[0:03]Minęła godzina 20:00. Rozpoczynamy czterogodzinny program na żywo pod tytułem Wieczór Wyborczy. Komisje przystąpiły do obliczania głosów w pierwszych demokratycznych, wolnych wyborach. W tej chwili napływają do nas ostatnie dane. Są przetwarzane przez komputery, które państwo tu widzą. To rok 1990 i pierwsze po wojnie wolne wybory w Polsce. W jaki sposób doszło do tego, że Polska stała się krajem demokratycznym? PRL zamieniła się w trzecią RP. O tej transformacji opowiem w tej serii filmów. Oczywiście, przemiany w Polsce były częścią większego procesu, który objął całą Europę, a który znamy jako upadek komunizmu. From Hungary to Romania, from Czechoslovakia to East Germany, the post-war order has finally collapsed. But when historians look back, they will probably point to one country, Poland, as the place and the people who 10 years ago set in motion this avalanche of change in Eastern Europe.
[1:03]W latach 70. propaganda sukcesu Edwarda Gierka wmawiał Polakom, że już za chwilę dogonią najbardziej rozwinięte kraje świata. Rozwój miał zapewnić inwestycje zasilane kredytami z Zachodu. Mało kto jednak wiedział, że tylko 20% z tych kredytów jest przeznaczane na inwestycje. Większość była po prostu przejadana. W efekcie pożyczki nie przyniosły Polsce oczekiwanego rozwoju i rzeczywistość stała się mniej kolorowa. W połowie lat 70. przeciętne wynagrodzenie miesięczne Polaka wynosiło około 25 dolarów. Za te pieniądze i tak niewiele można było kupić, bo gospodarka już wtedy zaczynała borykać się z niedoborem podstawowych produktów. Przyczyną tych niedoborów był nietrafiony model gospodarczy, ale też utrzymywanie cen na nierealnie niskim poziomie. Władze bały się podwyżek cen, pamiętając, że poprzednia znaczna podwyżka z 1970 roku doprowadziła do strajku na Wybrzeżu, który zamienił się w masakrę robotników i w efekcie zmianę na szczytach władzy. To wtedy Gomułkę zastąpił Gierek. Odkładanie podwyżek na później nie mogło trwać w nieskończoność i w 76. roku nie tylko nie można było już ich unikać, ale też musiały być rekordowe. I tak 24 czerwca podniesiono między innymi ceny cukru o 100%, mięsa o 69%, masła i serów o 50%, ryżu o 150%. Tak drastyczna zmiana cen powoduje protesty robotników w całym kraju. Szczególnie dramatyczne wydarzenia mają miejsce w Radomiu, gdzie robotnicy wychodzą na ulice i dochodzi do regularnych starć z siłami mundurowymi. Już następnego dnia władza podejmuje błyskawiczną decyzję o wycofaniu się z podwyżek.
[2:41]Podjęte zostają jednak też dwa inne działania. Po pierwsze, Gierek osobiście nakazuje organizację inscenizowanych wieców poparcia dla siebie samego i swojej polityki.
[3:20]Byliśmy silni w warcholstwie. Byliśmy jednak zbyt słabi i przerażeni, żeby zapobiec zniszczeniu. Podczas groteskowych zebrań robotnicy z kartek odczytują przygotowane upokarzające teksty samokrytyki. Wierzcie mi, że uczynimy wszystko, ażeby wydarzenia z 25 czerwca były tylko lekcją historii, która przypominać będzie wszystkim, co potrafi zrobić oślepienie, głupota i brak wiary w słuszną ideę.
[4:03]Równocześnie z tymi działaniami Gierek nakazuje wziąć odwet na mieszkańcach Radomia.
[4:29]Aresztowani podczas zamieszek robotnicy są torturowani. Wzywani na przesłuchania, no to po schodach lali, na przesłuchaniu lali. Jak się schodziło lali. Tam było na okrągło, tam na komendzie po prostu nie można było, nikt nie mógł stać z tych zatrzymanych. Leżeć, ludzie klęczeli. Kobietki bez biustonoszy, kuchnia piersi trzymały tak, bo się wstydziły.
[4:55]To, to był horror normalnie. Wielu robotników zostaje zwolnionych z pracy, co w państwie takim jak PRL oznaczało pozbawienie środków do życia. Wtedy środowiska opozycyjne rozpoczynają organizowanie pomocy dla aresztowanych. Szczególnie ważną rolę w tej pomocy odgrywa grupa harcerzy z warszawskiej drużyny Czarna Jedynka. To ludzie skupieni wokół młodego instruktora harcerstwa, Antoniego Macierewicza. No i zaczęliśmy, zaczęliśmy to organizować. To była początkowo niewielka liczba ludzi z punktu dzisiejszego punktu widzenia. Mniej więcej 50 harcerzy zaczęło się działać na pomoc, bo chodziło też o taką pomoc społeczną. Pomoc, tak, tak, pomoc, pomoc społeczną, dlatego bo rodziny z kobiet, z dziećmi zostały same, więc chodziło o to, żeby ułatwić im po prostu to codzienne życie, nie tylko pomagać w wymiarze właśnie adwokackim, co było bardzo ważne, ale czy finansowo, społecznym, bo elementem istotnym było zbieranie pieniędzy właśnie na pomoc finansową dla nich.
[6:08]No, ale także, ale także właśnie w takim życiu, w takim życiu codziennym, a po kilku tygodniach zaczęły się zagrożenia dla tych ludzi, którzy to robili. Niektórzy zaczęlibyć przesłuchiwani, aresztowani, ale zatrzymywani, nie tyle aresztowani ile zatrzymywani i to sprawiło, że nasz plan, żeby powołać jawną organizację miał już teraz pewnego rodzaju uzasadnienie. W celu obrony ludzi zaangażowanych w pomoc opozycjoniści postanawiają założyć jawną organizację. Pierwsza nazwa, która była, to był Komitet Pomocy Robotnikom, ale później ostatecznie przyjąłem Komitet Obrony Robotników. Był tylko jeden problem. Polska, jak wiemy, była wtedy krajem Demokracji Ludowej, należącym do Bloku Sowieckiego, gdzie państwo kontrolowało wszystko i żadna niezależna od władz organizacja nie miała prawa bytu. Dlaczego więc KOR mógł powstać? Dlaczego ekipa Gierka musiała go tolerować? Tutaj opozycji przyszła na pomoc geopolityka. Połowa lat 70. to szczyt okresu odprężenia między krajami Bloku Sowieckiego, a krajami Zachodu. Obydwa bloki uznają, że skoro nie mogą siebie nawzajem zniszczyć, to dobrze będzie uporządkować swoje relacje. I tak w 75. roku po blisko 10 latach negocjacji w Helsinkach podpisany zostaje Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w skrócie KBWE. To wydaje się triumf ZSRR. W akcie potwierdzono zdobycze terytorialne Związku, powojenny podział Europy oraz zobowiązano się do nieingerencji w sprawy konkurujących bloków. „Pozostajemy panem we własnym domu”, skomentował triumfalnie Andriej Gromyko, minister spraw zagranicznych ZSRR. Niewiele osób zauważyło, że Zachód w zamian wymógł na ZSRR jedną kluczową rzecz: zobowiązanie się Związku i jego krajów satelickich do cytat poszanowania praw człowieka i podstawowych wolności. I właśnie ten punkt stanie się furtką do działania dla opozycji w krajach komunistycznych. Po KBWE było oczywiste, że, że tak powiem, powstaje szansa podjęcia, podjęcia działania jawnego. Szalowite, że KBWE powstał. Związek Radziecki zgodził się na to, żeby zabezpieczyć swoje wpływy w Europie, a jednocześnie dał furtkę do organizacji praw człowieka. Bo musiał dać furtkę, dlatego bo to jest olbrzymi dorobek Rządu Polskiego w Londynie. Mało kto o tym wie. Rozpoczyna się tworzenie organizacji. Dochodzi do niecodziennej jak na Polskę sytuacji współpracy środowisk prawicowych z lewicą. Współpracy ludzi tak różnych, jak Jacek Kuroń i Antoni Macierewicz. Dla nas było jasne i dla mnie było jasne, że takie działanie jawne jest możliwe tylko wtedy, jeżeli będziemy mieli wsparcie medialne. Ale żeby mieć wsparcie medialne, trzeba było mieć dojście do Wolnej Europy. No, dojście do miał właśnie Jacek Kuroń i środowisko lewicowe, tak? I środowisko, i środowisko lewicowe i dlatego, i dlatego zaczęliśmy rozmawiać z kolegami z, z Lewicy. Wziąłem Komitet Obrony Robotników i oczymi mi się zapaliły. To genialny pomysł. Mówię: to jest to. Zakładamy. Już żeśmy go w ogóle założyli, bo jak tu stoimy w cztery, to żeśmy założyli Komitet Obrony Robotników. Pan Jacek Kuroń to bardzo różne i silne osobowości, więc to musiało być ciężkie w zorganizowaniu na początku. Były różne kłopoty i różne problemy, to prawda, ale no było to z mojego punktu widzenia, było to jak mówiłem, konieczne, chociaż mam świadomość, że ma swoje konsekwencje w jakimś wymiarze do dzień dzisiejszy. Zaczyna się współpraca między inteligencją a robotnikami. Budowanie wzajemnego zaufania. My mieliśmy dwie zasady. Nie ma procesów w Polsce o wydarzenia czerwcowe, gdzie nie ma naszych obserwatorów. A druga zasada nie ma człowieka aresztowanego, którego rodzina by nie otrzymywała pomocy. Naszą ambicją również było jeszcze coś więcej, żeby nie było człowieka w Polsce wyrzuconego z pracy, który nie dostaje zapomogi. Dzięki tej współpracy oraz wydawanym przez KOR niezależnym, nielegalnym pismom robotnicy dowiadywali się więcej o swoich prawach oraz o tym jak skutecznie strajkować. W Katowicach i w Gdańsku robotnicy zakładają własne związki zawodowe. To niewielkie, nieuznawane przez władze organizacje, ale przygotowują one robotników do przyszłej walki. Przez dwa lata ja z Gwiazdą, na przykład, prowadziłem szkolenia pracowników Elmor. To były wykłady, były dyskusje, debaty na każdy temat: ekonomiczny, polityczny, gospodarczy, historycznych, o historii bardzo dużo mówiliśmy. Ci ludzie byli przygotowani do tego, że, że jest coś więcej niż, niż tylko kiełbasa, prawda? Ta praca u podstaw miała już wkrótce zapracować. Proszę o spokój. Będzie na pewno wtedy szybciej. W roku 1980 gospodarka Polski wpadała już w poważny kryzys. Najważniejszym problemem była spirala zadłużenia. Ekipa Gierka liczyła, że spłaci kredyty eksportem, ale w 80. roku jasne było, że nie ma na to szans, skoro same koszty obsługi długu wynosiły ponad 10 miliardów dolarów rocznie, a wartość całego polskiego eksportu na Zachód szacowano na 8,5 miliarda dolarów. Sytuacja była beznadziejna i stan gospodarki odbijał się na życiu robotników. 27 lat pracy i co myśmy uzyskały na tym? My jesteśmy u kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej, wierzcie nam, pod Bogiem. My nie mamy co jeść, nasze dzieci idą do szkoły. Mamo, no ja chciałam chociaż kawałeczek mięsa zjeść. I jak, na przykład, taki pracownik wyniesie kawałek materiału, to się potrafi go wyrzucić z roboty, a takich, co w rządzie rządzili, co do tego doprowadzili, to nie ma kto ukarać. Dlaczego tak jest? Dlaczego taka w Polsce jest sprawiedliwość? Sytuacja w kraju była tak napięta, że wystarczyła iskra, by rozpocząć wybuch stłumionych nastrojów. Taką iskrą stała się podwyżka cen mięsa w robotniczych stołówkach, którą ogłoszono na początku lipca 80. roku. Rozpoczynają się strajki w całym kraju. Media zależne od rządu oczywiście o nich nie informują, nazywając strajki przestojami w pracy, ale tym razem robotnicy mają wsparcie KOR. W piśmie Robotnik pojawiają się wszystkie informacje o strajkach, co pozwala lepiej je koordynować. W mieszkaniu Jacka Kuronia tworzy się coś w rodzaju sztabu strajkowego. Po prostu zrobiło się z tego biuro. I teraz trzeba było iść do automatu, zadzwonić do KOR-u i powiedzieć: „Proszę pana, u nas w zakładzie się nie mówi, a my strajkujemy.” No oczywiście, na taki telefon to ja nie informowałem, ale oczywiście zaraz tam ktoś jechał, sprawdzał, szukał, dowiadywał się, bo w tym czasie przecież cała ekipa wtykała się tam jakoś, dostarczała ten robotnik z opisem wszystkich poprzednich strajków. W ten sposób kumulowało się doświadczenie z jednej strony, z drugiej strony informacja pozwalała ludziom krzyczeć na miejscu, z trzeciej to oczywiście nakręcało falę strajku. I te strajki szły jeden za drugim, jeden za drugim, przy czym oni przyjęli zasadę, że natychmiast płacą. Władza przyjmuje strategię, według której zgadzano się na żądania ekonomiczne i jednocześnie całkowicie ignorując żądania polityczne. W ten sposób udaje się zagasić w lipcu większość strajków. Sytuacja wydawała się być opanowana na tyle, że Edward Gierek oraz większość kierownictwa udaje się na urlop. Ale najważniejsze dopiero miało się zacząć. Dowiedzieliśmy się, że zwolniono Annę Walentynowicz, pracownicę Stoczni Gdańskiej im. Lenina, która przepracowała w stoczni 30 lat. Mieliśmy przyjęcie u Dykuś na Sikorskiego 10 i tam przyszła pani Walentynowicz Anna i pokazała nam, że została zwolniona dyscyplinarnie i tam Lech Wałęsa rzucił hasło: „Pani Aniu, będziemy pani bronić, zorganizujemy strajk”. To był pomysł Lecha Wałęsy. Na spotkaniu tym obecny jest też młody współpracownik KOR, Bogdan Borusewicz, który choć sam nie był robotnikiem, to od dłuższego czasu przygotowywał robotników do strajku. Przez dwa lata pracowałem nad tym. Zbierałem młodych ludzi, stoczniowców. I Borusewicz wywołał nas na zewnątrz, mnie, Wałęsę, Brodzińskiego i i Felskiego i mówi: „No Lechu, rzuciłeś hasło i co dalej?”. Uzgodniono plan, według którego strajk miał się zacząć o 5:00 rano 14 sierpnia. Miał go rozpocząć pięć osób: Bogdan Borusewicz, Jerzy Borowczak, Bogdan Felski, Ludwik Prądzyński oraz Lech Wałęsa. Nie przyszli wszyscy, jak się umawialiśmy, bo się umawialiśmy w pięciu i mieliśmy tu razem zacząć ten strajk, ale przyszedłem tylko ja. Potem przyszedł Ludwik Prądzyński, gdzie była za 15 szósta, więc, a umówiliśmy się o piątej. No i oczywiście podjęliśmy decyzję, że nie wiem, co się z innymi stało. On idzie na K1, ja na K5 i rozpoczynamy. I oczywiście popierali nas ludzie młodzi, bo starsi to pamiętali grudzień, to mówili: „Gówniarze, co wy robicie?”, nie? „Gdzie idziesz? Gdzie idziesz? Matka za ciebie będzie ci paczki do więzienia przynosić” i jeszcze takie inne rzeczy. Ludzie już wychodzili, już na statkach, już nie było pracy, tylko Kaczy patrzeli, co to będzie z tego, nie, czy, czy w ogóle nam coś z to wyjdzie, no. No i co? I tam pracowało 150 osób, to 30 ze mną wyszło z hali i przeszliśmy przez całą stocznię aż dla wydziału K-3 i już była dziewiąta, przerwa śniadaniowa, więc ci ludzie byli na stołówkach, nie byli w pracy. No i bardzo chętnie się do nas przyłączyli. Problem to był około godziny 10:30, kiedy myśmy już mieli 20 osób w komitecie i nie było Lecha Wałęsy. Jak popatrzyłem rano, że mam być na szóstą, no i iść, strajk kierować, popatrzyłem, że stoją przed drzwiami. Mówię: „Nie ma szans. A do aresztu nie mam ochoty.” Położyłem się i śpię. Przespałem chyba ze trzy godziny, obudziłem się, ale chyba jednak trzeba tam iść, niezależnie. Wpadnę, to wpadnę, no ale jak ja będę wyglądał, że, że nie próbowałem. Wychodzę i nie wiedziałem dlaczego wychodzę. Przecież i tak mnie zamkną. Okazało się, że nie. Dzwonią do Warszawy, co zrobić z Wałęsą? Pilnować go, ale nie zamykać. I to uzgodnienie, wtedy nie było telefonów takich, jak teraz, nie wiem, do kogo się porozumiewali, że ten uzgodniono, tak spowodowali, że udało mi się do Stoczni przez płot przeskoczyć w ostatnim momencie. Strajk się kończył. W ostatnim momencie łapię za ster i prowadzę. Wchodzi jakiś facet na, z wąsem, wszyscy od razu krzyczą go przewodniczącego. Kurcze, a gdzie moje miejsce? A czemu nie ja? Ja byłem jednym z pierwszych, który krzyczał, że nie, nie, po co ten facet? Ale dopiero, kiedy zaczęły się pierwsze rozmowy z dyrekcją, jego charyzma wyszła, kiedy mówił króciutko: „Panie dyrektorze, tak, czy nie?”. Zadawał pytanie: tak lub nie. Nie? Spotykamy się za pół godziny, czy za godzinę i chcemy odpowiedź. Początkowe postulaty to: przywrócenie do pracy Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy, podwyżka 2000 złotych, dodatek drożyźniany oraz postawienie pomnika dla ofiar grudnia 1970. Dyrektor Stoczni, chcąc jak najszybciej zagasić strajk, już po dwóch dniach zgadza się na wszystkie postulaty. odnośnie pierwszego punktu, przywrócić do pracy i wyrównać wszelkie straty z tytułu zwolnienia pani Anny Walentynowicz. Słuchamy dyrektora. Uważam sprawę za niebyłą i panią Walentynowicz możemy zatrudnić w stoczni. Następnym punktem jest, do dnia 17 grudnia 80. roku wybudować pomnik ofiarom poległym w 70. roku. Upamiętnić tych ludzi, którzy ponieśli śmierć w takiej podobnej sytuacji, jak my jesteśmy obecnie. Jest zgoda władz na postawienie takiej płyty, czy obelisku, czy czegoś pamiątkowego. Jest jednak jeden problem. W międzyczasie do strajków Stoczni dołączyła Stocznia w Gdyni oraz, co ważniejsze, komunikacja w Gdańsku. To znaczyło zatrzymanie komunikacji. To znaczyło to, że stanęły wszystkie zakłady pracy. Tak jak strajk generalny. Pani wie, co to jest? Wszystko stanęło. No, okazało się, że całe Trójmiasto już stoi. I niby był glejt na to, że nie będą odpowiadać za strajk, ale glejt był tylko dla pracowników Stoczni. Wypuszczenie więźniów politycznych. Próbowaliśmy coś tam kombinować, bo obiecaliśmy innym zakładom, że ich poprzemy, że my podpiszemy porozumienie, a potem poprzemy tych, które nas poparły, tak? No, wychodzimy na zewnątrz, a stoczniowcom to się nie podobało niektórym. To jak to, kurwa, dyrektor daje 2000, a co wy tu jeszcze kombinujecie, nie? No to wróciliśmy na salę. Lech wziął mikrofon i mówi, że jest demokratą, głosujemy: kto jest za zakończeniem strajku, a kto jest za kontynuowaniem. No i oczywiście 27-6 osób było za kontynuowanie, a ponad 100 przeciw. No i ogłosił ten wynik i powiedział: „Uważam strajk za zakończony”. I wtedy kobiety, słynne te sceny, stanęły Alinka Pieńkowska, Ania Walentynowicz i ta ekspedientka, Krzywonos, morderczo zdarła i mówi: „Co, załatwiliście sobie? A my to co?”. No, bo oni są z innych, a oni przecież te trzy dni już stali. Rozdepczą nas jak karaluchy teraz. Tak. Mówi: „Może, że nic nie panuje nad niczym”. No i zaczęliśmy tworzyć Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Przewodniczącym był Wałęsa i tak się, i tak się zaczęło. Stoczniowcy razem z resztą strajkujących zakładów Pomorza zakładają Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, by wspólnie walczyć o postulaty wszystkich zakładów. Niezaprzeczalnym liderem strajku jest Lech Wałęsa, ale równie ważne jest działanie ludzi z prezydium MKS, doświadczonych opozycjonistów współpracujących z KOR. Szczególnie ważną rolę odgrywali Andrzej Gwiazda i Bogdan Lis. Pan miał wtedy 28 lat, prawda? Tak, większość nas to byli młodzi ludzie wtedy, no. Władze na początku ignorują istnienie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Podczas narady Biura Politycznego Edward Gierek mówi: „(...) okres napięcia może potrwać dłużej (...) może ono przyjąć groźną formę i zmusić do użycia siły. Dziś już o tym nie dyskutujmy, ale jutro trzeba do tego wrócić”. Nie obawialiście się, że nie dojdzie w ogóle do żadnych rozmów, że będzie atak? Nie, no to jest, wiesz, napięcie było cały czas. Nigdy nie byliśmy w nocy w jednym miejscu, nie spaliśmy w jednym miejscu. Każdy z nas spał w innym miejscu i codziennie gdzie indziej, tak żeby, żeby nie można było nas wszystkich wygarnąć za jednym razem. Oni się wszyscy bali. Bali się, że się powtórzy grudzień. Że będą strzelać i zginą. Myśmy wiedzieli, że jeśli przegramy ten strajk, to znajdziemy się albo półtora metra pod ziemią, albo gdzieś tam na białych niedźwiedziach na wschodzie, prawda? W tym trudnym, niepewnym czasie otuchy strajkującym dodaje wiara. Na bramie pojawia się zdjęcie papieża. Na terenie Stoczni robotnicy stawiają krzyż. I przy tym krzyżu odbyła się msza święta, na którą przybyły tłumy. Modlono się o zarządzających naszym krajem o rozwagę i zdecydowanie w rozmowach z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym. Modlono się o to, by w rozwiązywaniu naszych problemów kierowali się rzeczywistym dobrem narodu polskiego.
[21:09]I kiedy przybyły te tłumy, po tej mszy, to już ludzie byli zupełnie inni. Już się nie bali. 18 sierpnia, wieczorem, MKS reprezentuje już blisko 150 zakładów pracy. To fragment reportażu radiowego Sierpień 80, nagranego przez Janinę Jankowską podczas strajków w Stoczni. A to jest to, na czym pracowałam, na tym montowałam. Na tym, na Sony, tak. To jest mój Sony. Piszemy na maszynach do trzeciej nieraz, nad ranem, do drugiej. Dzięki tej taśmie możemy przenieść się ponad 40 lat wstecz i poczuć ducha strajkujących.
[21:51]Moja córka ma 12 lat, też w domu sama siedzi. Była u mnie dwa razy pod bramą, to tylko tyle, co żeśmy przez bramę rozmawiały. Ale zrozumiała to i wychodząc pokazała: „Wszystko w porządku, że sobie da radę”. A gdzie pani śpi? Tu na stoł, gdzie się da, na krzesłach, o w tej mównicy bardzo często. Ten tekst, który, wczoraj, który słyszałam w wykonaniu tego, ten pan na poczekaniu skomponował melodię. Tak coś jak ballada.
[22:23]Nie mam teraz czasu dla ciebie. Nie widziała cię długo matka. Jeszcze trochę poczekaj, dorośnij, opowiemy ci o tych wypadkach, o tych dniach pełnych nadziei, pełnych rozmów i sporów gorących, o tych nocach kiepsko przespanych, w naszych sercach mocno bijących, o tych ludziach, którzy poczuli, że są wreszcie teraz u siebie.
[23:00]Są solidarni, walczą o dziś i o przyszłość, tak że na ciebie. W ramach tej Stoczni wytworzył się taki, taki kawałek innej Polski. Wolności. Wolności. Taki azyl. Ludzie już mówili innym językiem. Również 18 sierpnia strajkujący ustalają 21 postulatów i co ważne, pojawiają się postulaty polityczne. Najważniejsze z nich są pierwsze trzy: akceptacja niezależnych od władz związków zawodowych, prawo do strajku oraz zagwarantowanie wolności słowa, czyli zniesienie cenzury. Zgoda na te żądania oznaczałaby powstanie potężnej, niezależnej od władz organizacji oraz niezależnych gazet. Oznaczałaby w zasadzie rewolucję. Władza nie ma czasu na zastanawianie. Do strajku przyłączyło się już 156 zakładów, a jeden dzień strajków w samej Stoczni Gdańskiej to strata rzędu 32 milionów złotych. Władze centralne nie mogą już chować głowy w piasek. Muszą zacząć rozmawiać z robotnikami. I przyjechał wtedy premier Pyka. Premier Pyka przyjechał po to, żeby rozmawiać z poszczególnymi zakładami pracy, obiecywać im wszystko, co zechcą po to, żeby, żeby, tak, tak, tak. Wicepremier Tadeusz Pyka rozmawiając z poszczególnymi zakładami pracy dąży do tego, by rozbić solidarność strajkujących i tym samym doprowadzić do upadku postulatów politycznych. Pyka przyjechał i obiecywał wszystko. Co chcecie? 10000? Proszę bardzo. Co chcecie? Nowy Ośrodek Wczasowy? Proszę bardzo. Tylko nie dawał im nic na piśmie i on się zorientowali, że on ich po prostu oszukuje, nie? Misja Tadeusza Pyki kończy się klęską i władza nie ma wyjścia. Musi uznać MKS i zacząć rozmowy z jego prezydium. Do Stoczni przyjeżdża delegacja rządowa. Byli przestraszeni, tak wszyscy mówią. Tak, pamiętam, wjeżdżali bramą od Kawaleriusza autobusem. I jak on wjeżdżał do stoczni tym autobusem, cała delegacja rządowa wjeżdżała, to po obu stronach był szpaler robotników. I oczywiście jak tu podjechali pod BHP, no to stoczniowcy klepali ten autobus. Ale nic im nie groziło, później delegacja szła na rozmowy, też przez szpaler tych robotników. Nikt nie zrobił niczego takiego, co mogłoby zagrozić jakiemuś bezpieczeństwu kogoś z tej, z tej delegacji. Zresztą była nasza ochrona, prawda? Przewodniczącym delegacji rządowej był wicepremier Mieczysław Jagielski. To jemu wcześniej udało się zagasić lipcowe strajki. Czułem tę wrogość, tak później powie w wywiadzie. Był na ostatnich nogach i, i rzeczywiście był przerażony. Rozmowy charakteryzował całkowity brak zaufania obu stron. Strona strajkowa co prawda miała zagwarantowane, że nie będzie odpowiadać za rozpoczęcie strajku, jednak obawiano się konsekwencji. Czy możemy być pewni, że nie znajdą się fałszywi świadkowie i fałszywy proces i nie okaże się, że cały MKS to banda kryminalistów. I on na to się oburza i mówi, że: „No to, to ja mu, ja mu to ubodło.” Pan użył stwierdzenia, które ja panu powiem, że mnie ubodło. No bo jak można powiedzieć, czy jaką mamy gwarancję, że strajkujący tutaj i prezydium nie będą, że tak powiem, uznani za, nie chcę nawet powtórzyć. Pan użył słowa kryminalistów. Ja panu powiem, że mnie to nawet osobiście ubodło. Przecież ja rozmawiam z, jak z uczciwymi, jak z najbardziej uczciwymi ludźmi. Jak jest możliwe, żeby być, żeby ktoś, kto traktował działaczy tu zebranych? Panie premierze, kiedy ja mam 10 straszenia mnie już, że jak tylko wyjdę, to będzie to i to. Ja nie tylko ja. Proszę pana, to i mnie wtedy trzeba przepędzić. Rozpoczynają się negocjacje, w których premier Jagielski stara się omijać punkty polityczne, szczególnie pierwszy, dotyczący związków zawodowych. Panie premierze, ja mam taką uwagę, że rządowi i nam zależy na szybkim załatwieniu sprawy. I dlatego uważam i takie zdanie mają podobne jak ja wszyscy, że załatwienie spraw należy rozpocząć od pierwszego punktu. naprawdę nie zrezygnujemy z tego punktu. I to powtarzanie, że załatwimy nawet 20 punktów, a tego jednego nie rozwiązać to jest porażka. To, że musieliśmy tak długo powstrzymać się od pracy, spać na podłodze, to nie jest nasza fanaberia, zmusiła nas do tego konieczność oraz zrozumienie, że ustępstwa czy doraźne przyznanie podwyżek, zasiłków nic nie dają. Jeśli będziemy się upierać tylko przy tym, możemy spowodować tylko inflację i pogłębienie kryzysu. Chodzi nam o przeszłość, chodzi nam o to, żebyśmy za dwa tygodnie, za miesiąc nie musieli znowu strajkować. Naszym celem jest powołanie rzeczywistej organizacji pracowników, w którą ludzie byliby w stanie uwierzyć. Rozmowy, które widzimy w filmie Robotnicy 80 przy stole i które wszyscy słyszą, to rozumiem jest część rozmów, bo część negocjacji, czy nawet pewnie podejrzewam, ta główna część nie była przy, przy kamerach prowadzona. To były grupy robocze dotyczące tych postulatów politycznych, które ja brałem udział, to były trzy brał udział ja, Gierek, Kobyliński, Gwiazda.
[28:18]Czyli, czyli ostrzejszych w politycznych, rozumiem? Doświadczeni bardziej, tak, no. A kto był z rządowej? Tam był Jagielski z drugiej strony. Nie, Jagielski bezpośrednio nie, oni mieli swoich ekspertów. Jagielski rozumiem, że on był taką twarzą w tym frontem, tak? Tak. Tak jak Wałęsa nie brał udziału w tych rozmowach. Nie był negocjatorem. Rola Wałęsy jako lidera też jest bardzo ważna. Bierze na siebie odpowiedzialność. Codziennie z bramy informuje zebranych o stanie negocjacji. Jak tylko coś, od kogoś się dowiem, zaraz szybko przekażemy. Z tym, że chciałem powiedzieć jeszcze jedno, że ci eksperci, którzy dyskutują nad tym punktem nie mogą żadnej decyzji podjąć wiążącej. Oni tylko przedyskutują, co stanowią, jakąś tam formę, ale my wspólnie to głosowaniem demokratycznym jawnym przegłosujemy. Jeśli będzie to rzeczywiście odpowiadało naszym interesom, przyjmiemy, jeśli nie, odrzucimy. Prosto tak. W tymczasem władze, uznając, że prawdziwymi organizatorami strajku są działacze KOR, nakazują ich aresztowanie. Zatrzymany zostaje również Jacek Kuroń. Jest już jednak za późno. Wiozą mnie i ja patrzę, stoją tramwaje i mówię: „Co to za strajk komunikacji?”. I mówię: „Wszystko, strajkuj. I to jest taki burdel”, mówią mi panowie, „to się jak się to zaraz nie rozpierdoli to będzie cud”. To by nie panuje nad niczym. Do zakładów na Pomorzu dołączają zakłady z innych województw. Sytuacja grozi paraliżem kraju. Huta Katowice i Huta Lenina powiedziałyby, że wygaszą piece, jak oni się nie zgodzą na ten postulat i dopiero zmiękły. Bo wtedy byłyby straty, już zgasić piece z surówką, to już takiej huty, takich pieca się już nie odratuje. Władze partyjne w końcu ulegają, jednocześnie tłumacząc się Moskwie. Z relacji Stanisława Kani. „Wczoraj towarzysz Gierek przeprowadził rozmowę z towarzyszem Aristowem w sprawie naszego stanowiska dotyczącego związków zawodowych i uzasadnił konieczność pójścia na kompromis”. Później Kania doda jeszcze słynne: „Lepiej zrobić krok wstecz niż w przepaść”. Pozostawał jednak jeszcze jeden problem. Jak już wszystko było, powiedzmy, że już było bardzo blisko porozumienia, to wtedy pojawiła się kwestia więźniów politycznych. No i to był najtrudniejszy moment w całym strajku. Powstaje ryzyko, że po tym, gdy robotnicy osiągnęli swoje cele, KOR-owcy zostaną pozostawieni sami sobie. Ktoś ojcu mojemu w Generalnej Prokuraturze powiedział, żeby się zgłosić do Bardanowej tej soboty po południu. I Gajka poleciała do pani prokurator Bardanowej i pani Bardanowa mówi: „Ja nic nie wiem, a ona mówi: Ja Generalnej Prokuraturze mnie powiedziano, że pani dała sangwinę mojemu mężowi”. „No tak”, mówi, „no dałam, no, na co mieliśmy z nim robić? Mamy z nim same kłopoty z panem mężem”, powiedziała Bardanowa. Gajka wsiadła w pociąg, pojechała do Gdańska. Pojechała do Gdańska, już biegła na salę w tym momencie, no i tam już właściwie doklepywali. No i wcale nie była tak mile przyjęta. Tak? Oczywiście, dlatego że, a bo KOR, tak? Dlatego żeby nie. Państwo, nie wiem, czy w ogóle chciało rozmawiać z Kuroniową. Nie pamiętam tego, to nie mogę powiedzieć ani tak, ani nie. Pamiętam tylko, że siedziała osamotniona na schodach i i ci, i bali się w ogóle do niej podejść. Usiadła, napisała kartkę, że ona wie na pewno, kto ma sankcje i wysłała tą kartkę do Wałęsy. I ta kartka doszła do Lecha, on ją wziął do ręki, spojrzał, ale nie przeczytał. Na szczęście wziął ją Andrzej Gwiazda, wziął ją, przeczytał, podał. A gdzie Gajewski nie od razu mówi: „Zaraz, zaraz, panie premierze, jest jeszcze jedna sprawa. Mamy tutaj wiadomość, że aresztowania trwają nadal. Mamy w tej chwili doniesienia o nowych nazwiskach. Panie premierze, to są ludzie, którzy pomagali robotnikom, którym została przyznana w końcu racja w 76 roku, czy w 77. Proste hasło. KOR bronił robotników, robotnicy bronili KOR-u. I to także jest zasługa Gwiazdy, że nie doszło do podpisania bez punktu wypuszczenie więźniów politycznych. To naciskał Gwiazda na Wałęsę. A Wałęsa nie był. Nie, nie był. Ostatecznie o sprawie zwolnienia działaczy KOR zdecydowała rozmowa w cztery oczy między Andrzejem Gwiazdą a premierem Jagielskim. Ja mówię: „Proszę pana, no to są, to są moi towarzysze broni. Ja ich nie zdradzę. I nie mogę zdradzić, bo mi się już, no nie mógłbym wyjść z tego”. On mówi: „Proszę pana, jeżeli ja będę miał cokolwiek do powiedzenia, to oni jutro rano wyjdą”. Po tej rozmowie wicepremier Jagielski składa publiczną deklarację. Pragnę oświadczyć, że władze prokuratorskie podejmą decyzję o zwolnieniu osób zatrzymanych do ich dyspozycji i znajdujących się na liście wręczonej mi przez Międzyzakładowy Komitet Strajkowy w Gdańsku w terminie do godziny 12:00 dnia jutrzejszego, to jest 1 września 80. roku. To znaczy, spełniłem to, o coście panowie się do nas zwracali. Spełniłem. Ogłaszam strajk za zakończony.
[33:39]I choć władza stara się robić dobrą minę do złej gry, nie ma przegranych, ani wygranych, nie ma pokonanych, ani nie ma zwycięzców. To jest jasne, że porozumienia są triumfem robotników.
[33:58]Mamy wreszcie niezależne, samodzielne związki zawodowe. Mamy prawo do strajku.
[34:10]Na pewno będą potknięcia, na pewno będzie ktoś chciał nas trochę wyprowadzić w malinowce, ale to jest prawda, ale my się nie damy, bo wszyscy bierzemy odpowiedzialność, nie ja sam. Ja jestem za słaby i za, może za głupiego i tak dalej, ale wszyscy razem to jest siła, to jest moc i my to zrobimy. A co z więźniami? Wszyscy wychodzą, bo ja się inaczej nie zgodzę.
[34:36]No i mamy podpisane, wszyscy więźniowie, to jest, ja nie sprzedaję ludzi.



