[0:00]Polska jest dziś jednym z najbardziej dynamicznych i wydajnych krajów, jakie widzimy w Europie. To państwo o ogromnej sile gospodarczej. Jeśli mielibyśmy wskazać jedną liczbę, która najlepiej opisuje dzisiejszą zmianę w relacji Berlin-Warszawa, to nie jest to procent poparcia w sondażach, ani liczba dyplomatycznych komunikatów. To jest 7 miliardów złotych. Tyle w praktyce ma zostać dopompowane do polskich miast i zakładów produkujących przez dwóch niemieckich graczy z absolutnej ekstraklasy przemysłu. Renk i MAN. Temat ten doskonale opisuje dziennik.pl, a my postanowiliśmy się temu przyjrzeć dokładniej. Renk, producent przekładni i elementów napędu do zachodnich czołgów mówi wprost o inwestycji rzędu 500 milionów euro w ciągu 4-5 lat. Czyli ponad 2 miliardy złotych według prostego przeliczenia. W pierwszym kroku mają powstać zdolności serwisowe i utrzymaniowe, skrzynie biegów, silniki, podwozia. Dopiero potem ma wejść cięższy kaliber, czyli montaż i produkcja, a w tle badania i rozwój. Prezes Renk, Alexander Sagler, tłumaczył to bez owijania w bawełnę. Liczy się czas reakcji, bo czołgu nie da się wozić 2000 kilometrów na przegląd i czekać pół roku na powrót, kiedy region żyje w trybie permanentnego napięcia. Monachijski producent ciężarówek i autobusów MAN planuje — według doniesień austriackiej gazety Kurier — przeniesienie części produkcji z głównej fabryki w Monachium do polskiego Krakowa. Razem z innymi działaniami firma chce w ten sposób zaoszczędzić 935 milionów euro. W zamian zarząd chce wykluczyć zwolnienia z przyczyn ekonomicznych i zagwarantować utrzymanie niemieckich zakładów firmy. Niemiecki dziennik Frankfurter Allgemeine Zeitung napisał ostatnio, że Polska osiągająca bardzo dobre wyniki gospodarcze może w tym roku wyprzedzić Francję i awansować na czwarte miejsce wśród największych partnerów handlowych Niemiec. FAZ zwrócił uwagę na wejście Polski do grona 20 największych gospodarek świata i dodał, że jest to korzystne dla Niemiec. Dziennik przypomina, że Polska w październiku 2024 roku prześcignęła Chiny na liście odbiorców niemieckich towarów. Tym samym Polska staje się dla Niemiec ważniejszym partnerem handlowym niż Chiny, a to zapowiada zasadniczą zmianę strategii dla Berlina. Chciałbym z własnej perspektywy powiedzieć, że w ostatnich latach bardzo dobrze poznałem Polskę. Bywałem tam prywatnie kilka razy, ale także bardzo często służbowo i muszę stwierdzić, że Polska jest dziś jednym z najbardziej dynamicznych i wydajnych krajów, jakie widzimy w Europie.
[2:51]To państwo o ogromnej sile gospodarczej, z młodą, ambitną i bardzo dobrze mówiącą po angielsku populacją. Każdy, kto w Niemczech może mieć jakiekolwiek uprzedzenia wobec Polski, powinien ją odwiedzić - zobaczy współczesną Polskę, należącą do najnowocześniejszych krajów Europy. Zabiegam o to, aby było to w Niemczech właściwie rozumiane i postrzegane. Chcemy budować z Polską naprawdę dobre sąsiedztwo i nieustannie do tego zachęcam. Dlatego my dzisiaj dokładnie sprawdzimy, co chcą osiągnąć Niemcy w Polsce, czy ta współpraca będzie dla nas opłacalna i jak to wpływa na polski biznes. Sprawdźmy to, zapraszam na dzisiejszy materiał. Mówimy dziś o wielkich inwestycjach strategicznych, decyzjach Berlina i miliardach euro, które zostaną wydane w perspektywie kolejnych lat. Państwa i koncerny nie działają impulsywnie. One planują i zabezpieczają się dywersyfikując ryzyko. W skali mikro bardzo podobne podejście widać w finansach kobiet. Z raportu XTB wynika, że to właśnie kobiety częściej z większą ostrożnością myślą o bezpieczeństwie finansowym. Jednak częściej również postrzegają inwestowanie jako zbyt ryzykowne i skomplikowane. A przecież inwestowanie, tak jak decyzje, o których mówimy w kontekście gospodarki, to jeden ze sposobów budowania długoterminowego bezpieczeństwa finansowego. Może więc w tym roku zamiast kolejnego klasycznego prezentu na Dzień Kobiet, warto powiedzieć: troszczę się o twoją przyszłość i zaprosić bliską osobę do świata inwestowania. Pomocny w tym okaże się partner tego kanału, czyli aplikacja XTB. Znajdziecie tam nie tylko tysiące akcji i ETF-ów, w które do kwoty 100 000 euro obrotu miesięcznie zainwestujecie bez prowizji. Ale także funkcje Send Gift, która umożliwia podarowanie bliskiej osobie akcji wybranej spółki w prezencie. Może to być dobry start do rozmowy o finansach, bezpieczeństwie i budowaniu kapitału na własnych zasadach i we własnym tempie. Bo wolne środki na rachunkach w XTB podlegają oprocentowaniu, co oznacza, że możesz zarabiać więcej wtedy, gdy czekasz na idealną okazję inwestycyjną. Oczywiście należy pamiętać, że inwestowanie nie jest pozbawione ryzyka i wymaga odpowiedniej wiedzy. Rejestrując konto w XTB z kodem Bednarski, Ty lub obdarowana osoba, otrzymacie dostęp do wyjątkowych materiałów edukacyjnych dedykowanych początkującym, które krok po kroku wprowadzą was w świat inwestycji i finansów. Sprawdźcie szczegóły w opisie filmu. Wszyscy pewnie kojarzycie firmę MAN, która w wersji cywilnej kojarzy się z ciężarówkami, a w wersji realnej z podwoziami i logistyką. Bez których nowoczesna armia jest tylko prezentacją slajdów. Tylko w tym przypadku mówimy o planie inwestycyjnym rzędu około 5 do 5,2 miliarda złotych do 2030 roku. W dwóch konkretnych punktach na mapie: Niepołomice i Starachowice. Polski rząd podpisał list intencyjny, a w komunikacie pojawia się język, który jest dziś kluczowy dla całej Europy. Skracanie łańcuchów dostaw i uniezależnienie się od komponentów z Chin i Indii. Jesteśmy w Niepołomicach, w fabryce MANa, od lat dającego dobre miejsca pracy, w specjalnej strefie inwestycyjnej w Niepołomicach, dla powiatu wielickiego, a tak naprawdę dla całej Małopolski. Przed nami wielka inwestycja, 5 miliardów złotych. MAN chce zainwestować w Polsce, bo Polska przyciąga dobre inwestycje. Polska to bezpieczne miejsce dla inwestycji, dla naszych sąsiadów, partnerów, przyjaciół, sojuszników. Dlatego 3,2 miliarda trafi tutaj do Niepołomic. W ciągu roku będzie wytwarzanych w niepołomickiej fabryce 200 000 baterii do samochodów ciężarowych. I teraz najważniejsze pytanie: dlaczego Niemcy robią to właśnie w Polsce? Właśnie teraz i dlaczego to nie jest tylko kolejna inwestycja zagraniczna, ale element większej układanki, w której miesza się wojna, technologia i handel? Bo jeżeli ktoś wciąż myśli o relacji Polski z Niemcami jako sąsiedzkiej wymianie, my im damy meble, oni nam auta, to warto spojrzeć na twarde dane. Według danych GUS za cały 2025 rok Niemcy wciąż są absolutnie pierwszym partnerem handlowym Polski. W eksporcie ich udział wyniósł 26,9%, a w imporcie 19%. W liczbach bezwzględnych wygląda to jeszcze mocniej. Polska wysyła do Niemiec towary warte 418,5 miliarda złotych, a sprowadziła z Niemiec za nieco ponad 300 miliardów. Bilans, dodatnie saldo to 117,7 miliarda złotych. To nie jest drobna różnica w statystykach. To jest finansowa arteria, która pompuje pieniądz do polskiej gospodarki i pokazuje, że mimo wszystkich politycznych spięć między naszymi narodami, biznes na najwyższym szczeblu cały czas mocno współpracuje. A ludzie, którzy na Niemców narzekają, prawdopodobnie w jakiś sposób albo korzystają z niemieckich produktów, albo coś dla Niemców produkują. W końcu, patrząc na nasz import, nawet co czwarta rzecz w naszych domach była wyprodukowana w Niemczech, a co piąty nasz produkt znalazł odbiorcę za Odrą. Nową obsesją Europy jest tak zwane nearshoring. Import z krajów rozwijających się to już 33,9% całości, a Unia Europejska to 52,6% importu. Innymi słowy, Europa dalej kupuje masowo poza UE, ale równolegle rośnie presja, żeby to, co strategiczne, czyli na przykład napędy, baterie, logistyka, serwis, było pod naszą kontrolą i blisko frontu ryzyka. A Polska z geografią na wschodniej flance i ze skalą przemysłu staje się miejscem, gdzie blisko przestaje być tylko metaforą, a zaczyna być prawdziwą przewagą. Siła robocza jest też tańsza niż w Niemczech — trzeba to powiedzieć jasno i otwarcie. A bezrobocie w Polsce jest stosunkowo wysokie, można tak powiedzieć. Pracowników można tu bardzo szybko i łatwo znaleźć oraz zatrudnić. I to są, moim zdaniem, duże zalety Polski, przez które inwestorzy i firmy przychodzą właśnie tutaj. Jeśli złożymy te elementy w całość, wyjdzie nam obraz, który jest dużo większy niż suma dwóch inwestycji. Renk i MAN nie przychodzą tu tylko po niższe koszty pracy, bo to byłby sposób myślenia sprzed dekady. One przychodzą po czas, bezpieczeństwo dostaw i możliwość obsługi regionu: Polski, Ukrainy, państw bałtyckich, a w praktyce całej wschodniej osi NATO. Warto już teraz zauważyć, że Niemcy są od lat najważniejszym zagranicznym inwestorem w Polsce, posiadając aktywa o wartości przekraczającej 97 miliardów dolarów i ponad 8,6 tysiąca firm z niemieckim kapitałem. Więc aktualne przestawianie wajchy w Niemczech to nie jest nagły zwrot akcji, tylko jeszcze większe dociśnięcie pedału gazu do ziemi. Coraz więcej niemieckich firm decyduje się na relokację produkcji do Polski, dostrzegając tu stabilne i konkurencyjne warunki prowadzenia działalności. Przykładem jest Knorr-Bremse, który przenosi znaczną część produkcji z Drezna właśnie do Polski w celu obniżenia kosztów operacyjnych i utrzymania konkurencyjności. Podobny kierunek obrała Miele, stopniowo przenosząc montaż pralek do zakładów w Ksawerowie. Wskazując nie tylko na niższe koszty, ale także na sprawniejszą administrację i przyjazne otoczenie inwestycyjne. Pralki Miele to wciąż znak jakości. Tylko etykieta „Made in Germany” może wkrótce być mniej powszechna. Część produkcji przenosi się do Polski. Sprzedaż słabnie. Powodów jest wiele, w tym błędy w zarządzaniu. W wywiadzie dla Die Zeit dyrektor zarządzający uzasadnia przeniesienie produkcji z Niemiec do Polski niższymi kosztami pracy i dodaje, że na przykład koszty energii są drastycznie niższe i jest mniej wymogów biurokratycznych niż tutaj. Jednak nie wszyscy Niemcy cieszą się z tego, co się dzieje i że niemiecki kapitał woli przenosić się na wschód. Tradycyjne niemieckie firmy przenoszą produkcję za granicę, ale to błąd. Tak przynajmniej pisze berliński dziennik Tagesspiegel. Czytamy tam na przykład, że jeśli minister gospodarki nie podejmie odpowiednich kroków, niekontrolowana deindustrializacja otworzy szeroko drzwi populistom z prawej i lewej strony, jak stało się to w USA czy w Wielkiej Brytanii. Redukcja miejsc pracy w firmie MAN jest w rzeczywistości katastrofą dla lokalizacji w Monachium, zwłaszcza że zarząd oczywiście dał swoje słowo, że będzie dalej rozwijał ten zakład. To są przecież egzystencjalne obawy, chodzi o rodziny, o domy i mieszkania, o utrzymanie. Uważam, że jeśli teraz nie zaczniemy walczyć, to będzie początek końca dla zakładu w Monachium. Przez przeniesienie produkcji do Polski, Miele, jak i wiele innych firm chce obniżyć koszty. Ale jak mówi dziennik, po pewnym czasie wiele przedsiębiorstw niemieckich zdało sobie jednak sprawę z tego, że był to błąd i przeprowadzają się z powrotem do Niemiec. Paradoksalnie nie widać jakiegoś wielkiego exodusu niemieckich firm z powrotem do Niemiec. Jeśli już, to są redukcje. Niemiecki gigant przemysłowy Bosch oficjalnie potwierdził redukcję 20 000 miejsc pracy na całym świecie po tym, jak zyski koncernu spadły niemal o połowę. To nie jest kosmetyczna korekta, ani optymalizacja kosztów. To reakcja na głęboki kryzys, który uderza w sam rdzeń niemieckiego modelu gospodarczego. Prezes Boscha, Stefan Hartung, przyznał wprost, że rzeczywistość gospodarcza znajduje odzwierciedlenie w wynikach, a rok 2025 będzie dla firmy trudny, a w niektórych obszarach wręcz bolesny. Jeśli taka firma zacznie ciąć etaty na masową skalę, to znaczy, że problem nie jest lokalny, tylko systemowy. Chociaż Tagesspiegel pisze, że nie są to już produkty wysokiej jakości „Made in Germany”, przez co te firmy tracą na konkurencyjności w Niemczech. Ale paradoksalnie, to przecież absurd, ponieważ reszta niemieckich gazet chwali Polskę, a wizerunek Polski w ostatnim czasie w Niemczech uległ zasadniczej poprawie. Niemieckie i polskie produkty oczywiście nie są traktowane na równi. Ale większość Niemców nie zwraca uwagi na to, czy ich producent produkuje w Niemczech, czy na wschodzie Europy. To w dalszym ciągu część Unii, która jest dla Niemiec głównym źródłem ich regionalnej hegemonii. W Niemczech istnieje wyraźny podział między życiem zawodowym a prywatnym. W Polsce tego tak bardzo nie ma. Dlatego polscy pracownicy chcą pokazać się w pracy z jak najlepszej strony jako osoby, a przez to są znacznie bardziej zmotywowani.
[14:05]Obecnie rozważamy przygotowanie nowych projektów tutaj na miejscu i dalsze inwestycje w Polsce. I to nie jest tylko mój pomysł. Mówiłem już wcześniej — także w całym koncernie Volkswagen patrzymy na to. Mamy zakłady w Starachowicach, gdzie produkujemy autobusy dla koncernu i zakłady w Polsce mają przyszłość. Ostatnio Friedrich Merz był na wizytacji w Chinach, gdzie pokazywano mu humanoidalne roboty. Jego mimika mówiła sama za siebie, i ja ją rozczytywałem tak: co my zrobiliśmy źle, że to nie my w Europie pokazujemy to Chińczykom, tylko oni pokazują nam tak zaawansowane technologie u siebie. To też może wskazywać na zmianę myślenia, także wśród kadry zarządzającej w Berlinie, gdzie przestaje się myśleć o reszcie Europy jako o potencjalnym wasalu handlu, lecz jako o partnerze. Chiny i Amerykanie mogli to osiągnąć poprzez zdrową konkurencję, ale opartą o współpracę. My w Europie już jakiś czas temu to utraciliśmy na rzecz konfliktów oraz indywidualnych interesów. To co teraz robią Niemcy, nie wydaje się być zatem dla Polski złe, wręcz przeciwnie. Jeśli sami będziemy umieli wykorzystać to, że Niemcy nas potrzebują, to my sami staniemy się dla nich równorzędnym partnerem. Niemcy nie ukrywają kluczowego powodu, czyli de-risking wobec Chin, czyli redukowania ryzyka zależności od jednego kierunku dostaw w krytycznych komponentach. Wprost mówi się o tym w niemieckiej debacie gospodarczej i na szczytach polityki. Merz podczas wizyty w Pekinie podkreślał, że relacje mają być zbalansowane, przewidywalne i fair, a równolegle wskazywał na problem rosnącego deficytu handlowego i wrażliwych zależności surowcowo-technologicznych, takich jak dostęp do metali ziem rzadkich. To jest dokładnie język, który w praktyce oznacza: część ryzyka trzeba przenieść z Azji bliżej domu. Jeśli przyszły rok może być wstępem do globalnego konfliktu na linii USA-Chiny, to lepiej mieć produkcję bliżej siebie, a to wymaga współpracy ogólnoeuropejskiej oraz podniesienia automatyzacji. Da się to zrobić tylko przez współpracę, nie przez dominację. Stąd Polska musi ten fakt jak najlepiej wykorzystać, ponieważ to dziejowa szansa nie na nabycie montowni dla Berlina, lecz równorzędnym partnerem. My sami zaczęliśmy przyjmować ich firmy, a polskie firmy coraz mocniej rozwijają się na niemieckim rynku. Wygrywa Europa Środkowo-Wschodnia, bo oferuje jednocześnie rynek UE, infrastrukturę i logistykę, a przy tym komunikuje, że inwestycje w Niepołomicach czy Starachowicach mają uniezależniać produkcję od komponentów z Chin i Indii. Niemcy nie uciekają definitywnie z państwa środka, ale dywersyfikują się. My w Polsce musimy robić dokładnie to samo, nie możemy stawiać na jednego partnera. Dlatego dobrze, że mimo naszego aktualnego uzależnienia od Niemiec, to to uzależnienie w drugą stronę jest już niemal takie samo. Długoterminowo może się okazać, że będzie to kolejny silny impuls rozwojowy dla naszego państwa, ale opinie pozostawiam wam w komentarzach. Z mojej strony na dzisiaj to już wszystko. Pamiętajcie, proszę, o subskrypcji, żebyśmy mogli dobić do miliona subów, ponieważ już naprawdę niewiele zostało. Do usłyszenia w kolejnym materiale. Trzymajcie się, cześć.



