. Gandalf jednak stwierdził, że może ono przydać się Hobbitowi szybciej niż myśli. W końcu dotarli na pagórek, ale okazało się, że w posiadłości Bilba trwał wyprzedaż z licytacji, a z domu wciąż ktoś wychodził, albo ktoś do niego wchodził. Bilbo uznano bowiem za nieboszczyka, zaś jego powrót wywołał sporo zamieszania. Osoby, które skorzystały na licytacji robiły przeszkody i w końcu Bilbo, chcąc przyspieszyć sprawę, był zmuszony odkupić część swoich rzeczy. Co prawda, mnóstwo srebrnych łyżek zniknęło bezpowrotnie, ale Bilbo też stracił dobrą reputację. Co prawda już zawsze cieszył się przyjaźnią elfów, szacunkiem i krasnoludów i czarodziejów, ale w okolicy nie uchodził już za szanującego się Hobbita. Wszyscy sąsiedzi uważali go za nieco pomylonego, ale Bilbo nic sobie z tego nie robił. Był bardzo zadowolony z życia i ze swojego domu. Miecz powiesił nad kominkiem. Bronił postawił w sieni, a potem oddał do muzeum. Złoto i srebro wydał na prezenty dla siostrzeńców i siostrzenic. Czarodziejski pierścień schował w ścisłej tajemnicy, bowiem posługiwał się nim wówczas, kiedy zjawiali się nieproszeni goście. Zaczął też pisywać wiersze i często odwiedzał elfy, a pewnego dnia odwiedził go nawet Gandalf w towarzystwie Balina. I wspominali stare czasy. Okazało się, że w krajach pod górą wszystko toczyło się pomyślnie. Bard odbudował miasto w dolinie i wskrzeszono również miasto na jeziorze. Co prawda, jego dawnego władcy spotkał marny koniec. Bard dał mu dużo złota dla mieszkańców miasta, ale opanowała go chciwość i wziął jego większość i uciekł z nim, po czym zginął śmiercią głodową na pustkowiu. Między elfami, krasnoludami, a ludźmi w całej okolicy panowała zaś zgoda.

Need another transcript?

Paste any YouTube URL to get a clean transcript in seconds.

Get a Transcript