[0:01]Cześć, jeśli chcesz abyśmy dalej tworzyli streszczenia lektur i pracy plastyczne, zasubskrybuj nas. Dzięki.
[0:10]Rozdział pierwszy. Nieproszone koście. Hobici są małymi ludźmi, mniejszymi od krasnoludów. Różnią się też od nich tym, że nie noszą brody. Nie uprawiają prawie wcale czarów, oprócz tego, że potrafią znikać bezszelestnie. Są skłonni do tycia w pasie i ubierają się w kolorowe ubrania. Poznajemy jednego z nich, Bilba Bagginsa, zamieszkującego norem w okolicy pagórka. Jego matką była słynna Bella Donna, jedna z trzech niepospolitych córek starego Tuka, głowy wszystkich hobbitów mieszkających za wodom, czyli za rzeką, która płynęła u stóp pagórka. Pewnego dnia, kiedy Bilbo Baggins po zjedzeniu śniadania stał przed swoimi drzwiami i ćmił olbrzymią fajkę, przechodził tamtędy czarodziej Gandalf. Ten staruszek w wysokim szpiczastym niebieskim kapeluszu i w długim szarym płaszczu, przepasanym srebrną szarfą, z długą siwą brodą sięgającą poniżej pasa, szukał kogoś, kto mógłby wziąć udział w tajemniczej wyprawie. Koniecznie chciałby był to Bilbo, ponieważ w rodzinie tego hobbita zażyło się już kilka razy, że ktoś nagle porzucał swoją norę i wyruszał na poszukiwania przygód. Bilbo nie miał jednak na to najmniejszej ochoty. Nie życzył sobie przygód. Zaproponował więc Gandalfowi, by przyszedł do niego następnego dnia na herbatkę i oddalił się do swojego mieszkania. Czarodziej tylko cicho się zaśmiał, a kiedy Bilbo zamknął drzwi domu, Gandalf podszedł i ostrzem laski wyskrobał na nich jakiś ledwie widoczny znak. Odszedł potem, kiedy Bilbo nabrał przekonania, że wymigał się od wszystkich przygód. Pewnego dnia w porze podwieczorku w Norce Bilba rozległ się dzwonek. Potciwy hobbit był pewien, że to czarodziej, więc bardzo się zdziwił, kiedy na progu ujrzał krasnoluda z błękitną brodą zatkaną za złoty pas. Krasnolud przedstawił się jako Dwalin, a po nim nadeszło jeszcze kilka krasnoludów: Balin, Kili, Fili, Dori, Nori, Ori, Oin, Gloin, Bifur, Bofur, Bombur, Thorin. Bilbo był już naprawdę przerażony, dlatego z ulgą ujrzał wreszcie Gandalfa. Czarodziej, spoglądając na 13 płaszczy stwierdził, że nikogo nie brakuje. Bilbo chciał natychmiast poprosić o wyjaśnienie, ale krasnoludy zajęły się jedzeniem kolacji. Potem śpiewał o swoich przygodach i hobbit ze zdziwieniem stwierdził, że budzi się w nim miłość do pięknych rzeczy, będących rękodziełem. Nagle hobbit zapragnął też wyruszyć w świat, zobaczyć wszystkie góry i usłyszeć szum sosen i potoków. Nadszedł wreszcie moment, kiedy Bilbo dowiedział się, po co krasnoludy przybyły do jego domu. Okazało się, że organizują one wyprawę do góry, której smok pilnuje krasnoludzkich skarbów. Thorin opowiadał mu historię swojego dziadka, który został królem pod górą i był traktowany szacunkiem przez śmiertelnych ludzi, którzy w pobliżu założyli miasto Dal i korzystali z wiedzy krasnoludów. Były to złote czasy, a każdy z krasnoludów był wówczas majętny. Skusiło to smoka imieniem Smaug, bowiem smoki kradną złoto i klejnoty ludziom, elfom i krasnoludom, choć nie umieją się tym bogactwem cieszyć. Wymordował on krasnoludy i zgarnął wszystkie bogactwa, zgromadziwszy je w najgłębszej jaskini, kładąc się na nich niczym na łożu. Odtąd nieraz nocą napadał na Dal, porywając ludzi, głównie dziewczęta, by je pożreć, aż w końcu miasto upadło, bowiem jego mieszkańcy albo wyginęli, albo zostali pożarci. Tą smutną napaść przeżyły tylko krasnoludy, znajdujące się na płaskowyżu, a one musiały utrzymać się na różne sposoby. Nigdy jednak nie zapomniały o smoczym skarbie i o zemście na Smaugu. Okazało się, że ojciec Thorina przekazał Gandalfowi mapę i złoty kluczyk. Bilbo został przez Gandalfa wyznaczony na 14 uczestnika kampanii jako włamywacz. Biedny hobbit nie wiedział, na czym ma polegać jego zadanie i bardzo się przestraszył, kiedy Thorin powiedział, że z tej wyprawy nie wszyscy powrócą. Gandalf zachował jednak spokój, dzięki czemu omówiono szczegóły i postanowiono wyruszyć następnego dnia o świcie. Rozdział drugi. Pieczeń Barania. Bilbo wstał o świcie i natychmiast zajął się zmywaniem stosów naczyń. Odetchnął też z ulgą, że najwyraźniej goście wyruszyli bez niego, nie przyszło im do głowy obudzić gospodarza. Okazało się, że zostawiły hobbitowi list, gdzie oznajmiły, że czekają na niego w gospodzie pod Zielonym Smokiem, nad wodą o 11:00 przed południem i liczą na punktualność. W liście były też podane warunki finansowe wyprawy i zapewnienie zwrotów kosztów podróży oraz ewentualnego pogrzebu. Gandalf szybko wyprawił Bilba w drogę. Wyruszyli zatem sprzed gospody na kucykach, a Bilbo odziany był w pożyczony od Dwalina kaptur i płaszcz, którego nie zdążył zabrać z domu. Wkrótce dogonił ich Gandalf na siwym koniu, który przywiózł Bilba zapach chustek do nosa, a także fajkę i tytoń hobbita. Wędrowali dalej, wesoło opowiadając bajki, śpiewając, jechali tak przez długi czas, aż w końcu znaleźli się w okolicy, gdzie ludzie mówili już innym językiem. Gospody były rzadkością, a drogi były gorsze. Dodatkowo majowa pogoda zepsuła się i deszcz lał bez przerwy i brodzili w błocie. Bilbo dumał o tym, jak to wolałby siedzieć w norze przy kominku. W końcu zdecydowali się rozbić obóz. Nagle w oddali zauważyli jakieś światło i wtedy Bilbo ku swojemu przerażeniu odkrył, co to znaczy być włamywaczem. To właśnie on miał sprawdzić, co to za światło i kto jest ukryty wśród drzew, a także czy jest bezpiecznie. Hobbit musiał wykonać zadanie. Wyruszyli więc na zwiady, okazało się, że światło pochodzi z ogniska, wokół którego siedziały trzy olbrzymy, a na ogniu piecze się mięso baranie, wydzielające smakowity zapach. Obok stała beczka piwa, a olbrzymy wciąż łykały z dzbana. Bilbo rozpoznał w olbrzymach trolle, miały bowiem charakterystyczny wygląd, grubo ciosane twarze, olbrzymi wzrost i kształt stóp, a także język daleki od salonowego. Trolle narzekały, że wciąż muszą mieć baranie mięso, a jeden z nich stwierdził, że już zapomniał, jak to jest mieć w ustach kęs ludzkiego mięsa. Trolle, Tom, Bert i William wciąż się kłóciły, a Bilbo postanowił skorzystać z okazji i ukraść im sakiewkę. Nie wiedział jednak, że sakiewki trolli bywają zaczarowane i gdy tylko Bilbo sięgnął po jedną z nich, ta odezwała się. William schwytał hobbita i pokazał go towarzyszom. Zaczęli się kłócić, czy zjeść hobbita, czy też puścić wolno. Doszło do bójki pomiędzy nimi, a Bilbo, korzystając z zamieszania, wymknął się pomiędzy nogami trollów, które rzuciły się na siebie. Nie mógł jednak daleko iść, bowiem bolała go noga zgnieciona pięścią Berta i kręciło mu się w głowie. Nagle nadeszły krasnoludy zwabione zgiełkiem i wtedy trolle skierowały swój gniew przeciwko nim. Na powrót rozgorzała walka. Wkrótce krasnoludy leżały skrępowane przy ogniu. Wówczas wrócił Gandalf, nikt jednak go nie spostrzegł. Trolle zdecydowały się upiec krasnoludy od razu, pożyć dopiero później. Jednak znowu zaczęły się kłócić, jeszcze zapalczywiej niż przedtem. Nagle nadszedł świt, a trolle skamieniały. Nie lubią one bowiem światła i muszą przed światłem wracać pod ziemię, a jeśli tego nie zrobią, obracają się w skały, z której powstały. Okazało się, że do kłótni tak naprawdę sprowokował ich Gandalf, podżegając trolle tak długo, aż zaskoczył ich brzask. Wraz z Bilbo zaczęli uwalniać krasnoludy z worków. Następnie Gandalf stwierdził, że warto się rozejrzeć nad jaskinią, w której planowały schować się trolle, bowiem musi znajdować się gdzieś w pobliżu. I rzeczywiście, wkrótce znaleźli drzwi do podziemi. Nie mogli ich jednak otworzyć, chociaż pchali je wszyscy, a Gandalf próbował różnych zaklęć. Okazało się jednak, że hobbitowi udało znaleźć się klucz do tej jaskini, który wypadł trollowi z kieszeni i leżał na ziemi, kiedy trolle zaczęły się bić. Kamienne drzwi otwarły się, zaś w jaskini znaleziono łupy trolli, ale przede wszystkim trochę żywności, a także potężne miecze w pięknych pochwach i o rękojeściach zdobionych kamieniami. Po odpoczynku i zabezpieczeniu innych znaleźli z magicznymi zaklęciami, udali się w dalszą drogę. Thorin zapytał Gandalfa, gdzie ten się podziewał, ale czarodziej był bardzo tajemniczy. Napabywany stwierdził, że spotkał dwóch dworzan Elronda, którzy spieszyli się bardzo ze strachu przed trollami. Poprosił też, by na drugi raz krasnoludy były ostrożniejsze. Rozdział trzeci. Krótki odpoczynek. Następnego dnia pogoda nieco się poprawiła, ale nikt już nie śpiewał pieśni, ani nie opowiadał historii, bowiem wszyscy świadomi byli niebezpieczeństwa. Zbliżali się do gór mglistych. Hobbit zapytał, czy to już może jest góra, w której mieszka Smaug, ale Balin stwierdził, że muszą przejść przez góry, żeby dostać się na pustkowie. Za tym łańcuchem górskim czeka na niego jeszcze długa droga do samotnej góry, na wschodzie, gdzie smok pilnuje ich skarbów. Gandalf przypomniał, że nie wolno im zejść ze szlaku, bo zginą. W końcu doszli na skraj dzikich krajów, a przed nimi kryje się piękna Dolina Rivendell, gdzie znajduje się ostatni przyjazny dom. W końcu dotarli do celu, powitał ich gospodarz, Elrond, wcześniej powiadomiony przez Gandalfa, że się zbliżają. W jego domu każdy zawsze czuł się dobrze. Przodkowie Elronda brali udział w wielu wydarzeniach, mających miejsce w czasach, kiedy elfy toczyły jeszcze wojnę ze złymi goblinami. Miał szlachetne rysy twarzy, był silny jak wojownik, a przy tym łagodny. Wyjaśnił on krasnoludom pochodzenie mieczy znalezionych w jaskini trolli. Miecz, który wziął Thorin nazywał się Orklist, czyli pogromca goblinów, a miecz Gandalfa Glamdring, młot na wroga. Wieczorem wszyscy zebrali się przy mapie. Elrond nie pochwalał co prawda miłości krasnoludów do złota, ale nienawidził też smoka i jego okrucieństwa. Kiedy podniósł on mapę tak, by biała poświata przeświecała przez pergamin, dostrzegł on litery księżycowe, czyli runy niewidoczne w zwykłych warunkach. Żeby je zobaczyć, należy patrzeć pod księżyc, a w przypadku run bardzo sekretnych, należy robić to o tej samej porze roku i dnia, a także przy tej samej kwadrze księżyca, która była, kiedy je wypisywano. Pismo to wymyślili krasnoludy, używając do tego specjalnych srebrnych piór. Runy na mapie były wypisane w najkrótszą letnią noc, gdy księżyc miał kształt sierpa. Odczytana treść brzmiała: Stań na szarym głazie, kiedy drozd dziobem zastuka, a zachodzące słońce ostatnim promieniem dnia Durina wskaże ci dziurkę od klucza. Thorin wytłumaczył, że Durin to praojciec jednego z dwóch plemion krasnoludów długobrodych. Następnego dnia kompania wyruszyła w dalszą drogę. Rozdział czwarty. Górom i dołem. Ekipa wydostała się już z doliny i wiele mil za sobą pozostawiły ostatni przyjazny dom, lecz wciąż jeszcze przez długie dni wspinali się w górę i coraz wyżej i wyżej. Wędrowali po górach mglistych, coraz większą trudnością, pokonując strome i wąskie ścieżki. Sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna, bo rozpętała się burza. Oni zaś znaleźli się w ciasnej półce skalnej, z której po jednej stronie ściana opadała bardzo stromo. Schronili się na noc pod nawis skalny, a Bilbo cały trząsł się zawinięty w koc. Wszyscy bardzo się ucieszyli, kiedy Fili i Kili oznajmili, że znaleźli suchą jaskinię, która zmieszczą się również kucyki. Niewiele myśląc, zmęczeni wędrowcy ułożyli się do snu. Tylko Bilbo jakoś nie mógł zasnąć, a kiedy wreszcie zapadł w drzemkę, męczyły go straszne sny. Śniło mu się, że w głębi groty otwiera się w ścianie szczelina. Bilbo przerażony leżał tylko i patrzył bez słowa. Dalej śnił, że dno groty zapada się, a oni leżą w przepaść. Wówczas ocknął się i przekonał się, że część snu była prawdziwa. Zobaczył bowiem, że w ścianie skalnej powstaje coraz większa szczelina, a z niej wychodzą gobliny. W mig pochwyciły one krasnoludy i wywlokły przez szczelinę wszystkich towarzyszy podróży, poza Gandalfem. Wkrótce szczelina zamknęła się z trzaskiem i Bilbo oraz krasnoludy znaleźli się po drugiej stronie ściany. Gobliny doprowadziły ich przed oblicze wielkiego goblina. Wielki goblin stwierdził, że na pewno szpiegują oni wewnętrzne sprawy jego narodu, albo są złodziejami, lub przyjaciółmi elfów. Jeden z goblinów wyjaśnił, że Gandalf zabił kilku z nich. Poza tym pokazał miecz, który Thorin nosił u pasa, zabrany z kryjówki trolli. Wielki goblin wściekł się straszliwie, a wszyscy z żołnierzy zaczęli zgrzytać zębami, uderzać w tarczę i tupać nogami. Kompani znów przyszedł z pomocą Gandalf. Nagle wszystkie światła w pieczarze zgasły i gobliny wpadły w popłoch. Nagle Bilbo zobaczył jeden miecz, który rozbłysnął własnym światłem i ostrze przeszywające wielkiego goblina, który padł martwy, a strach rozpierzchła się, uciekając przed mieczem w ciemności. Krasnoludy również rzuciły się do ucieczki. Dori kazał hobbitowi wdrapać się na swoje plecy, biegli długo, a kiedy wreszcie się zatrzymali, byli w samym centrum groty. Wówczas Gandalf zaświecił swoją ruszcką, uwolnił też goblinowym mieczem krasnoludów z łańcuchów. Wciąż uciekali, słysząc za sobą wściekłe wycie goblinów. Nagle Dori, na której plecach siedział hobbit, krzyknął i upadł, szarpnięty znienacka przez goblina. Hobbit stoczył się z ramienia upadającego krasnoluda w otchłań i uderzył głową w twardą skałę. Rozdział piąty. Zagadki w ciemnościach. Bilbo odzyskał przytomność w ciemnym korytarzu. W pobliżu nie widział nikogo i był przerażony, zaczął się posuwać do przodu na czworakach. Po drodze znalazł metalowy pierścień i niewiele myśląc włożył go do kieszeni. W pewnej chwili wdepnął w wodę i zrozumiał, że to musi być jakaś podziemna rzeka. W głębi podziemi nad czarną wodą mieszkał Gollum. Nie wiadomo, kim, czy może czym był naprawdę, cały był czarny z wyjątkiem wielkich okrągłych oczu. Miał łódź i pływał nią bezszelestnie po jeziorze. Właśnie na brzegu zamieszkałego przez Golluma podziemnego jeziora znalazł się Bilbo. Stwór obserwował z dala przybysza i myślał, że z łatwością upoluje Bilba, ale kiedy zobaczył w jego ręku miecz z gondoliskiej stali, zaproponował mu zabawę w zgadywanki. Pierwszą zagadkę Bilbo rozwiązał bez problemu, chodziło o górę. Później dobrze też odpowiedział Gollum. Następnie hobbit udzielił odpowiedzi dotyczącej wiatru i uradowany na poczekaniu wymyślił nową zagadkę dla podziemnego stwora, którą ten również odgadł. Ostatecznie jednak Bilbo wygrał. Zapytał Golluma, co ma w kieszeni. Był tam znaleziony wcześniej pierścień. Hobbit domagał się teraz, aby Gollum wyprowadził go spod ziemi. Zdenerwowany niepowodzeniem Gollum polecił hobbitowi poczekać, ponieważ chciał zabrać coś ze swojego domu. Okazało się, że chciał zabrać pierścień znaleziony przez hobbita. Pierścień o cudownych właściwościach, który pozwalał być niewidzialnym. Kiedy odkrył, że pierścień zginął, wpadł we wściekłość i zamierzał mimo umowy zgładzić Bilba. Ten zaczął uciekać, a w zamieszaniu hobbit nałożył pierścień na palec, dzięki czemu zdołał umknąć goniącemu go Gollumowi. Poszedł jednak za nim, bo domyślał się, że stwór będzie chciał przeszukać podziemia i być może przy okazji wyprowadzi go z nich. W końcu Bilbo dotarł do wrót wyjściowych, ale stały tam na warcie uzbrojone gobliny, które zobaczyły Bilba, zanim jeszcze on ich spostrzegł. Jednak na złość wówczas pierścień zsunął mu się z palca i gobliny rzuciły się na Bilba. Ten ponownie wsunął ręce do kieszeni i założył pierścień, a zdezorientowane gobliny zatrzymały się w półskoku. Ostatecznie udało mu się wymknąć, poświęcając guziki swojej kurtki. Rozdział szósty. Z patelni w ogień. Bilbo był zupełnie zdezorientowany. Co prawda umknął goblinom, ale nie wiedział, gdzie się znajduje. Szedł zatem przed siebie, aż słońce zaczęło zachodzić. Na szczęście dobiegły go z oddali głos towarzyszy. Bilbo podszedł do nich, mając pierścień na palcu i dopiero w ostatniej chwili go zdjął. Pojawił się wśród krasnoludów nagle, czym wzbudził ich wielki podziw. Teraz już nikt nie wątpił, że Bilbo to doskonały włamywacz. Krasnoludy i Bilbo opowiadali o wypadkach, które zaszły w podziemiach. Okazało się, że zabity został wielki goblin. Bilbo nie powiedział jednak towarzyszom o pierścieniu. Po krótkim wypoczynku Gandalf zarządził, by wyruszyli w dalszą drogę. Przewidywał bowiem, że setki goblinów rzucą się za nimi w pogoń, kiedy znów zapadnie noc. Trudno było iść w ciemnościach, przeżyli nawet lawinę kamieni, chociaż to akurat ich ucieszyło, bo stwierdzili, że gobliny, tropiąc ich ślady, nie dadzą rady przedrzeć się przez kamienie po cichu. Nagle zewsząd zaczęło dochodzić wycie wilków, jakby się zwoływały. Zauważony przed atakiem Gandalf zarządził, by uciekli na drzewa, tylko biedny Bilbo miotał się pomiędzy pniami. Nie potrafił się wdrapać, ostatecznie znowu Dori zeskoczył i pozwolił hobbitowi wdrapać się na plecy i całe szczęście, bo w net wilki ujadając, wpadły na polanę. Okazało się, że jest ona idealna do ich zgromadzeń, zaś wilki są sprzymierzone z goblinami i że na tą noc planowano napaść na ludzkie osiedla w okolicy. Gobliny jednak się spóźniły, a powodem była zapewne śmierć wielkiego goblina i zamieszanie, jakie powstało. Gandalf rozumiał w mowę wilków, Wargów. Przeraził się bowiem, zrozumiał, że kampania wciąż jest w wielkim niebezpieczeństwie, bowiem nie umknęli jeszcze goblinom. Gandalf postanowił udaremnić plany ataków i zaczął rzucać w wilki płonącymi szyszkami. Największa z nich ugodziła wodza w nos, aż zaczął oszalałe biegać w kółko, gryząc swoich współbraci. Wilki bowiem panicznie boją się ognia, a ich futro łatwo staje w płomieniach. Jeśli rzucając się na ziemię, nie ugaszą pożaru. Nagle pojawił się wódz orłów, który usiadł na szczycie. Samotnie sterczącej skały u zachodniego krańca górskich łańcuchów. Zapytał, co to za zgiełk i czy to gobliny wyszły broić tej nocy. Wódz zresztą zauważył kolumnę goblinów, kroczących przez las. Orły zwykle nie mają dobrego charakteru, a wiele wśród nich to okrutnice i tchórze. Jednak stary Orli ród z północnych gór był inny, zaś jego reprezentanci dumni i silni i wspaniałomyślnego serca. Poza Orłów bardzo zaciekawiło, to co dzieje się na ziemi. Zaprosił zatem swoich poddanych i cała chmara zleciała się ze szczytów, aż nad stado wilków na polanie, oczekujących na przybycie goblinów. Te ostatnie nie bały się ognia i szybko ugasiły płomienie, pozostawiając w pobliżu drzew, na których siedziały krasnoludy. Ostatecznie z rozpaczonego tym położeniem wędrowców wybawiły orły, które przeniosły ich wysoko w górę. Okazało się ponadto, że Gandalf zna się trochę z wodzem orłów i ustalił z nimi plan, według którego ptaki miały ich przenieść daleko, aż na właściwy szlak, przecinający w dole równinę. Wódz Orłów nie zgodził się na transport w pobliżu ludzkich siedzib, bowiem bał się, że ludzie będą do nich strzelać. Tymczasem orły przeniosły gałęzie do roznieconego ogniska i zwierzynę do upieczenia. Tak zakończyła się przygoda w górach mglistych, a najedzone krasnoludy i Bilbo ułożyły się do snu. Rozdział siódmy. Dziwna kwatera. Rano wszyscy zbudzili się w orlim gnieździe, zostali nakarmieni i mogli trochę odpocząć, po męczącej przygodzie z goblinami i wilkami. Później orły przyniosły ich na ziemię, a Gandalf poinformował, że musi ich opuścić, bowiem ma inne ważne i pilne sprawy do załatwienia. Wskazał jednak, że mogą liczyć na pomoc jego znajomego. Udali się zatem wspólnie do domu Beorna, który sam wykuł stopnie w skale na rzecz zwanej Srebrną Skałą. Gandalf stwierdził, że jeśli przyjmie on ich dobrze, wówczas będzie mógł ich opuścić. Pouczył także towarzyszy, jak mają się zachować w domu Beorna i że muszą uważać, by go nie urazić, bowiem łatwo wpada on w gniew. Poza tym, że gospodarz jest silny, to Gandalf jeszcze zdradził, że umie zmieniać skórę, co znaczy, że raz jest ogromnym czarnym niedźwiedziem, a raz jest wielkim człowiekiem o potężnych barkach i brodzie. Nie ulega on też żadnym czarom, oprócz swoich własnych. Zwierzęta pracują dla niego i rozmawiają z nim, a on sam nie jada mięsa zwierząt domowych, ani dzikich, nigdy też nie poluje. W pobliżu doma Beorna były wielkie łany kwiatów, na których uwijały się roje pszczół. Po chwili doszli do pierścienia wielkich dębów, za którymi był żywopłot z tarniny. Gandalf stwierdził, że dalej pójdzie sam, a następnie zawołał swoich towarzyszy, by poszli za nim. Wziął ze sobą tylko pana Bagginsa i wkrótce doszli do szerokiej i wysokiej bramy, za którą wznosił się ogród i cała grupa niskich drewnianych budynków. Wśród nich kilka krytych strzechą. Po chwili znaleźli się na dziedzińcu, pośrodku którego stał wielki dębowy stół i mnóstwo ociosanych gałęzi. Tuż obok stał olbrzym z bujną czarną czupryną i gęstą brodą, który wspierał się na olbrzymim toporze. Olbrzym stanął przed czarownikiem, a kiedy ten się przedstawił, stwierdził, że nigdy o kimś takim nie słyszał, po czym zapytał się o hobbita. Gandalf przedstawił pana Bagginsa, po czym stwierdził, że może on go nie zna, ale powinien znać krewka Gandalfa Radagasta, który mieszka niedaleko południowego brzegu mrocznej puszczy. Gandalf wyjaśnił gospodarzowi, że stracili wszystko w trakcie przeprawy z goblinami, a ten zaprosił ich do środka. Gandalf zawołał krasnoludy, a gospodarz ugościł ich i opowiadał im historię o dzikich krainach po tej stronie gór. Nagle Gandalf wstał i przypomniał, co Beorn powiedział, nim ich opuścił, że nie wolno im pod groźbą śmierci wyjść poza dom, póki słońce nie wstanie. Krasnoludy ucztowały i odpoczywały w domu gospodarza, który zniknął na długi czas. Okazało się, że sprawdzał prawdziwość opowieści Gandalfa, a kiedy przekonał się, że faktycznie dzięki nim wielki goblin nie żyje, bardzo się ucieszył. Obiecał, że obdarowuje ich zapasami na dalszą drogę i odprowadzi aż na skraj mrocznej puszczy, a Gandalfowi podaruje konia. Uczestnicy wyprawy niepokojili się teraz jedynie tym, że Gandalf zapowiedział swoje odejście. Tak też się stało. Gandalf ostrzegł krasnoludów, że nie wolno im zboczyć z drogi w puszczy, a potem odszedł. Wędrowcy zostali jedynie zdani na własną pomysłowość i odwagę.



