[0:00]Dwa razy. W czasach trzeciej rzeszy niemieckiej stosowano pruskie prawo zwyczajowe, które mówiło, że jeśli nie dojdzie do wykonania wyroku w ciągu 99 dni, to w setnym dniu dany wskazaniec zostanie ułaksowiony, a karę śmierci zamienia mu się na więzienie. I tak się w tym przypadku stało. To była dalsza część Bożego planu dla Franciszka. Określony czas minął, a wyroku nie wykonano. 14 sierpnia 1942 roku zjęto mu kajdanki z rąk i oznajmiono, że z kary śmierci został ułaskawiony. Ale do zakończenia działań wojennych ma przebywać w ciężkich obozach pracy, a później jeszcze przesiedzi 10 lat w więzieniu. Na 120 skazany na śmierć tylko dwie osoby zostały ułaskawione. Franciszek jeden z jego kolegów. 118 wyroków wykonano. Myślę, że data ułaskawienia nie jest przypadkowa, bo rok wcześniej również 14 sierpnia w obozie w Auschwitz, dobity zastrzykiem z Fenolu zginął ojciec Maximilian Kolbe. Z jego duchowości i dzieła wiele w przyszłości Franciszek zaczerpnie. Chociaż przed Franciszkiem była jeszcze długa droga do wolności, on już był szczęśliwy i wdzięczny Bogu, że podarował mu życie i to podarował mu je dwa razy. pierwsze życie wieczne, bo jak powiedział sam skazałem się na śmierć wieczna przez to, że nie wierzyłem. Ale Bóg w swoim wielkim miłosierdziu podarował mi łaskę wiary. A teraz podarowani mu został jeszcze życie do czesne. Przez jakiś czas trzymano go jeszcze w Katowickim więzieniu, a potem przewieziono do więzienia w Raciborzu. Następnie został przeniesiony do Raciborza. willst, in welchem Franzisik probiert. die höher als alle anderen steht. Dort, wo man eine Weisheit kann finden, welche keine Bücher verkinnen und wo man lernen kann gar schnell und alle Weisheit verstehen so hell. Die Universität heißt Leben. Wo kann es eine höhere geben. Und auf dieser Universität habe ich besucht eine Fakultät, die höher steht als alle anderen, wo zum Ziel kann schnell man wandern. Doch jeder möchte möglich, fern ihr bleiben, denn diese Fakultät heißt Leiden. Und dann dachte ich, alle geben der Weisheit schon erworben zu haben. Da musste ich zum Meister gehen, um dort die Prüfung zu bestehen. Da stand ich nun, ich armer Tor und war so klug als wie zuvor. Den Meister kann man nicht betrügen. Sofort durchschaut er alle Lügen. Ich war in allergrößter Not. Denn mein strenger Schulmeister hieß Tod. Da hab den Kampf ich aufgegeben. Es gibt keine Wahrheit im Leben. Jetzt weißt du es, Wahrheit findest du nicht im Leben. Nun werde ich dir Wahrheit geben. Und da erschien ein wunderbares Licht, das mit seinem Strahl alles Zweifel bricht. Ich bin die Wahrheit, das Leben der So hat eine Stimme mein Herz bewegt. Jetzt habe den Meister ich auch erkannt, der auf das Lebenschule mich gesandt. Jetzt konnte alles ich verstehen, was auf der hohen Schule ich gesehen. Der Meister Tod konnte ich jetzt Antwort geben. Dich fürchte ich nicht, denn ich werde na Polskie tłumaczenie jest następujące: Boży uniwersytet. Jeszcze nigdy nie przestąpił progu wyższych szkół, ani filozofii tajniki się wczuł. Nigdy też z mądrych książek nie uczyłem się, ni uczonych dysputy nie bawiły mnie. A jednak na uczelnię wyższą uczęszczałem i wiedzę najważniejszą na niej zdobywałem. Na uczelni tej mądrość taką można znaleźć, której próżno by szukać w opasłym foliale. Tryb nauki w tej szkole bywa przyspieszony, a wszelkie kwestie aż nazbyt dobrze wyjaśnione. Uniwersytet ten życiem się zwie. Czy możesz gdzieś znaleźć ważniejsze niż ten? Właśnie na tej uczelni pilnie studiowałem, zwłaszcza jeden fakultet dokładnie zgłębiałem. Na nim szybko osiągniesz zamierzony cel, gdyż kierunek to ważniejszy od innych jest. Nie cieszy się jednak dużym powodzeniem. Każdy chce go uniknąć, bo zwie się cierpieniem. A gdybym już był pewien, że wszelkie mądrości wreszcie osiągnąłem, tam dzięki swej pilności musiałem osobiście przed mistrzem się stawić, by zdać u niego najważniejszy egzamin. I stałem tak przed nim jak ten błazen biedny, niewiele wiedząc więcej niż wiedziałem przedtem. Tutaj nie ma już miejsca na żadne ugarsstwo, bo mistrz ten zaraz przejrzy każde twoje kłamstwo. Gdy stanąłem przed nim, zacząłem w terwodze drzeć, bo mistrzem tym okrutnym była śmierć. W końcu się poddałem i przestałem walczyć. Zrozumiałem, że w życiu nie ma żadnej prawdy. Teraz wiesz, w życiu prawdy nie znajdziesz, jedyne ja ci mogę dać prawdę. Nagle cudne światło rozbłysło w mej ciemności, jego blas wchłonął cienie wszystkich wątpliwości. I głos zabrzmiał w mym sercu, złożony z jego biciem, ja jestem drogą, prawdą, życiem. Wtedy dopiero poznałem prawdziwego mistrza, który mnie do tej wyższej szkoły życia wysłał i nareszcie już wszystko rozumiałem, co tak pilnie przez całe życie studiowałem. I mogłem śmierci odpowiedzieć Nie strasznaś mi, już nie boję się, bo po śmierci dalej będę żyć. Wiersz z języka niemieckiego przełożyła Ewa Kononenko, Pavlas w dybowcu Tomaszowie w lutym 1996 roku. Tłumaczenie zostało później nieco zmienione przez Agnieszkę Kowal w Krościnku w roku 2017. Odszukać brata. Z więzienia w Raciborzu Franciszek został przewieziony do Burgermore przy granicy holenderskiej. Potem do Cwa i na końcu do Lengenfeld, które znajdowało się już na terenie późniejszego NRD. Franciszek pisał listy do domu, bo mógł z każdego miejsca, w którym przebywał wysłać do najbliższej rodzinie jeden list raz na cztery, sześć lub osiem tygodni. Zależnie od ciężkości danego obazu. Zbliżał się koniec wojny. W styczniu Rosyjanie wkroczyli już na Śląsk. Wtedy w tym niespokojnym jeszcze czasie jedna z sióstr Franciszka, Ada postanowiła odszukać brata i wybrała się w bardzo trudną i niebezpieczną drogę. Ciągle jeszcze przecież trwała wojna i przemieszczały się wojska. Ostatni list od Franciszka był wysłany z i tam właśnie zamierzała dotrzeć. Nie jeździła autobusy ani pociągi, bo prawie wszystkie dworce zostały zbombardowane. Ada próbowała więc dostać je tam na zasadzie dzisiejszego autobusu. To znaczy furmankami z wojskim na koniu. W kwietniu Amerykanie wkroczyli do Berlina. Zanim jednak to się stało, Niemcy widząc nieuchronnie zbliżającą przegraną w tej wojnie próbował zacierać na swoim terenie możliwie jak najwięcej śladów popełnionych przez siebie zbrodni. W tym celu likwidowali kolejne obozy zabijając wszystkich znajdująjących się tam więźniów. Obóz w Lichtenfeldt, w którym przebywał Franciszek również miał już wyznaczony termin likwidacji. Ale Niemcy się lizyli bo Amerykanie wkroczyli tam wcześniej niż się tego spodziewano. Dlatego nie doszło do tej tragedii. Tym sposobem kolejny już raz Franciszek został cudownie ocalony. Kiedy Ada dotarła do Cwu dowiedziała się od amerykanów, że jej brat znajduje się w obozie w Lennefeld. Było to już po układzie w Jaucie, w wyniku którego Niemcy zostały podzielone na wschodnie i zachodnie. Lengfeld w związku z tym przeszło w ręce Rosjan. Amerykanie przerzucili tam Adam. Nareszcie była u celu. Cała szczęśliwa weszła na teren obozu, spodziewając się serdecznego przywitania z bratem, z którym nie widziała się już przecież kilka lat. Wyglądało to jednak zupełnie inaczej niż się podziedzewała. Po latach gdy w rozmowie ze mną wspominała ten moment powiedziała: "A wiesz co on mi zrobił, kiedy przyszłam do dużej sali, w której przebywał razem z innymi więźniami i kiedy mnie zobaczył to pierwsze słowa, jakie do mnie powiedział brzmiały: "Ale ja z tobą nie będę wracał, bo co zrobią ci biedacy tutaj. Zamiast się rzucić na szyję, tak do siostry, która go z taką miłością, trudem, poświęceniem i w tak niebezpiecznych warunkach szukała. Tak wielka była już wtedy jego miłość do ludzi, którzy go potrzebowali. Tu urodzona siostra, którą przecież bardzo kochał, ale z drugiej strony byli ci biedni, wycięceni więźniowie. Okazało się, że on tam ich pielęgnował i zajmował się tymi wszystkimi, który sobie sami nie radzili. Ada dali mi opowiadała. Nie zwracałam uwagi na to, co mi powiedział, tylko wynająłam pokój u jakiejś niemki i go tam przeprowadziłam. Wracać na razie nie mogliśmy, bo Franciszek był bardzo wycięczony i chory. Zostały z niego tylko skóra i kości. Ledwo się poruszał na własnych nogach. Nie dałby rady w tym stanie przebyć taki drogi, jaką ja przebyłam. W tym wynajem pokoju pielęgnowałam go, żeby jakoś stanął na nogi. Umówiliśmy się, że jak tylko ruszą pierwsze pociągi, to natychmiast wrócimy do kraju. W Niemczech było wtedy biedniej niż w Polsce. Panował tam głód. Wychodziłam w pola i szukałam czegokolwiek, co nadawałoby się do jedzenia. Najczęściej były to buratki i nimi ciągle karmiłam brata. W związku z tym co usłyszałam od Ady nie dziwiło mnie później to, że ksiądz Franciszek gdy podczas posiłków podawane były buratki nigdy po nie nie sięgał. A a przypominała również o tym, że brat nie prosił jej, aby poszła do ludzi pojedzenie, ale za to musiała przynosić mu książki religijne, żeby mógł pogłębiać swoją wiedzę w tej dziedzinie. Do Polski mogli wyruszyć dopiero pod koniec lipca 1945 roku, bo wtedy ruszyły pierwsze pociągi. Wrócili do Tarnowskich Gór. Mimo wszystko zaraz po powrocie Franciszek oznajmił swoim bliskim plany wstąpienia do seminarium. Rodzina zrobiła wieleki oczy ze zdziwienia, że ten ich polityk chce zostać księdzem. Znaczy im przecież był jego niesamowity zmysł polityczny, objawiający się między innymi w przemyślwaniu już wtedy nad sposobami zjednoczenia Europy. Wiedzieli jednak, że on nie powiedział tego na próżno i że to zrobi, pójdzie do seminarium. Franciszek wrócił do domu wycięczony i chory na gruźlicę pod koniec lipca. A już 6 sierpnia napisał podanie o przyjęciu do Śląskiego seminarium duchowego. W tym czasie wydział teologiczny seminarium mieścił się na Uniwersytecie Agielskim w Krakowie. Przewłożeni zastanawiali się jak przyjąć człowieka w takim stanie. Przecież on powinien się leczyć i myśleć o sobie, a nie o nauce. Gdy po latach do profesorów seminarium, który w tamtym czasie współdycytował o przyjęciu konkretnego kandydata na księdza, opowiadał jak to było z Franciszkiem. Mieliśmy problem, mówił. Jak tak ciężko chorego po tylu przeżyciach wojennych i obozowych przyjąć do seminarium. Miał on jednak w sobie coś takiego, że nie mogliśmy się mu oprzeć. Zaryzykowaliśmy i przyjęliśmy go mimo wszystko. Pewnie, że po przyjęciu musiał się leczyć, był w sanatoriach, ale nie spowodowało to nawet przerwy w nauce. Franciszek rozpoczął więc swoje studia zaraz w październiku 1945 roku. Nie miał problemów z nauką, bo jemu samemu bardzo załażało na tym, żeby dobrze przygotować się do przyszłej pracy duszpasterskiej, żeby zostać jak najlepszym kapłanem, żeby jak najwięcej móc dać ludziom, a przy tym był człowiekiem naprawdę światłem, mądrym i pilnym. Seminarium cały czas towarzyszyły mu myśli jak się do tego przygotować, co zrobić, żeby ludzie uwierzyli w Boga, żeby poznali Bożą miłość i dobroć. Tak jak jemu to zostało dane poznać i doświadczyć wtedy w celi śmierci. Tak teraz chciałby się tym dzielić, aby ludzie uwierzyli, że Bóg istnieje naprawdę, że jest miłością i to miłością bezinteresowną, że jest naszym ojcem i kocha nas, bo jesteśmy jego dziećmi. Franciszkowi było obojętne do jakiej parafii trafi w przyszłości, wielkiej czy małej, bogatej czy biednej. Uważał, że gdziekolwiek zostanie posłany, wszystkim będzie chciał opowiadać o Bożej miłości. dzieciom, młodzieży, dorosłym, rodzinom, starcom i chorym. Już wtedy sobie wyobrażał, że parafia to jest jedna wielka rodzina albo jedna wielka wspólnota, do której wszyscy należą, w której mają prawo poznać Bożą miłość i dążyć do świętości. Każdy od najmłodszego do najstarszego. Ponieważ Franciszek już poznał co to znaczy wierzyć i jakim skarbbem jest wiara, że jeśli się naprawdę uwierzy Bożej miłości, to się wszystko wytrzyma, wszystko przeżyje, przez wszystko przejdzie zwycięsko i właśnie to pragnął przekazać innym. Może dlatego miał tak duży autoritet wśród kolegów seminaryjnych. Obserwowali go uważnie, a wielu starało się nawet naśladować jego praktyki duchowe. Na zakończenie seminarium na uniwersytecie Jagiellońskim napisał pracę magisterską pod tytułem Świętość w świetle nowoczesnej filozofii religii. Studium fenomenologiczne na tle powieści Władysława Grabskiego w cieniu kolegiaty. Praca ta dotyczyła zagadnienia prawdziwej i fałszywej drogi do światości, ukazanej na podstawie historii dwóch bohaterów tej książki. Ingi i Sadoka. Inga szła właściwą drogą, mimo, że nie myślała wprost o świętości. Ona ją po prostu realizowała. Sadok z kolei, chociaż bardzo pragnął być święty, wybrał drogę fałszywą, bo myślał, że świętość zdobywa się własnymi siłami. Musisz być moją mamą. Franciszek Blachnicki otrzymał święcenia kapłaniczne 25 czerwca 1950 roku z rąk księdza biskupa Stanisława Adamskiego. Uroczość ta miała miejsce w Katowicach w kościele Świętych Piotra i Pawła, ponieważ diecezja Katolicka nie miała jeszcze wtedy katedry, a jej ubudowę dopiero planowano. Pierwsze kroki po święceniach kapłańskich, no prezbiter Franciszek skierował na Jasną Górę do Matki Bożej. Maryję od dawna traktował jak swoją własną mamę. Jeszcze gdy przebywał w więzieniu w Raciboru po ułaskawieniu go od kary śmierci i dowiedział się, że umarła jego ziemska mama 24 października 1942 roku zwrócił się do Maryi. "Teraz ty musisz być moją mamą." Wtedy to również zawierzył się jej cały. Temu zawierzeniem pozostał wierny do końca życia. Wszystko do niej zawsze odnosił, wszystko jej poświęcał, wszystko jej oddawał. Nic dziwnego, że teraz właśnie przed jej obrazem odprawił samoodzielić swoją pierwszą mszę świętą, jeszcze przed mszą świętą premacyjną w parafii. Pragną podziękować Maryi za ocalone życie i za dar kapłaństwa. Franciszek był przekonany, że niepokalane serce Maryi prowadzi do serca Jezusa, bo Maryja zawsze prowadzi do swojego syna. Tę wiarę wyrażały również umieszcany na jego obrazku prymityjnym. Najświętsze serce Jezusa przyjdź królestwo twoje przez niepokalane serce Maryi. Mszę świętą prymitywną młody ksiądz Blachnicki odprawił 9000 roku w swojej parafii w kościele pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła w Tarnowskich Górach. Jakiś taki inny. Poświęcenia każdy kapłan dekretet skierowanie do konkretnej parafii. Księż Franciszek Blachnicki został skierowany do parafii Świętej Maryi Magdaleny w Tychach. W tamtym czasie była to jedyna parafia w mieście. Liczyła około 1400 wiernych. Tak się złożyło, że do tej parafii i ja należałam, a mój tato był tam kościolnem. Dzięki temu miałam szczęście nawet być na święceniach kapłanicznych księdza Franciszka. Dlatego że wraz z nim wyświęcono dwóch diakonów z naszej parafii księdza Rudolfa Czardyna i księdza Bernarda Fabiana. Oni właśnie zaprosili rodzinę kościelnego na tę uroczystość. Do Katowic pojechałyśmy wtedy ja i moja siostra. Gdy myślę o tym teraz wydaje mi się, że moja obecność na święceniach księdza Franciszka nie była przypadkiem. O tym, że nasza parafia otrzymała nowego Wikariusza, dowiedziała się od taty zaraz pierwszego dnia wieczorem. Było to 1 września 1950 roku. Mój tata już od wielu lat pełnił funkcję kościelnego i zawsze kiedy pojawiał się u nas nowy Wikary mówił nam: Znowu mamy zmianę, przyszedł nowy ksiądz.
[27:24]Tym razem powiedział: mamy nowego księdza, ale jakiś taki inny. Widocznie coś musiało szczególnie zwrócić jego uwagę w nowym, że tak się o nim wyraził. To określenie, że ten nowy ksiądz jest jakiś taki inny, powtarzało wiele osób w różnych okolicznościach. Nawet tystka, u której pracowała moja siostra, mówiła tak po każdej wizycie księdza Franciszka w jej gabinecie. W naszym domu, a myślę, że nie tylko w naszym, w rozmowach często powracał temat nowego Wikarego. Chociaż zewnątrz nie różnił się on niczym szczególnym od innych kapłanów, to coś jednak od niego promieniowało. Z jednej strony był bardzo serdeczny i bliski ludziom, także każdy mógł się do niego zbliżyć i z nim porozmawiać, ale z drugiej strony jego osoba budziła taki naturalny, zdrowy respekt, który nie pozwalał nikomu w jego obecności mówić głupich żartów czy nieodpowiednio się zachowywać. Nawet zwykłe przywitanie się czy podanie ludzie długo pamiętali, bo przez ten prosty, zwyczajny gest, czuli się rzeczywiście przyjęci przez księdza Franciszka. To nie było mechaniczne podanie ręki, jak to często mamy w zwyczaju czynić. Ksiądz Franciszek robił to w taki sposób, że człowiek czuł się przez niego zauważony i doceniony. Każde jego spotkanie z drugim człowiekiem właśnie było takie.
[29:48]Po latach nieraz ludzie, którzy go nawet nie znali, a którym ksiądz Franciszek podał dłoń, dawali świadectwo o tym mówiąc: "Ja tam byłem, on się ze mną przywitał, to wystarczyło." "Przywitał się i to zostało w tym człowieku."
[30:15]Księż Blachnicki odbierał bowiem drugiego człowieka jako dziecko Boże. Tak go również traktował, jako równego sobie przed Bogiem ojcem. Inność księdza Franciszka przejawiała się w jego zachowaniu, zapatrywaniu na wiele kwestii, w sposób prowadzenia rozmowy, spełnianiu funkcji kapłańskich. Myślę, że miała ona swoje źródło w dosłownym życiu słowem Bożym. Żył on bowiem tak jak zalecał Święty Paweł. "Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie." On właśnie tak postępował i to o jego inności.
[31:25]Ksiądz Franciszek był człowiekiem modlitwy. Prowadziła go ona od momentu otrzymania światła wiary w celi śmierci przez lata seminarium, kapłaństwa aż do końca życia. Od początku szczególną wagę przywiązywał zwłaszcza do modlitwy osobistej przed najświętszym sakramentem. W związku z tym pewnego dnia poprosił mojego tatę o jeden z kluczy do kościoła. Tato był ciekawy, na co też Wikaremu jest ten klucz potrzebny. Skoro to on kościelny otwiera kościół rano i zamyka go wieczorem.
[32:26]Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła.
[33:14]Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem. Do tej pory gdy któryś z księży chciał się dostać do kościoła po jego zamknięciu, przychodził do nas po klucze i odnosił je z powrotem. A ten nowy Wikarczy chciał mieć klucz dla siebie. Okazało się, że ksiądz Francisz po całym dniu pracy nawet bardzo późno, kiedy już uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chciał mieć możliwość swobodnego pójścia na modlitwę do kościoła. Nasza kościół miał wiele drzwi, z których jedne były nazwane drzwiami babskimi, ponieważ dawniej wchodziły nimi tylko kobiety. W kościołach praktykowano bowiem kiedyś taki zwyczaj, że jedna strona była przeznaczona dla mężczyzn, a druga dla kobiet i dlatego każdy wchodził już odpowiednimi drzwiami na swoją stronę. Babskie drzwi były podwójne, więc tato mógł spełnić prośbę księdza Franciszka i dał mu klucz do jednych z nich. Ten klucz utkwił mi w pamięci, ponieważ w związku z nim było też trochę kłopotów, zwłaszcza w niedzielę. W ciągu tygodnia brama, którą nowy Wikary wchodził do kościoła, nie była używana, ale w niedzielę wszystkie drzwi kościoła otwierano. Więc kiedy ksiądz Franciszek rano je otworzył, to zostały one otwarte już na całą niedzielę. Wieczorem trzeba było te drzwi zamknąć i tato często poszukiwał wtedy Wikarego z kluczem.



