Thumbnail for ARTEMIS II: Tak wygląda plan powrotu na KSIĘŻYC! - AstroFaza by Astrofaza

ARTEMIS II: Tak wygląda plan powrotu na KSIĘŻYC! - AstroFaza

Astrofaza

26m 26s3,633 words~19 min read
Auto-Generated

[0:00]Cztery osoby, statek kosmiczny wielkości małego busa i podróż dalej niż jakikolwiek człowiek dotarł od ponad pół wieku. Cel to nie tylko przelot, ale rygorystyczne przetestowanie technologii, która w niedalekiej przyszłości otworzy nam drogę do stałej obecności na srebrnym globie. Pora sprawdzić jak krok po kroku wygląda plan lotu, który zapisze się na kartach historii. Nazywam się Piotr Kosek i zapraszam do świata kosmosu i nauki.

[0:39]Misja Artemis 2 to w swoim głównym założeniu dziesięciodniowy załogowy lot testowy. Na pokładzie statku kosmicznego Orion znajdzie się czteroosobowa załoga. Amerykańską Agencję NASA reprezentować będą Rate Wiseman, Wiktor Glover oraz Kristina Koch. Dołączy do nich kanadyjski astronauta Jeremy Hansen, reprezentujący, no oczywiście Kanadyjską Agencję Kosmiczną, a ich zadaniem jest podróż wokół Księżyca i z powrotem, podczas której zespoły kontroli lotu będą skrupulatnie weryfikować działanie wszystkich kluczowych systemów Oriona. Choć ekipy w centrum kontroli misji mogą każdego dnia na bieżąco modyfikować harmonogram, w zależności oczywiście od aktualnych działań operacyjnych, no to zarówno personel naziemny, jak i sama załoga dysponują bardzo dokładnym ogólnym planem na każdy poszczególny dzień lotu. Dzień startu oznaczony jako pierwszy dzień lotu, no rozpoczyna się od opuszczenia platformy i wejścia na wstępną orbitę. Po odcięciu pracy głównych silników potężnej rakiety Space Launch System, statek Orion odłączy się od reszty pojazdu nośnego wspólnie ze specjalnym modułem. Ten moduł to ICPS, czyli tymczasowy kriogeniczny stopień napędowy. ICPS ma przed sobą niezwykle ważne zadanie. Około 49 minut po starcie uruchomi swój własny silnik, żeby podnieść perygeum orbity do bezpiecznej wysokości 180 km nad powierzchnią. I teraz zatrzymajmy się na chwilę przy samym pojęciu perygeum, żeby dobrze zrozumieć dlaczego ten manewr jest tak absolutnie krytyczny. Orbity ciał niebieskich i statków kosmicznych bardzo rzadko są idealnymi okręgami. Zazwyczaj przyjmują kształt elipsy. W mechanice nieba perygeum to dokładnie ten najniższy punkt na eliptycznej orbicie, w którym krążący wokół Ziemi statek kosmiczny znajduje się po prostu najbliżej naszej planety. Wyobraź sobie, że kręcisz ciężarkiem na elastycznej gumce wokół własnej dłoni. Jeśli elipsa jest zbyt spłaszczona, no to ciężarek uderzy w twoją rękę. W przypadku lotów kosmicznych, jeśli perygeum znajduje się zbyt nisko, statek kosmiczny wpadnie w gęste warstwy atmosfery ziemskiej. Tarcie powietrza drastycznie go potem spowalnia, to doprowadzi do niekontrolowanego, no i niestety przedwczesnego powrotu na Ziemię, a w najgorszym scenariuszu do spłonięcia pojazdu w atmosferze.

[3:10]Dlatego właśnie silnik modułu ICPS wykona kontrolowane odpalenie, podnosząc ten minimalny pułap lotu, a czyli perygeum do bezpiecznej, stabilnej wysokości 180 km. Gdy ten manewr się powiedzie i Orion osiągnie ustalone perygeum, około godzinę później silnik modułu ICPS uruchomi się po raz drugi. To kolejne odpalenie będzie miało na celu dalsze podnoszenie orbity statku kosmicznego, przenosząc go na wysoką orbitę okołoziemską. Od tego momentu załoga uzyska około 23 godzin na przeprowadzenie niezwykle drobiazgowych testów wszystkich systemów pokładowych Oriona. Wciąż będą znajdowali się względnie blisko Ziemi. Astronauci rozpoczną weryfikacje takich urządzeń jak dystrybutor wody pitnej, no jest on siłą rzeczy niezbędny nie tylko do picia, ale też na przykład nawadniania liofilizowanej żywności, którą zabiorą ze sobą na orbitę. Sprawdzą też działanie pokładowej toalety oraz krytycznego dla przeżycia systemu odpowiedzialnego za usuwanie nagromadzonego dwutlenku węgla z powietrza wewnątrz kabiny. Następnie załoga będzie mogła wreszcie zdjąć ciężkie pomarańczowe skafandry ciśnieniowe używane podczas startu i przebrać się w zwykłe, wygodniejsze ubrania. Czeka ich też rearanżacja wnętrza statku Orion, żeby przystosować go do funkcji mieszkalnej i roboczej dla czterech osób unoszących się w stanie nieważkości przez najbliższych 10 dni. Około trzech godzin po rozpoczęciu misji NASA sprawdzi właściwości pilotażowe Oriona. Wynika to z faktu, że w przyszłych bardziej złożonych misjach statek ten będzie musiał dokować do innych obiektów na orbicie. Żeby potwierdzić, że Orion potrafi to robić w sposób pełni bezpieczny, zużyty już stopień ICPS zostanie sprytnie wykorzystany jako cel do wirtualnego dokowania. Po fizycznym oddzieleniu się od Oriona załoga będzie ćwiczyć ręczne pilotowanie i manewrowanie swoim statkiem, podlatując do niego i okrążając go w ramach testu operacji zbliżeniowych. Kiedy demonstracja dobiegnie końca, stopień ICPS uruchomi swoje silniki po raz ostatni, wykonując manewr deorbitacji, który wyśle go na z góry zaplanowane spłonięcie nad Oceanem Spokojnym. Z kolei Orion będzie nomen omen spokojnie kontynuować swój lot na wysokiej orbicie ziemskiej. Po około 8,5 godziny przebywania w przestrzeni kosmicznej astronauci udadzą się na swój pierwszy, stosunkowo krótki odpoczynek. Czwórka zostanie obudzona zaledwie po czterech godzinach, a powodem tej pobudki będzie konieczność wykonania dodatkowego odpalenia silników. Ten krótki impuls napędowy jest niezbędny, żeby umieścić Oriona w perfekcyjnej geometrii orbitalnej przed najważniejszym z manewrów, czyli translunarną injekcją zaplanowaną na dzień drugi. Nazwa manewru brzmi jakby trzeba było do niej długiej gumowej rękawicy, ale przy okazji przebywania w najdalszym punkcie swojej wysokiej orbity astronauci przeprowadzą krótki test systemów łączności awaryjnej z wykorzystaniem sieci Deep Space Network. A to jest bezwzględnym wymogiem przed wyruszeniem w stronę Księżyca. Po wykonaniu tego zadania wrócą do snu na kolejne 4,5 godziny, zamykając tym samym harmonogram pierwszego dnia w kosmosie. Drugi dzień misji rozpoczyna się od aktywności fizycznej. Wiseman i Glover rozpoczną rano od rozstawienia i przetestowania nowego urządzenia do ćwiczeń opartego na kole zamachowym. Będzie to ich pierwszy oficjalny trening podczas tej misji. Pozostali członkowie załogi Koch i Hansen mają zaplanowane ćwiczenia w drugiej połowie dnia. Poranne treningi to nie są tylko oczywiście dbaniem o kondycję, no ale też przede wszystkim kolejnym testem wydolności systemów podtrzymywania życia statku Orion przed ostatecznym opuszczeniem orbity ziemskiej. Wysiłek fizyczny, no to siłą rzeczy jest więcej dwutlenku węgla do ogarnięcia. I w tym samym czasie Christina Koch poświęci cały poranek na drobiazgowe przygotowania do głównego wydarzenia całego dnia lotu numer dwa. Mowa o odpaleniu silników w ramach procedury onazwie, wspominałem o tym wcześniej Trans Lunar Injection, a w skrócie będziemy to nazywać TLI. Trans Lunar Injection to właściwie fundament każdej podróży na Księżyc, począwszy od programu Apollo. Jest to potężne, ostateczne uruchomienie głównego silnika rakietowego statku kosmicznego w pobliżu Ziemi. Jak widzicie Orion ma tutaj swój panel silników pod spodem, no i właśnie on zostanie użyty do tego, żeby te manewry przeprowadzać. Grawitacja naszej planety jest niezwykle silną studnią potencjału i przebywając na orbicie okołoziemskiej, statek wciąż jest w tej studni uwięziony.

[7:39]Żeby z niej uciec i dotrzeć do, no jakby nie patrzeć innej studni grawitacyjnej, tylko teraz należącej do Księżyca, potrzebny jest gigantyczny przyrost prędkości. Manewr TLI dostarczy właśnie tę energię kinetyczną potrzebną do tego, żeby przeskoczyć ze studni do studni. I astronautka Koch skonfiguruje systemy Oriona, żeby to kluczowe odpalenie wykonał główny silnik umieszczony w Europejskim Moduł Serwisowym pojazdu, czyli w tej części tutaj, którą widzicie i ten duży silnik pośrodku, który tutaj widzicie. Silnik ten w nomenklaturze określany jest jako system manewrowania orbitalnego. Generuje bardzo potężny ciąg rzędu 2700 kg i taka siła ciągu byłaby w stanie przyspieszyć taki standardowy, wiecie, samochód osobowy od zera do 100 km/h w niespełna 2,7 sekundy. Oto odpalenie będące ostatnim tak dużym użyciem napędu w misji Artemis 2 będzie decydującym manewrem, który wyprowadzi Oriona na właściwy kurs w kierunku srebrnego globu. Co więcej, odpalenie tego silnika zrealizuje jeszcze jeden genialny w sumie z punktu widzenia inżynierii i bezpieczeństwa cel. Wprowadzi statek Orion na tak zwaną trajektorie swobodnego powrotu, co jest kluczowe w tej misji. Mechanika orbitalna to dziedzina, w której odpowiednio wykorzystana grawitacja jest największym sprzymierzeńcem, bo trajektoria swobodnego powrotu to właśnie ściśle wyliczony tor lotu, w którym statek kosmiczny nie kieruje się bezpośrednio w sam środek Księżyca, tak jakby chciał gdzieś tam dolecieć, a potem manewrować na orbicie, tylko celuje w bardzo konkretny punkt w przestrzeni obok niego. Orion zbliży się do srebrnego globu, przeleci za jego niewidoczną z Ziemi stroną, a potężna grawitacja Księżyca zadziała jak gigantyczna kosmiczna proca i ta siła zakrzywi tor lotu statku niemal o 180 stopni, wyrzucając go w kierunku Ziemi. Jest to manewr totalnie pasywny w fazie powrotu, więc nie będzie tam już używany silnik. Jeśli nastąpiłaby jakaś, nie wiem, awaria głównych silników, coś by się wydarzyło, nie mogliby z nich korzystać, no to właśnie ta trajektoria zagwarantuje, że grawitacja samoistnie naprowadzi załogę z powrotem na Ziemię w 10 dniu lotu bez potrzeby włączania jakiegokolwiek napędu. Po wykonaniu tego manewru, reszta drugiego dnia będzie dla załogi o wiele luźniejsza, zarezerwowano czas na spokojną aklimatyzację organizmów do środowiska kosmicznego. Astronauci wezmą też udział w pierwszej łączności wideo z Ziemią, więc będziemy mogli już zobaczyć jakieś połączenie z nimi, posłuchać co się dzieje. Z wyjątkiem dnia siódmego, który jest dniem wolnym oraz nerwowego dnia lądowania, tego ostatniego dnia transmisje takie mają odbywać się regularnie raz albo dwa razy każdego dnia, więc spodziewajmy się mnóstwa zdjęć, filmów, ale też właśnie spotkań z astronautami.

[10:20]Trzeci i czwarty dzień upłynął pod znakiem utrzymania kursu na Księżyc, no i dalszych testów sprzętu medycznego. Trzeciego dnia rano astronauta Hansen przygotuje statek do manewru. Odbędzie się wtedy pierwsza z trzech niewielkich korekt trajektorii wylotowej, która zagwarantuje, że Orion będzie podążał idealnie właśnie w ten zamierzony punkt spotkania z Księżycem, a właściwie ze studnią grawitacyjną Księżyca. Uruchomienie silników zaplanowano na wczesne popołudnie, krótko po tym jak załoga zje obiad. Następnie astronauci przejdą do testów medycznych. Glover, Koch i Hansen przeprowadzą praktyczną demonstrację procedury ratunkowej CPR, czyli resuscytacji krążeniowo-oddechowej, ale w środowisku mikrograwitacji, co będzie nie lada obserwacją tak naprawdę do zrobienia. Wiseman i Glover skupią się na analizie apteczki Oriona, więc też będziemy mieli okazję zobaczyć co tam ciekawego w niej piszczy. Sprawdzą w działaniu termometr, monitor ciśnienia krwi, stetoskop, otoskop, to taki jest przyrząd do badania nosa i ucha, na pewno widzieliście, zagląda się do środka. W drugiej połowie dnia Christina Koch przeprowadzi kolejny test awaryjnych systemów komunikacyjnych za pomocą sieci Deep Space Network. A na koniec cała czwórka zbierze się razem, żeby precyzyjnie przećwiczyć choreografię pracy i zadań obserwacyjnych, które będą przeprowadzać szóstego dnia w momencie największego zbliżenia do srebrnego globu. Lot w dniu czwartym to, no generalnie kontynuacja tych właśnie przygotowań. Przeprowadzona zostanie druga korekta trajektorii wylotowej, która jeszcze bardziej doprecyzuje ten tor lotu. Każdy z astronautów poświęci pełną godzinę, żeby szczegółowo przeanalizować konkretne punkty geograficzne na powierzchni Księżyca, no bo ich zadaniem będzie uchwycenie materiału zdjęciowego właśnie na tych z tych punktów, które zostały im zadane podczas tego bliskiego przelotu. Dokładne oświetlenie tych celów będzie uzależnione od ostatecznej daty i godziny startu rakiety SLS z Ziemi, więc wiecie jak wystartujemy dzisiaj, jeśli oglądacie to w dniu premiery. No to będzie to wyglądało na Księżycu inaczej, niż jeśli będą startować 6 kwietnia. Ten czas właśnie posłuży na dokładne zapoznanie się z topografią, żeby wiedzieli czego dokładnie szukać na powierzchni Księżyca. No i znalazło się również dodatkowe 20 minut wyłącznie na robienie zdjęć przez okna statków, więc będziemy mogli już obserwować piękny krąg Ziemi, no właśnie okaże się czy płaskiej. Piąty dzień przyniesie istotną zmianę w fizyce całego lotu, no bo właśnie tego dnia kosmiczny statek Orion oficjalnie wkroczy w tak zwaną księżycową strefę wpływu. W momencie kiedy ten wektor przyciągania Ziemi i Księżyca zmieni się i znacznie przeważać ten od Księżyca, to od tego konkretnego momentu, pod kątem astrodynamiki to Księżyc, a nie Ziemia przejmuje rolę głównego obiektu, który dyktować będzie tor lotu Oriona. I znajdując się już w strefie grawitacyjnej Srebrnego Globu, astronauci będą mieli pełne ręce roboty. Ich poranek w znacznej mierze zostanie poświęcony na sprawdzenie tak zwanego systemu przetrwania załogi Oriona. A tutaj mowa o charakterystycznych pomarańczowych skafandrach kosmicznych. Ich podstawowym zadaniem jest ochrona przed nagłymi zmianami ciśnienia w krytycznych momentach misji, takich jak start i lądowanie, gdyby coś się rozhermetyzowało. Ale w ekstremalnej sytuacji awarii, rozszczelnienia kabiny, na którymkolwiek etapie lotu, to taki skafander pełni funkcję jednoosobowego statku ratunkowego. Jest w stanie dostarczać astronaucie tlen i zapewnić izolację ciśnieniową nawet przez pełnych sześć dni. Oczywiście byłoby to bardzo niewygodne, ale wyobraźmy sobie taką sytuację, że kabina ulega rozhermetyzowaniu, na przykład jakiś mikrometeoroid rozwala okno. Twu, ale może się zdarzyć. I w tym momencie siedząc w tych skafandrach, będąc podłączonymi oczywiście do systemów podtrzymywania życia statku, będą w stanie przetrwać i wrócić na Ziemię. W pełni niewygodzie, ale jednak mimo wszystko. Będą pierwszymi ludźmi, którzy użyją tego konkretnego modelu skafandrów w kosmosie. Przeprowadzą zaawansowane testy, sprawdzą szybkość zakładania tego skafandra, jego pełną hermetyzację, sprawne zajmowanie i opuszczanie foteli, ale też możliwość spożywania posiłków i picia wody przez taki dedykowany port, który jest wbudowany w hełm tego skafandra. Popołudniem silniki Oriona odpalą w celu trzeciej i ostatecznej korekty trajektorii wylotowej. Precyzyjnie celując w przelot obok Księżyca zaplanowanej na kolejny, z naszego punktu widzenia chyba najważniejszy dzień. Szósty dzień misji to absolutny punkt kulminacyjny całej wyprawy. Załoga w tym dniu znajdzie się najbliżej Księżyca, jednocześnie znajdując się najdalej od Ziemi w całej historii lotów załogowych. To tego dnia będziemy wyczekiwać najbardziej, bo w jego trakcie powstaną najpiękniejsze zdjęcia i filmy. A o co chodzi z tą największą odległością w historii, bo często możemy o tym usłyszeć w różnych materiałach? W zależności od dnia w którym rakieta wystartuje, misja Artemis 2 ma szansę pobić dotychczasowy absolutny rekord odległości ustanowiony w kwietniu 1970 roku przez legendarną załogę Apollo 13, a wynoszący ponad 400 171 km od Ziemi. Dokładny przebyty dystans będzie wprost wynikał właśnie z geometrii uwarunkowanej czasem startu. Orion znajdzie się bardzo blisko srebrnego globu. Załoga przemknie nad jego niewidoczną z Ziemi stroną w odległości zaledwie od 7200 do 10800 km nad pokrytą kraterami powierzchnią. Dla obserwujących to astronautów tarcza Księżyca wyda się ogromna, jej rozmiar kątowy będzie odpowiadał piłce do koszykówki trzymanej na wyciągnięcie ręki, więc całkiem spory Księżyc. Czwórka śmiałków spędzi zdecydowaną większość tego dnia skupiona na tym co najciekawsze. Będą namiętnie fotografować, nagrywać bezcenne materiały wideo, będą dokumentować swoje własne obserwacje stając się pierwszymi ludźmi w nowożytnej erze, którzy ujrzą pewne partie Księżyca na własne oczy. Ponieważ kąt padania promieni słonecznych na powierzchnię Księżyca będzie się zmieniał średnio o 1 stopień co dwie godziny, to warunki oświetleniowe będą wielką niewiadomą aż do momentu zatwierdzenia dnia startu. Jeśli lot wypadnie w momencie, gdy słońce będzie wysoko na księżycowym niebie, cienie zostaną wyeliminowane, a załoga skupi się na wychwytywaniu subtelnych zmian i wariacji w samym kolorze oraz jasności gruntu. A przy nisko zawieszonym słońcu krajobraz ulegnie drastycznej zmianie. Długie, głębokie cienie rozciągną się po powierzchni, mocno zarysowując topografię. Zbocza różnego rodzaju szczeliny, górskie zręby, majestatyczne krawędzie kraterów uderzeniowych, które przy pełnym oświetleniu zlewają się w jednolitą masę. Tutaj będą idealnie widoczne. Natomiast w sytuacji idealnej, kiedy promienie słoneczne będą uderzać prosto z góry względem statku Orion, co przypominałoby ziemskie południe, to brak cieni stworzy perfekcyjne warunki do wykonania super zbliżeń konkretnych formacji geologicznych, no bo wtedy oczywiście może estetycznie nie będzie to tak ładne i wizualnie, ale będziemy mieli dokładne dane na temat każdego z krawka tej powierzchni. Nie będzie nic ukryte w cieniu. Podczas lotu astronauci będą na bieżąco rejestrować swoje komentarze audio i w tym trudnym momencie utraty łączności również będzie się to działo. Co mam na myśli, mówiąc utrata? No komunikacja radiowa z Ziemią zostanie naturalnie zerwana na okres od 30 do 50 minut, kiedy statek schowa się fizycznie za Księżycem, który po prostu zablokuje fale radiowe. Dzięki nagrywaniu uwag na żywo, ich komentarze będą mogły być w przyszłości dokładnie zsynchronizowane ze zdjęciami i filmami, które w danej sekundzie wykonywali. Poranek siódmego dnia to moment opuszczenia strefy wpływu Księżyca. Statek kosmiczny powoli uwolni się z grawitacyjnych objęć srebrnego globu i ponownie podda się dyktatowi grawitacyjnemu Ziemi. Zanim Orion opuści strefę księżycową, astronauci przeprowadzą bezpośrednią dyskusję ze światem nauki. Badacze na Ziemi będą mogli na gorąco wysłuchać relacji i wrażeń załogi, a póki obrazy z przelotu są najświeższe i najżywiej zapamiętane przez nich tak naprawdę. W drugiej połowie tego dnia główny silnik statku Orion, tu przypomnę to, wygeneruje ciąg po raz kolejny.

[18:36]Będzie to pierwsza z łącznie trzech korekt trajektorii powrotnej, odpowiedzialna za mikroskopijne poprawki kursu tak, żeby Orion trafił na spotkanie z docelowym punktem wejścia w ziemską atmosferę, czyli nie przypadkowo po prostu lądujemy gdziekolwiek, tylko żeby precyzyjnie wodowali tam, gdzie będą mieli wodować. Reszta siódmego dnia to w większości czas odpoczynku od obowiązków. Astronauci zregenerują siły przed trudnymi zadaniami zaplanowanymi na sam koniec podróży. Ósmy dzień to testy dość krytyczne dla przyszłości dalekich podróży kosmicznych. Załoga ma do wykonania dwie duże demonstracje technologiczne. Przede wszystkim zajmą się tematem ochrony przed śmiertelnym zagrożeniem z głębokiego kosmosu, radiacją wywołaną zjawiskami takimi jak gwałtowne rozbłyski słoneczne. Zresztą było takie zagrożenie, że podczas tego startu może być większy wpływ właśnie promieniowania słonecznego, ale okazało się, że na szczęście ta burza się już kończy, jeśli będą startować 1 kwietnia, nic nie powinno się tutaj wydarzyć. Używając dostępnych na pokładzie materiałów i zapasów magazynowych statku, magazynowych, przepraszam, statku, astronauci przećwiczą w praktyce budowę fizycznego schronienia przeciwradiacyjnego, więc pamiętacie jak bawiliście się w bazę jak byliście małymi dziećmi. No to mniej więcej coś podobnego będzie robione na pokładzie Oriona. Promieniowanie przenikliwe jest głównym przeciwnikiem ludzkości w planach dalszej eksploracji kosmosu. Systemy telemetryczne Oriona będą równolegle zbierać setki megabajtów danych o rzeczywistym poziomie radiacji pochłanianej przez wnętrze statku. Zwieńczeniem tego dnia będzie rygorystyczny test układów sterowania manualnego statku kosmicznego. Piloci zasiądą za sterami i manualnie ustawią cel widoczny w oknach pojazdu, wykonają też manewr orientacji rufą w stronę słońca, oraz skomplikowane operacje zmiany położenia statku w przestrzeni. No będą nim tam nie zmieniając kursu oczywiście obracać na wszystkie strony. No bo jeżeli lecimy w kosmosie w jakąś stronę, to jeżeli obracamy się dookoła, to nie ma to znaczenia. I tak lecimy sobie w tą samą stronę. A po co to robić? No na celu będzie miało to zebranie danych porównawczych między pełnym systemem kontroli z użyciem sześciu stopni swobody, a ograniczonym trybem opartym o trzy stopnie swobody, wykorzystywanym na wypadek jakiejś awarii elektroniki lotniczej. Dziewiąty i przedostatni pełny dzień na orbicie to przygotowania do powrotu. Astronauci odświeżą procedury dotyczące wejścia w ziemską atmosferę i bezpiecznego wodowania w oceanie. Całość zostanie ponownie skonsultowana z zespołami na Ziemi. Silnik Oriona po raz kolejny odpali, wykonując kolejną bezbłędną korektę trajektorii powrotnej. Na koniec czeka ich odhaczenie kolejnych punktów testowych. Sprawdzą awaryjne systemy zbiórki odpadów organicznych, na wypadek gdyby niezwykle skomplikowana technologicznie, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, toaleta odmówiła posłuszeństwa. Co więcej, przymierzą i sprawdzą dopasowanie zaawansowanej odzieży mającej zapobiegać tak zwanej nietolerancji ortostatycznej i brzmi skomplikowanie, ale już tłumaczę. Nietolerancja ortostatyczna to medyczne wyzwanie, z którym ludzki organizm bezwzględnie zderza się po powrocie z długiego pobytu w stanie nieważkości. Kiedy żyjemy na Ziemi, no to nasze serce wykonuje potężną pracę, stale pompując krew w górę organizmu, żeby przezwyciężyć grawitację ściągającą wszystko w dół. W nieważkości kosmosu serce rozleniwia się, no bo nie ma już tego oporu, z którym musi walczyć. Kiedy jednak kapsuła wraca na Ziemię, krew z potężną siłą opada w stronę nóg, no i dolnych partii ciała. Mózg zostaje niedotleniony, a to może prowadzić u powracających astronautów do ostrych zawrotów głowy, problemów z mową, a bardzo często do ciężkich omdleń w momencie pionizacji, czyli wstawania. Rozwiązaniem tego problemu są specjalne kombinezony kompresyjne ubrane pod skafandry kosmiczne. Poprzez silny mechaniczny ucisk kończyn dolnych oraz brzucha, mechanicznie zapobiegają one cofaniu się krwi w te dolne rejony i ułatwiają też sercu wtłoczenie tego tlenu zawartego w krwi do mózgu. To oczywiście nie jest nic nowego, bo takie skafandry mają piloci myśliwców, ale ta technologia będzie testowana właśnie też w kontekście powrotu astronautów z orbity. Astronauci na pokładzie Oriona założą na siebie te elastyczne elementy ubioru, zmierzą obwody swojego ciała w mikrograwitacji i skrupulatnie wypełnią długie kwestionariusze, oceniając stopień dopasowania, ucisk i generalną trudność w manewrowaniu przy ubieraniu i zdejmowaniu tej opiętej warstwy odzieży kompresyjnej. Więc wszystkie te dane będą potem wykorzystywane w dopracowaniu takich skafandrów, albo elementów wewnętrznych skafandrów, jeśli tam trafią do przyszłych misji. No i wreszcie nadchodzi dzień dziesiąty, ostatni akt misji. Skupiony jest już na, wyłącznie na jednej rzeczy. Na sprowadzeniu załogi całej zdrowo na powierzchnię Ziemi. Przed uderzeniem w atmosferę następuje ostatnia mikroskopijna korekta trajektorii. Astronauci przywracają kabinę do czystej konfiguracji ze startu. Wyposażenie trafia do schowków, fotele wracają na swoje fabryczne pozycje, a załoga znów wbija się w te potężne skafandry ciśnieniowe. Ostatecznie dochodzi do separacji, czyli tego co mówiłem wam wcześniej. Sam moduł załogowy statku Orion, ta kapsuła tutaj na górze mechanicznie oddzieli się od tego tylnego europejskiego modułu serwisowego. Europejski moduł jego silniki, które no doprowadziły niezawodnie załogę do Księżyca i z powrotem, odłączą się i ulegną zniszczeniu. No i to brutalne rozstanie odsłoni dolną część Oriona, osłonę termiczną kapsuły, tutaj niestety w tym modelu nie mogę tego wyciągnąć, ale no znajduje się na dole, tak? Ta kapsuła z ogromną prędkością uderzy w rzadkie warstwy atmosfery ziemskiej. Tarcie i kompresja gazów będą tak potężne, że na samej zewnętrznej stronie osłony termicznej wygenerowana zostanie piekielna temperatura rzędu ponad 3000 stopni Celsjusza. Tarcza cieplna musi przyjąć to wszystko na siebie, żeby w kabinie utrzymywała się znośna bezpieczna temperatura. Kiedy ten najgorszy moment powrotu ustanie, statek odrzuci specjalną osłonę przedniego przedziału na samym czubku stożka, a otworzy to drogę do wdrożenia sekwencji spadochronów, czyli mówimy tutaj teraz o tym elemencie. W pierwszej kolejności z kapsuły wystrzelą dwa małe spadochrony hamujące. Agresywnie spowolnią one spadającego z dużą prędkością Oriona do około 550 km/h. Chwilę później odpalone zostaną trzy spadochrony pilotujące, ale one pełnią tylko jedną funkcję, mają wyciągnąć ze struktury statku trzy ostateczne, gigantyczne spadochrony główne. Ich ogromna powierzchnia sprawi, że opadanie drastycznie i bezpiecznie zwolni do raptem 30 km/h. A przy tej prędkości statek uderzy już w wody Oceanu Spokojnego. Tam będą stacjonować zespoły wydobywcze NASA w pełnej gotowości z okrętami, żołnierzami, teleskopami i tak dalej, chciałoby się klasyka zacytować, amerykańskiej oczywiście marynarki wojennej. Ich szybkie przejęcie załogi zakończy epicką misję Artemis 2. 10 dni, które udowodnią światu gotowość na powrót człowieka w daleki kosmos, realnego i stałego pozostania na srebrnym globie.

[25:56]A to miejmy nadzieję, bez większych opóźnień się wydarzy i będziemy mogli dla was to relacjonować. Zapraszam was oczywiście na live'a dzisiaj będziemy startować po godzinie 23:00, jeżeli oczywiście oglądacie w dniu premiery ten odcinek, więc zapraszam was bardzo serdecznie. Trzymamy kciuki, żeby Artemis poleciał, żeby rakieta SLS wzbiła się w powietrze, a czwórka naszych śmiałków mogła jak najszybciej okrążyć srebrny glob. To już wszystko w dzisiejszym odcinku, do zobaczenia, trzymajcie się i cześć.

Need another transcript?

Paste any YouTube URL to get a clean transcript in seconds.

Get a Transcript