[0:00]23-letnia Katarzyna została brutalnie zamordowana. Sprawca zdjął z jej tułowia skórę i zrobił z niej dla siebie coś w rodzaju płaszcza, gorsetu. Obciął także kończyny kobiety. Makabryczne wydarzenia sprzed 25 lat wstrząsnęły całą Polską i przez bardzo długi czas wywoływały panikę, ponieważ śledczy nie potrafili odnaleźć zabójcy młodej studentki. Finalnie w sprawie zatrzymano Roberta J, a proces sądowy śledziły media w całym kraju. Ja nazywam się Bartosz Wojsa, a to jest Pokój Zbrodni.
[0:38]W listopadzie 1998 roku zaginęła 23-letnia Katarzyna, studentka religioznawstwa. W dniu, w którym rozpłynęła się w powietrzu, jak wówczas mówiono, wybrała się w okolice Rynku Głównego w Krakowie. Później miała spotkać się ze swoją mamą, bo planowały wspólnie pójść do lekarza. Kobieta nie przyszła jednak na umówioną godzinę, a brak kontaktu z nią zaniepokoił matkę, która ostatecznie wezwała policję i zgłosiła zaginięcie córki. Poszukiwania przedłużały się, a śledczy nie mogli trafić na trop, który doprowadziłby ich do Katarzyny. Zakładano różne scenariusze. 23-latka mogła odebrać sobie życie, ponieważ miała depresję po śmierci ojca, lub mogła paść ofiarą nieszczęśliwego wypadku. Pod uwagę brano również to, że została porwana, bądź zamordowana. Dopiero 6 stycznia 1999 roku załoga statku Łoś, który przepływał Wisłą, znalazła fragmenty czyjegoś ciała. Były wplątane w śrubę napędową, co doprowadziło do unieruchomienia statku. Zaalarmowano służby, a na miejscu w kulminacyjnym momencie pracowało nawet kilkudziesięciu funkcjonariuszy. Początkowo zakładano, że zwłoki zostały rozczłonkowane i zniszczone przez statek, który w nie wpłynął, ale specjalistyczne badania wykazały, że skórę oddzielono od tułowia wcześniej, celowo. Podobnie było w przypadku odcięcia kończyn oraz głowy ofiary. Cięcia były zbyt precyzyjne, wyglądały na zaplanowane. Skórę spreparowano zresztą w taki sposób, aby tworzyła coś w rodzaju płaszcza, gorsetu, który, jak podejrzewano, miał zakładać na siebie morderca. Z uwagi na stan ciała trudno było podejrzewać, do kogo mogą należeć zwłoki. Konieczne więc były badania DNA, które w tamtych latach były jednymi z pierwszych wykonanych na terenie Polski. Potwierdziły, że szczątki należą do 23-letniej Katarzyny, zaginionej studentki. Dziennikarze zajmujący się w tamtym okresie sprawą pisali, że kobieta mogła jeszcze żyć, gdy oprawca zdzierał z niej skórę. Gazeta Wyborcza podawała, cytując jednego ze śledczych, że zabójca pociął ją równo, zaczynając między nogami, od narządów płciowych. Miały kierować nim pobudki sadystyczne z motywem seksualnym w tle. Podczas śledztwa w 1999 roku wytypowano jako podejrzanego mężczyznę, który często spacerował nad Wisłą. Mówiono, że nie znosił kobiet, a jedną z nich miał nawet molestować. Finalnie został on jednak wykluczony z kręgu podejrzanych. W lipcu 2000 roku znaleziono niepochodzące od ofiary ślady biologiczne, które następnie wykorzystywano do weryfikacji kolejnych osób podejrzanych. Działania nie przyniosły rezultatu, a prokuratura umorzyła śledztwo z uwagi na niemożność wykrycia sprawcy. Po jakimś czasie sprawę, której nadano kryptonim Skóra, przejęła specjalistyczna grupa policyjna nazywana Archiwum X. Wykorzystywano wszystkie dostępne metody śledztwa, także te niekonwencjonalne. O pomoc poproszono choćby jasnowidza. Ale nic nie przyniosło efektu. Każdy podejrzany typowany przez mundurowych był później wypuszczany, bo okazywało się, że nie ma nic wspólnego ze śmiercią Katarzyny. Oficjalne śledztwo wznowiono w 2012 roku w wyniku znalezienia nowych dowodów. Podjęto decyzję o ekshumacji szczątków ofiary w celu wykonania ponownej sekcji zwłok, a badania przeprowadzili specjaliści z Instytutu Ekspertyz Sądowych, Zakładu Medycyny Sądowej oraz Laboratorium Kryminalistycznego z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Przeanalizowano szczątki roślinności oraz włókien pochodzenia organicznego, a botanicy stwierdzili, że te konkretne rodzaje nie pochodzą ze środowiska wodnego i występują jedynie w określonych rejonach. To pozwoliło ustalić, że do zabójstwa studentki nie doszło nad rzeką. Dalsze prace doprowadziły też śledczych do tego, że Katarzyna nie została zabita od razu, a przez wiele dni, może nawet tygodni, mogła być torturowana. Polska Agencja Prasowa podawała w późniejszym okresie, że zgodnie z ustaleniami śledczych, 23-latka miała być ofiarą przemocy. Opisywano, że została uwięziona, podawano jej określone związki chemiczne, między innymi leki przeciwpsychotyczne i przeciwlękowe. Maltretowano ją fizycznie i psychicznie, kopano, bito twardym narzędziem. Sprawca używał też noża, powodując u poszkodowanej liczne złamania, a także rany kłute i szarpane. Dopiero na koniec zwłoki rozkawałkował i wrzucił do rzeki. Chcąc jak najszybciej odnaleźć sprawcę tej brutalnej zbrodni, a także uspokoić społeczeństwo, które przez lata żyło w strachu, wiedząc o tym, że morderca jest na wolności, na początku 2014 roku krakowscy mundurowi poprosili o pomoc biegłych z FBI oraz ekspertów kryminalistycznych z innych krajów. Śledztwo wielokrotnie przedłużano, a zwyrodnialec pozostawał na wolności. Nie odnaleziono również pozostałych części ciała ofiary. W październiku 2016 roku ekipa płetwonurków znów pojawiła się w Wiśle. Obszar poszukiwań obejmował rejon od Wawelu do stopnia wodnego Dąbie. Grupę wyposażono w sprzęt wykrywający anomalie pod warstwą mułu. Ponownie efekty nie były spektakularne. W międzyczasie spekulowano, że sprawcą mógł być rzeźnik albo lekarz. Zdaniem psychologów, których powołano w śledztwie, zabójca miał celowo wybrać studentkę cierpiącą na depresję, ponieważ stanowiła dla niego łatwy cel. Niewykluczone, że oprawca zdołał w jakiś sposób poznać jej historię. Miał rozmawiać z Katarzyną na rynku w Krakowie w dniu jej zaginięcia. Zdjęcie skóry, zdaniem specjalistów, miało stanowić rodzaj fetyszyzmu, a morderstwu nadano motyw seksualny. Archiwum X stwierdziło, że zabójca mógł wyjechać poza granice Polski, albo że zmarł w czasie trwania śledztwa, lub przebywa w więzieniu, skazany za inne przestępstwo. To wszystko były jednak założenia, spekulacje, domniemania. Mordercy wciąż nie schwytano. Pod koniec 2016 roku prokuratura przedstawiła nowe fakty, które udało się ustalić mundurowym. Potencjalny sprawca zbrodni miał znać sztuki walki i prawdopodobnie nie działać sam. Jedna z hipotez mówiła, że w zabójstwie studentki uczestniczyło kilka osób. Podejrzewano też, że Katarzyna zginęła wcześniej w wypadku lub w wyniku odebrania sobie życia, a ten kto znalazł jej ciało, zabrał je ze sobą i rozczłonkował w celu zaspokojenia sadystycznych żądzy. Teoria o śmierci w wypadku po jakimś okresie definitywnie odrzucono. Rok później w Polsce nastąpiło wielkie poruszenie. W 2017 roku doszło bowiem do zatrzymania i aresztowania podejrzanego w sprawie zabójstwa 23-letniej Katarzyny. Robert J, 52-letni mieszkaniec Krakowa. Znalazł się na celowniku policjantów już kilka miesięcy wcześniej. W jego mieszkaniu zabezpieczono ślad biologiczny ofiary. Sąsiedzi i znajomi nazywali go dziwakiem. Był znany z przypadków męczenia zwierząt, trenował kulturystykę i sztuki walki. Okazało się, że znał ofiarę. Miał zdobyć jej zaufanie, a gdy spotkali się na Krakowskim Rynku, namówił ją, żeby pojechała z nim na działkę. Nawet przez myśl by jej nie przeszło, że zostanie tam uwięziona i pozbawiona życia. Zdaniem prokuratury, tak się niestety stało. Kolejne ustalenia na temat Roberta J mówiły, że odbył on służbę wojskową w szpitalu zakonnym, pomagał w działającym tam wówczas prosektorium, a przez jakiś czas pracował także w Instytucie Zoologii, gdzie zajmował się skórowaniem zwierząt. Biegli, którzy zbadali Roberta J, wykazali, że ma skłonność do nękania kobiet, określono go także jako sadystę. Z ustaleń śledczych wynikało, że po morderstwie przeszedł religijną fascynację, często odwiedzał też grób zamordowanej Katarzyny. Media ujawniły, że miał przebierać się czasem w damskie ubrania, podglądać sąsiadki, a niektóre z nich prześladować. Jedna kobieta miała być przez niego śledzona i nękana. Mężczyzna miał opisać także morderstwo w swoim pamiętniku, do którego dotarli mundurowi. Akt oskarżenia przeciwko Robertowi J trafił do sądu w 2019 roku, a zgromadzone dowody liczyły ponad 490 tomów. W 2020 roku rozpoczął się proces za zamkniętymi drzwiami z wyłączoną jawnością. Mężczyzna nie przyznawał się do winy. Jego ojciec spotkał się z dziennikarką programu Uwaga TVN i opowiadał, że syn jest bardzo zdenerwowany. Płacze, krzyczy, że jest niewinny, że go wrobiono. On czuje się niezwykle pokrzywdzony, czuje się kozłem ofiarnym. To wszystko jest straszliwie naciągane, mówił pan Józef, który podkreślał, że jego syn nie byłby zdolny do takiej zbrodni. Jego zdaniem miał być dobrym katolikiem, uczciwym człowiekiem i obywatelem, który często się modlił i chodził do kościoła. Zaprzeczał medialnym doniesieniom, jakoby Robert znał Katarzynę. Twierdził, że nigdy nie widział jej na oczy. Matka mężczyzny w mediach dodawała też, że nigdy nie zauważyła u niego zniewieściałości czy inności seksualnych, które opisywały niektóre tabloidy. Dodawała, że nawet ryby nie potrafił zabić, że był spokojnym, łagodnym człowiekiem. Część doniesień dementowały zresztą osoby, które miały kontakt z Robertem J na co dzień. Profesor z Instytutu Zoologii, w którym pracował oskarżony, zaprzeczał na przykład temu, że mężczyzna został zwolniony po tym jak podczas swojej zmiany, rzekomo zabił wszystkie króliki doświadczalne. Taka sytuacja miała nie mieć miejsca, a przełożony Roberta J w rozmowie z dziennikarką Moniką Górą w dużym formacie Gazety Wyborczej mówił, że 52-latek dobrze wykonywał swoje obowiązki. Z pracy miał odejść sam, wtedy połowa myszy, którymi się zajmował, zmarła, ponieważ nikt tak jak on nie potrafił się nimi porządnie zająć. Ta sama reporterka poddawała zresztą w wątpliwość winę Roberta J, wskazując na proces poszlakowy, a nie dowodowy, który był w tej sprawie prowadzony. W książce pod tytułem Kryptonim Skóra, którą Monika Góra wydała w 2023 roku w formie reportażu obnażyła zaniedbania policji. Opisuje poszczególne działania, pokazuje ich chaotyczność i brak logiki, wskazuje na błędy i stawia wiele pytań, uderza też w dziennikarzy, którzy w jej ocenie publikowali niesprawdzone informacje oraz plotki, także te dotyczące samego oskarżonego, by podsycać emocje w przestrzeni publicznej i nakręcać oglądalność, zamiast dążyć do prawdy. Jej zdaniem Robert J faktycznie może być niewinny. Sąd uważa jednak inaczej. 14 września 2022 roku, jeszcze przed ukazaniem się tej książki reporterskiej, skazał Roberta J na karę dożywotniego więzienia. Uzasadniono, że w okresie od 12 listopada 1998 roku do 14 stycznia 1999 roku w Krakowie, działając z mieszanej motywacji, wynikającej z zaburzeń preferencji seksualnych, o typie złożonym, o cechach sadystycznych i fetyszystycznych, z elementami nekrosadyzmu oraz fetyszyzmu nekrofilnego, miał pozbawić życia Katarzynę i dokonać zdjęcia z jej ciała skóry. Sąd w ostrych słowach opisywał działania oskarżonego, podkreślając, że zasługują one na szczególne potępienie. Wyrok nie był prawomocny i złożono od niego apelację. W 2023 roku Krakowski Sąd przyznał mężczyźnie, ku zaskoczeniu opinii publicznej, 5000 złotych rekompensaty, ponieważ sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku skazującego trwało zbyt długo, przez prawie rok. To oczywiście nie koniec postępowania apelacyjnego. Gdy nagrywaliśmy ten odcinek programu, Robertowi J przedłużono areszt do końca czerwca 2024 roku. Pełny proces odwoławczy ma się zacząć 17 kwietnia 2024 roku. Prokuratura domaga się, by oprócz dożywotniego więzienia, sprawca poniósł także całość kosztów postępowania. Z kolei obrona ma wątpliwości co do sposobu prowadzenia działań przez śledczych i sąd, oraz kwestionuje opinie biegłych. Sprawa zostanie więc ponownie rozpatrzona, co może potrwać jeszcze wiele miesięcy. Dziękuję, że jesteś z nami, bo tworzymy ten program właśnie dla ciebie. Zostaw po sobie komentarz lub polubienie, a żeby nie przegapić żadnego odcinka Pokoju Zbrodni, zasubskrybuj ten kanał. Twoje wsparcie ma dla nas ogromne znaczenie.



