[0:03]Grudzień 1981
[0:11]W związku z uchwałą Rady Państwa o wprowadzeniu na terytorium Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej stanu wojennego, Minister Spraw Wewnętrznych wprowadził zakaz poruszania się obywateli w miejscach publicznych w godzinach od 22:00 do 6:00. Godzinę milicyjną wprowadzono na obszarze całego kraju. Wprowadzenie stanu wojennego między innymi powoduje czasowe zawieszenie lub ograniczenie określonych w Konstytucji Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej podstawowych praw obywateli, a w szczególności wolności i nietykalności osobistej, oraz nienaruszalności mieszkań. W stosunku do osób nie respektujących powyższych ograniczeń funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i innych służb porządkowych mogą stosować środki przymusu bezpośredniego, niezależnie od obostrzonych sankcji karnych, wynikających z Dekretu o Stanie Wojennym. Grudzień 81 roku. Wojsko na ulicach polskich miast. Stan wojenny przerywa rewolucję solidarności. O tym co do tego doprowadziło, opowiem w tym odcinku. W drugim odcinku serii Transformacja. Już tydzień po podpisaniu porozumień sierpniowych i zgodzie na niezależne związki zawodowe z funkcji pierwszego sekretarza rezygnuje Edward Gierek. Zastępuje go Stanisław Kania. W przeszłości takie partyjne roszady pozwalały uspokoić społeczne nastroje. Jednak nie tym razem. Polacy zaczęli tłumnie zapisywać się do nowych związków. W kilka tygodni, w dwa tygodnie po podpisaniu porozumienia Gdańskiego w Solidarności było już parę milionów ludzi. To już było po dwóch tygodniach. Parę tak, to się to toczyło się jak lawina.
[1:52]To całe zakłady pracy wstępowały do solidarności. Stanisław Kania, zdając sobie sprawę, że nie może powstrzymać nowego ruchu siłą, stara się to robić zabiegami politycznymi. Na przykład chcącym zapisywać się do nowych związków utrudniano to na wszelkie możliwe sposoby. W Koszalinie oświadczono, że jak ktoś pójdzie na zebranie to nie dostanie mieszkania. Czy są takie przypadki znane? Przed chwilą Przed chwilą w korytarzu słyszałem, ma być zgłoszone na piśmie. A tak, bardzo powszechne są w całej Polsce. Mam wiadomości z Pródnika aktualnie, że są wypisane nazwiska tych, którzy organizują te niezależne związki. I po prostu tych panów nie wpuszcza się na teren zakładów pracy na zebraniu. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby bezkarnie ktoś nas aresztował albo prześladował. Żeby ktoś godził w nas związek, na to sobie nie możemy pozwolić jako związek i będziemy skutecznie walczyć o to prawo nasze. O jakie fakty chodzi tutaj? Chodzi o Mazowsze i inne aresztowania na Partyzanta w Olsztynie, bicie i inne rzeczy. W tym punkcie naprawdę twardo się wypowiemy. Nie możemy organizować się, bo nam ktoś przeszkadzał prowokując nas na inne ścieżki. Na ścieżki aresztowań i prześladowań. Dziękuję bardzo. Tak, połowę nie puścicie. To właśnie jasno. Takie próby rozbijania ruchu paradoksalnie doprowadziły do jego wzmocnienia. Wcześniej bowiem myślano o stworzeniu wielu regionalnych związków. Teraz, by móc oprzeć się władzy, postanowiono stworzyć jeden niezależny samorządny związek zawodowy. NSZZ Solidarność. I by pokazać rządowi, że należy ten związek traktować poważnie, Solidarność organizuje 3 października 80 roku jednogodzinny strajk ostrzegawczy, w którym uczestniczy cała Polska. Zarówno duże zakłady, jak i nawet małe sklepy. Naprawdę w Gdańsku było idealnie, lepiej niż nawet zakładało. Na tym odcinku, gdzie ja byłem, bo ja nie mogę mówić za inne odcinki, tylko tam gdzie byłem w Stoczni Lenina, cała ta cała ta trasa, wolno jechaliśmy, patrzyłem, bardzo pięknie wszędzie, tak jak zakładaliśmy. A co dalej, jeśli chodzi o taktykę, o strategię? Czego pan spodziewa się? Spodziewam się, że te siły, które nam przeszkadzały, zrozumieją, że jesteśmy siłą, z którą należy się liczyć. Cała Polska żąda rejestracji! Kolejnym krokiem jest rejestracja ogólnokrajowego związku w Sądzie Wojewódzkim. To moment, w którym władza ma uznać, że niezależna Solidarność ma pełne prawo działania. Sąd Wojewódzki w Warszawie, postanawia: jeden, dokonać rejestracji niezależnego, samorządnego związku.
[4:29]Ta euforia po chwili gaśnie, gdy okazuje się, że sędzia samowolnie wprowadził zmiany w statucie Solidarności. Zmiany w statucie. W ten sposób, że posłowie kulturalnych dodaje słowa: Związek nie zamierza pełnić roli partii politycznej. Uznaję, iż PZPR sprawuje kierowniczą rolę w państwie. Nie podważa ustalonego systemu sojuszów międzynarodowych. Coś dziwnego, czego się nikt nie spodziewał. Jak można rejestrować dopisując jakieś tam rzeczy? Solidarność ogłasza gotowość strajkową. Jedynym niekonfrontacyjnym wyjściem z tej sytuacji jest zmiana decyzji Sądu Wojewódzkiego przez Sąd Najwyższy. Rozpoczynają się w tej sprawie dyskretne negocjacje. Pan uczestniczył w tych negocjacjach wyroku Sądu Najwyższego, prawda? Nie musiałem uczestniczyć. Ja napisałem ten wyrok. Andrzej Gwiazda po raz pierwszy opowiada o kulisach tych wydarzeń. Myśmy się wtedy z komuchami, no, można powiedzieć dogadali. I nie powiedziałem tego przez 40 lat nikomu o tym. Był Grabski, głównie, jeszcze tam ktoś był. Z nami był Modzelewski i jeszcze ktoś. No i ja powiedziałem, że odwołujemy strajk, jeżeli rejestracja Solidarności, Jeżeli Sąd Najwyższy przeczyta takie uzasadnienie i podałem im to na kartce. Zmienić zaskarżone postanowienie i dokonać rejestracji niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność z siedzibą w Gdańsku. 10 listopada 80 roku Sąd Najwyższy uchyla poprawki Sądu Wojewódzkiego. Solidarność zostaje zarejestrowana. Co pomoże również szybciej przezwyciężyć obecne trudności, jakich znalazł się nasz kraj. Te pierwsze wygrane starcia z władzą dowodzą siły Solidarności. Siły, która coraz częściej utożsamiana jest z jedną osobą - Lechem Wałęsą. Nie wydaje mi się, żeby w poniedziałek postawił cały kraj na nogi. Zrobię strajk. Pan tak przekaże to. Ja mam dosyć żartów i podjazdów. Panie Wojewodo, pan dobrze wie. Jest pan rzeczą rządowi, że w poniedziałek prawdopodobnie dam rozkaz do strajku generalnego. Dziękuję.
[6:52]Ja się nie boję niczego. Boga się boję, niczego więcej. Ale trzeba to trzeba i głowę położyć. Położyć. Kanie już pokazywał. Przecież tak długo.
[7:15]Wałęsa miał trudny charakter, trudny czegoś dokonać, własnym charakterem. To jest jedno zdanie, które mówi o Wałęsie, a drugie zdanie to jest takie, że są takie wielkości, których z bliska człowiek jakby trochę mniejszy nie powinien oglądać, a zwłaszcza komentować. Niewiele ma pojęcia o tym, to pewne rzeczy kosztują. Andrzej Celiński, opozycjonista, od września 80 roku był sekretarzem prezydium Solidarności i sekretarzem Lecha Wałęsy. Zdefiniowałem sobie tą rolę jako człowieka, który bacznie pilnuje tego, żeby przy każdych istotnych sprawach Wałęsa otrzymał zdanie w tej sprawie od Mazowieckiego, Geremka i Kuronia.
[7:58]Ja uznawałem, że każdy z nich jest wielki, ale każdy z nich ma kompetencje swojej dziedzinie wybitne, których nie ma dwóch pozostałych. Geremek jest facetem, który nie ma konkurencji w tym gronie, jak chodzi o strategie, o spraw strategiczne. Widzenia pozycji własnej, widzenia pozycji przeciwnika, określania granic możliwego własnych, granic możliwego przeciwnika. Takie i taki wewnętrzny spokój. Wewnętrzny spokój, który pozwala formułować strategie działania. Mazowiecki ma niebywały talent wiązania nitek. Jak wszystko już jest posypane, wszystko się nie udaje i tak dalej, to jakby sklejenie na nowo jakieś drogi. Kuroń natomiast, czego nie miał ani Geremek, ani Mazowiecki, miał instynkt społeczny. On czuł ludzi i to różnych ludzi. Ja widziałem, że musi być ich trzech. Geremek, Mazowiecki i Kuroń, za każdym razem trzech każe co innego. No ale to kto podejmował decyzję? Decydował Wałęsa.
[8:57]Bez bez wątpienia decydował Wałęsa. Tam jest coś w nim takiego, znaczy intuicja, do której doklejały się rozmaite i pojedyncze jego indywidualne doświadczenia. Ale czy on wiedział dokąd zmierza? Tego nie wiem, to pewnie wszyscy będą się zastanawiać przez 100 lat. Jak zapadały decyzje po państwa stronie? Słuchałem właściwie ja słuchałem wszystkich, ale decyzje najważniejsze podejmowałem sam. I wcale nie słuchałem, czasami podejmowałem odwrotnie niż mi proponowano. No za to do dziś się niektórzy mają pretensje, bo miałem coś takiego, że korzystałem z mądrości wielu, ale przywłaszczałem tą mądrości jako swoje realizowałem. Tak samo z decyzjami, słuchałem, popatrzyłem i decyzje podejmowałem w najważniejszych sprawach zawsze ja. A czy któryś z doradców jak pan... Pan do ja pierwszy raz powiedziałem, słuchałem doradców po to, żeby, żeby korzystać z mądrości, ale przyswajam się. Więc tylko, tylko na tyle słuchałem. Ja nie wiem czy to jest właściwe, dobre i porządne, no ale taki mam charakter. Należy jednak zaznaczyć, że Solidarność nie była monolitem. Był w niej bardzo wyraźny podział na dwie grupy. Pierwsza grupa związana z kościołem, Tadeuszem Mazowieckim i Bronisławem Geremkiem, była bardziej umiarkowana. Myśmy uważali, że trzeba znaleźć sposób koegzystencji, koegzystencji, taki, który byłby niewygodny dla żadnej ze stron, ale do przyjęcia dla obu. Waldemar Kuczyński, jeden z ekspertów Solidarności i najbliższy współpracownik Tadeusza Mazowieckiego. To była, wie pan, koncepcja, trochę powiedziałbym mgławicowa. To była myśmy mieli przed oczami mgłę i uważaliśmy, że trzeba w tej mgle trzeba szukać rozwiązań takiej, żeby nie wpaść do dziury. Druga grupa, Korowska, związana z Korem i skupiona wokół Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, była bardziej radykalna. Ludzie ci uważali, że tylko konfrontacja z rządem może zmusić ten rząd do ustępstw. Jedni uważają, że trzeba rząd bez przerwy przyciskać to dopiero daje. Wciąż konfrontacja, bo w tej coś osiągamy. Ja, ja i wiele ludzi społeczeństwo ma już dość przyciskania. Lech Wałęsa coraz częściej stawał po stronie umiarkowanej grupy i dlatego Jacek Kuroń próbował go kimś zastąpić. Najpierw chciał zastąpić gwiazdą. Kiedy się zorientował, że gwiazda się kompletnie do tego nie nadaje, to Walentynowicz. Też się kompletnie do tego nie nadawała. Oni nie mogli znieść tego, że byli wszyscy równi, a może lepsi. A teraz on jest tym. I na dodatek jeszcze zamiast zachować się skromnie, to on na każdym kroku im pokazuje, że oni są niżej. On naprawdę nie był łatwym człowiekiem, żeby go polubić. Nie był łatwym człowiekiem, on rzeczywiście prowokował czasem. Z drugiej strony oni naprawdę chcieli go znieść, no. Kompletnie się do tego nie nadając, to wszystko jest prawda. Mimo tych wewnętrznych podziałów, Solidarność cały czas rosła w siłę. Pod koniec 80 roku należało do niej już około 10 milionów ludzi. Dla porównania do partii PZPR należało w tym momencie około 3 milionów ludzi. Pomysł Kani na pokonanie Solidarności sposobami politycznymi okazał się klęską. On sam zaczyna być coraz częściej krytykowany. On się na to, on się nie nadawał. Stanisław Ciosek, w tamtym czasie minister w rządzie PRL, odpowiedzialny za związki zawodowe. On był za miękki, to człowiek bez charyzmy, bez właściwości, nie umiał narzucać, porywać ludzi, nie potrafił. No ale są za na paracie czy publicznie, oni tam wszędzie, wszędzie, wszędzie, wszędzie. Słabość Kani zaczyna irytować też ZSRR. Coraz więcej jednostek wojsk sprowadzanych jest nad granicę z Polską. Powstają plany interwencji. Plany te Amerykanom przekazuje agent CIA, a zarazem pułkownik Wojska Polskiego, Ryszard Kukliński. Ostrzega Zachód, że interwencja wojsk ZSRR jest realnym zagrożeniem. W sumie siły interwencyjne będą początkowo wynosić 18 dywizji. Stan gotowości do przekroczenia granic Polski został wyznaczony na 8 grudnia. Obecnie przedstawiciele bratnich armii w cywilu badają trasy wkroczenia swoich wojsk, odległości i teren przyszłych operacji. W zależności od rozwoju sytuacji, wszystkie większe miasta, szczególnie centra przemysłowe, mają zostać odizolowane. Na to odbywa seria spotkań dotyczących sytuacji w Polsce. Zajrzyjmy w odtajnione niedawno dokumenty. Z oceny wywiadu wynika, że władze radzieckie podjęły polityczną decyzję o przeprowadzeniu niezbędnych przygotowań do interwencji wojskowej lub inwazji na Polskę oraz wdrożyły wystarczające przygotowania wojskowe, aby móc interweniować lub dokonać inwazji zaraz po podjęciu takiej decyzji.
[13:49]Przygotowania obrazuje znaczny wzrost siły wojsk układu warszawskiego w Europie Wschodniej. O sprawie dowiadują się media i cały świat zaczyna się zastanawiać, czy dojdzie do interwencji w Polsce. Amerykański Newsweek publikuje nawet scenariusz inwazji. Ja nie widziałem 18 dywizji radzieckich wokół Polski, to to jest demonstracja siły, my ich nie zaczynamy, ale odpowiadamy, nic nie robisz. A gdyby w rondzie, ale gdyby oni wstąpili, co zrobisz? Co Solidarność zrobi? Ja nie wierzę w terrorystów.
[14:31]A jeżeli, nie, dopasujemy, to znaczy nie podniesie do zapału, odwagi i ochoty 80 roku. Na pewno przygotowani jesteśmy na wszystko. Z dokumentów NATO wynika, że ZSRR mogłoby użyć mniejszej ilości wojsk, jeśli to polscy komuniści poproszą o interwencję. Powstaje pytanie, czy poproszą. Do kulminacji dochodzi 5 grudnia 80 roku. Wtedy Stanisław Kania leci do Moskwy na naradę państw Układu Warszawskiego. To swoisty sąd nad Polską. Erich Honecker, pierwszy sekretarz z NRD. Gotowi jesteśmy pomóc w walce z kontrrewolucją. Porozumienia z Gdańska i Szczecina to błąd, kapitulacja przed wrogimi siłami. Nie wolno się cofać ani na krok. Todor Żivkov, pierwszy sekretarz Bułgarii. Nie trzeba ulegać iluzjom i zastosować odpowiednie środki. Nicolae Ceaușescu, pierwszy sekretarz Rumunii. Ustępstwa to kapitulacja partii. Oprócz działań politycznych, konieczne są i inne środki, by umocnić władzę państwową i rozgromić kontrrewolucję. Stanisław Kania w swoim wystąpieniu nie poprosił jednak o pomoc. Po całym dniu rozmów nie zapada żadna decyzja w sprawie interwencji. Ze wspomnień Kani: Powstał więc stan swoistego zawieszenia. Ostre osądy i pauza. Dlatego rzeczywistym finałem wyjazdu do Moskwy stała się moja zasadnicza rozmowa z Leonidem Breżniewem.
[15:53]Zwracam się o rozmowę, o wymianę poglądów na temat zamiaru radzieckiej interwencji w Polsce.
[16:03]Używałem takich słów: Nawet gdyby tu przyszli sami aniołowie i tak muszą być krwawymi okupantami. Że w Polsce powstanie kocioł krwawy. Powiedział Breżniew na pożegnanie. Już znajome słowa.
[16:34]No, porozumienie, no. A, no, Haras, nie badziomce. Od tego momentu ZSRR nie będzie już grozić interwencją, ale będzie starało się rozwiązać polski problem polskimi rękoma. To w grudniu 80 roku na poważnie ruszą prace przygotowujące stan wojenny. 11 lutego 81 roku na urząd premiera powołany zostaje dotychczasowy minister obrony narodowej generał Wojciech Jaruzelski. Został premierem, kiedy zrobiło się z jednej strony gorąco, już są solidarnością, a z drugiej strony potrzebne było jakieś nowe otwarcie. Rząd Jaruzelskiego w ten sposób myśmy się prezentowali, że będziemy rozmawiać z Solidarnością, no takie tego typu akcenty pojednawcze.
[17:26]I faktycznie, co dziś może być zaskakujące, wtedy rząd Jaruzelskiego został przyjęty ciepło. To oznacza, że ludzie mieli związani jakieś nadzieje, część przynajmniej z Jaruzelskim, tak? No, no tak, bo, wojsko, zaufanie do wojska. W swoim expose premier Jaruzelski zapowiada reformy gospodarcze oraz apeluje. Zwracam się w tym momencie o trzy pracowite miesiące – 90 spokojnych dni. Inicjatywa ta jest przyjęta ze zrozumieniem przez Solidarność. Do czasu. Ratunku! 5 marca 81 roku działacze Solidarności są siłą wyprowadzani z Urzędu Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy, gdzie rozmawiano o rejestracji Solidarności rolników. Podczas wyprowadzania zostają pobici. Zdjęcia pobitego Jana Rulewskiego, szefa Bydgoskiej Solidarności, błyskawicznie obiegają Polskę. Wydarzenie zdało się dramatyczne, pobili naszych. W szpitalu leżą zęby powybijane, oczywiście wywołało gigantyczne wzburzenie. No bo sytuacja była wyjątkowa. Pobicia zaproszonych na sesję, sesję Rady Narodowej członków kierownictwa Solidarności, no to, no to dalej się posunąć. Wtedy chyba nie można było. Solidarność domaga się ukarania winnych pobicia oraz rejestracji Rolniczej Solidarności. Rząd odmawia. Dochodzi do burzliwej narady kierownictwa związku, podczas której rozważana jest opcja atomowa. Rozpoczęcie strajku generalnego, strajku w całym kraju. Opowiada się za nią radykalna część Solidarności, związana z Karolem Modzelewskim i Jackiem Kuroniem. Kuroń, Modzelewski grali na strajk generalny. Oni uważali, że jest to apogeum siły związku i niesposób to tego apogeum nie wykorzystać, ponieważ to jest kurs kolizyjny. Wiadomo jest, że, że nie ma możliwości pogodzenia Solidarności z władzą, to trzeba się zderzyć w momencie, kiedy władza jest najsilniejsza. I oni chcieli doprowadzić do tego zderzenia. Absolutnie tak. A pan co uważał? A ja uważałem, że broń Boże. Że im związek będzie silniejszy, tym starcie będzie bardziej krwawe. Pomyślcie o tym, że będziecie z tego rozliczani przez historię. To jest wszystko, co mogę wam powiedzieć, nie jako ekspert, tylko jako człowiek, który już raz w swoim życiu widział skutki takiej decyzji, Która również była kiedyś podejmowana z uzasadnieniem, że ci ludzie, których my reprezentujemy, nie mogą i nie chcą czekać. Ja mówię o powstaniu warszawskim. Wałęsa opowiada się za opcją łagodniejszą i przedstawia propozycję. Najpierw strajk ostrzegawczy. Strajk dwuczterogodzinny, to już jest kwestia dyskusyjna. I potem jak nie wychodzisz z prawa, to jest w poniedziałek, we wtorek, bo w poniedziałek jest niedobry, we wtorek jest strajk generalny. Kto jest za przyjęciem wniosku Wałęsy? Strajk ostrzegawczy piątek, strajk właściwy wtorek. Zaczynam od Jurczyka. Proszę trzymać ręce w górze. Raz. Wniosek upada. Większość jest za natychmiastowym strajkiem generalnym. Bądźcie poważnie do groma. Niech nasz nieważnie bez bez rozmów, bez rozmów prowadzi takiej walki. Zdenerwowany Wałęsa wychodzi z sali obrad. Strajkujcie sobie, a ja nie.
[20:46]I czasami z dzwiami do hotelu, o, śpię. Wieczorem po czterech godzinach przychodzą do mnie, no trudno. Zgadzamy się na to, nie będzie strajku generalnego. Na drugi dzień kierownictwo Solidarności głosuje jeszcze raz i akceptuje plan Wałęsy. Najpierw strajk ostrzegawczy, rozmowy i na koniec strajk generalny. Rozmowy z rządem ma prowadzić grupa negocjacyjna z Wałęsą na czele. Komisja Krajowa daje mu mandat do rozmów, ale nie do decyzji. Decyzje o strajku może podjąć w głosowaniu tylko komisja. Ma to zabezpieczyć Solidarność przed samowolną decyzją Wałęsy. Strajk ostrzegawczy, piątek, 27 marca 1981, godzina 8:00. 27 marca staje cała Polska. Czterogodzinny strajk ostrzegawczy jest pokazem maksymalnej mobilizacji. To niemal powstańcze nastroje. Tego samego dnia Wałęsa jest przez tłum na rękach wnoszony do Urzędu Rady Ministrów na rozmowy z rządem. Biało na Korbówską! Jednak dla pełnego obrazu sytuacji musimy dodać, że w tym samym czasie w Polsce trwają manewry Wojsk Układu Warszawskiego Sojusz 81. A Breżniew po informacji o strajku generalnym krzyczy na Kanię przez telefon. Wasi wrogowie rwą się do władzy. Powstała groźba rozprawy z komunistami. Trzeba wykazać męstwo, jest to moment na decyzje, których odkładać nie wolno, bo na 30 marca przygotowuje się wielki strajk. Trzeba obezwładnić przeciwnika, zwołać na 30 marca Sejm i potem ogłosić stan wojenny. Zdławić prowodyrów, postąpić wobec nich według wojennych zasad. Wziąć zakłady i inne ważne obiekty pod ochronę armii i sił MSW. Zamknąć granice, zakazać demonstracji, wprowadzić wojenną cenzurę.
[22:25]Podczas negocjacji obie strony są więc pod ogromną presją. Jedna pod presją 10 milionów działaczy Solidarności, druga pod presją Moskwy. Nic nie można było osiągnąć. Twarde zderzenie stanowisk. Nic. Bo i my się baliśmy swoich i oni bali się swoich. To stało z pewnością, to była taka sytuacja, w której władza się bała swojego zaplecza, a my się baliśmy swojego zaplecza. Idziemy. To są tematy bardzo trudne, dlatego też przełożyliśmy rozmowy na jutro. Godzina już 6:00. Brak porozumienia sprawia, że coraz bardziej realna jest opcja strajku generalnego.
[23:04]Wie pan, to było tak niepewne, jaki będzie skutek tego ogólnopolskiego strajku, że ja przyznam szczerze, że ja się też bałam. To była taka mobilizacja, której już nigdy potem nie było, to prawda, ale to była mobilizacja być może do, do, do katastrofy. Do konfrontacji ostatecznej. Tak, do konfrontacji, nie wiem, tak i, i do rozlewu krwi mogła dojść. Do wojny domowej. Tak, tak. Cała Polska czekała na wynik rozmów w Warszawie. Na kolejną turę rozmów przybyła delegacja krajowej komisji porozumiewawczej NSZZ Solidarność, pod przewodnictwem Lecha Wałęsy. Dochodzi do takiego momentu, że wiemy, że na pewno to będą ostatnie negocjacje i wóz albo przewóz. No i wtedy zapadła decyzja zwołania Komisji Krajowej do Warszawy.
[24:02]Dlaczego? Dlatego, że w KKS-ie był również Lis. Zadzwonił do Wałęsy, Wałęsa powiedział, żeby nie zwoływać. I w efekcie wbrew wcześniejszym ustaleniom komisji krajowej nie było w Warszawie w momencie podejmowania decyzji o strajku. Ja tego nie pamiętam, ale coś mi się po głowie takiego tłucze, że my coś robiliśmy, żeby nie doprowadzić za szybko do Komisji Krajowej. Tak, to znaczy, przepraszam, ja, ja to co na pewno mogę powiedzieć, żeśmy mieli pełną świadomość konieczności złamania ustaleń. Tak, to prawda, demokracja związkowa została złamana. I na to, przepraszam, pyszałkowato odpowiadam, ale dzięki temu 50 000 Polaków przeżyło, a nie zginęło. To jest moja odpowiedź. Ostatniego dnia rozmów, 30 marca, Wałęsa razem z grupą negocjacyjną podejmuje decyzję o porozumieniu i odwołaniu strajku generalnego. Do decyzji dochodzi bez konsultacji z kierownictwem w Gdańsku. Do dziś dla wielu pewnym zaskoczeniem jest fakt, że to Andrzej Gwiazda, zwolennik strajku generalnego, przeczytał tekst porozumienia. Przedstawiciele Krajowej Komisji Porozumiewawczej w dniu dzisiejszym o godzinie 19:00 postanowiły wstrzymać ogłoszony na dzień jutrzejszy strajk generalny. Tu, proszę pana, dlaczego i to trzeba podkreślić, że na tyle byli zintegrowani, że Gwiazda, który był przeciwnikiem, żeby uwiarygodnić tą, że to jest wspólna decyzja.
[25:32]I żeby tych, bo przecież jak słuchało tego miliony ludzi czekających na ten wielki strajk, no to całe powietrze wyszło. Więc mogli uznać zdrajcy, albo coś w tym rodzaju. Więc żeby do tego nie doprowadzić, to dlatego Gwiazda odczytał i to był wielki gest z jego strony, żeby i jeszcze taka próba, żeby oni stanowili jedną ekipę. To nie ten czasy co dzisiaj się dzieje między panami, prawda? Czyli go przekonać do tego musiał go Wałęsa przekonał do tego w jakiejś to był, to było poczucie odpowiedzialności, odpowiedzialności za Oczywiście, za całość. To jest coś, czego dzisiaj nie rozumieją. No nie byłem wyszkolony politycznie, uważałem, że jeżeli człowiek się do czegoś zobowiązuje, czy coś akceptuje, to musi temu przestrzegać.
[26:34]Jeżeli nie zwaliliśmy Wałęsy i taki jest, no to za niego odpowiadamy. Po 10-dniowych naradach, gdy naród oczekiwał głębokiego przełomu, podpisaliście komunikat, który był w stanie spłodzić najgorszy kancelista. A na który rząd odpowiedziałby w podobnym tonie. Jest to hańba dla związku, który nie tylko obronił swej godności, pobitych ludzi, ale sprzedał nadzieje innym grupom społecznym. Po podpisaniu porozumienia dochodzi do burzliwej dyskusji na zebraniu Komisji Krajowej. Myśmy przygotowali żywność, zostaliśmy wpędzeni w maliny, bo żywność żeśmy przygotowali dla tych, którzy mieli sprawę załatwić. Sprawa się nie załatwia i my jesteśmy załatwieni. Wałęsa jednak nie daje się sprowadzić do defensywy. Te porozumienie jest bardzo dobre, bardzo dobre. Może by nic nie było, może, ale ryzyko było za wielkie. W tym momencie nie należało dalej ryzykować i choćbym miał wystąpić przeciwko wszystkim, bym tak wystąpił. Choćbyście się zgodzili, czy nie zgodzili i wiem, że osiągnęliśmy bardzo dużo i wiem z tego teleksu, można się negować. Jest tysiące teleksów, tysiące teleksów w twoich zakładach. O to możemy sprawdzić. To możemy sprawdzić. Może sfabrykowane. Ja wiem jedno. Reakcje Warszawian, wtedy kiedy wyszliśmy, kiedy wiedzieli co się stało, wpadali sobie w ramiona. Wpadali samochód, poniesionym i do góry. Przyszedli tego nie widział. No to właśnie. Co chciał społeczeństwo, w jakim imieniu ty przemawiasz? Kogo ty narażasz i dopóki ja będę, dopóki będę tu miał służyć, będę osiągał, będę wykorzystał wszystkie możliwości. Mogę siebie narazić, ale nie ludzi. Jeśli nawet dojdzie do rozbicia, ja wrócę do stoczni, jeszcze raz. A gdybyś się zgodził, to koniec. Trzeba błyskawicznie podejmować decyzję, czasami wbrew wszystkim. Ja przeciw wszyscy byli za strajkiem. Tylko ja jeden przeciw. Ostatecznie porozumienie warszawskie wzmocni pozycję Wałęsy, jako osoby, która zażegnała konflikt. To też porażka grupy Korowskiej, gdy do misji z funkcji rzecznika Związku podaje się Karol Modzelewski. I w tym samym czasie do presji politycznej ZSRR dokłada presję ekonomiczną. Szef Komisji Planowania ZSRR Nikołaj Bajbakow grozi Polsce znacznym ograniczeniem dostaw energii od początku następnego roku. Najdotkliwsze byłoby ograniczenie dostaw ropy o 9 milionów ton i gazu o 2,5 miliona ton. Rosjanie gdyby gazu, a mówili ropy nie dali, to by, no, koniec. Zgadani. To nas nie musieli czołgów nawet wprowadzać, nas by zniszczyli przerwaniem dostaw energii. Chcieli zniszczyć gospodarkę bratniego kraju. Oni nie chcieli zniszczyć naszej gospodarki, oni chcieli zniszczyć Solidarność. Zresztą, Miecewski cytuje Bajbakowa, który w rozmowie z generałem wyraźnie powiedział, że mogą być wycofane te wszystkie restrykcje i wrócimy do normalnych rozmiarów obrotów, Jeżeli zrobicie porządek wewnętrzny, dawał do zrozumienia, że chodzi o wprowadzenie czegoś rodzaju stanu wojennego. To jest inna legalna, na na stan wojenny, oni Kani mówili kiedy ona każdym spotkaniu, żeby.
[29:43]No i dlatego został Jaruzelski. 18 października 81 roku w fotelu pierwszego sekretarza partii Kanią zastępuje generał Jaruzelski. Od tego momentu wprowadzenie stanu wojennego jest już kwestią czasu. I co prawda toczą się rozmowy między Solidarnością a rządem, ale nie widać w nich żadnego wyjścia z sytuacji.
[30:04]W istocie żadne, ani dla jednej, ani dla drugiej strony wówczas takich rozwiązań, czy warunków nie było. Wtedy w 81 roku nie było, nie było możliwości kompromisu, który byłby do przyjęcia nawet nie tyle do dla ekipy Jaruzelskiego, tylko dla Moskwy. No i to musiało się zderzyć. Na początku grudnia generał Jaruzelski dojrzewa do podjęcia decyzji o rozwiązaniu siłowym. Ja wyczuwałem coś tak niewyraźnie, że coś się szykuje. Na przykład, że wchodziłem do Jaruzelskiego, do gabinetu i siedziało kilku generałów i popielniczki były tak pełne niedopałków, że widać było, że tu siedzą godzinami. 9 grudnia 81 roku generał Jaruzelski prowadzi konsultacje z dowódcą Wojsk Układu Warszawskiego marszałkiem Wiktorem Kulikowem. Kulis tej rozmowy znamy z notatki Wiktora Anuszkina, wtedy adiutanta Kulikowa. Wiktor Kulikow: "Czy składając meldunek Leonidowi Iljiczowi, możemy powiedzieć, że podjęliście decyzję o przystąpieniu do realizacji planu?" Wojciech Jaruzelski: "Tak, pod warunkiem, że udzielicie nam pomocy." Jakiej pomocy oczekiwał generał Jaruzelski? Odpowiedź znajdziemy na Kremlu. Bowiem dzień po spotkaniu Kulikowa z Jaruzelskim, kierownictwo ZSRR omawia właśnie te kwestie. Kwestię pomocy dla polskich towarzyszy, i towarzysze radzieccy nie są chętni jej udzielić. Jurij Andropow. Jaruzelski dość natarczywie wysuwa żądania ekonomiczne i uzależnia przeprowadzenie operacji X od naszej pomocy gospodarczej. Stawia również pytanie, choć nie wprost, o pomoc wojskową. Nie zamierzamy wprowadzać wojsk do Polski. To jest właściwe stanowisko i powinniśmy stać przy nim do końca. Nie wiem, jak rozstrzygnie się sprawa, ale nawet jeśli Polska dostanie się pod władzę Solidarności, to będzie to tylko tyle. Generał Jaruzelski musiał sobie poradzić sam. Przed wprowadzeniem stanu wojennego. Zresztą o tym pisałem, może to trochę małoduszne, ktoś może powiedzieć, że mazgajskie, że myślałem o samobójstwie. Wiedziałem jak trudno, dramatycznie trudno decyzje trzeba będzie podjąć, no ale słusznie, że tej decyzji nie podjąłem, bo byłaby to też pewnym aktem swoistego tchórzostwa. 12 grudnia w stoczni Gdańskiej trwają obrady Komisji Krajowej Solidarności. Najważniejsze osoby opozycji są w jednym miejscu.
[33:04]O 23:30 wojsko wyłącza w całym kraju łączność telefoniczną. Niedługo po północy ZOMO otacza hotele, w których nocują działacze Solidarności. Kurcze, myślę sobie, że zaczął.
[33:18]No i pan mnie do Modzelewskiego, miałem nosa, bo tam się zeszła cała wataha u Modzelewskiego. No i debatują nad tym, co może oznaczać, że ZOMO otacza hotel. Jakby było nad czym debatować. W nocy w całej Polsce zatrzymanych zostaje ponad 3 000 działaczy. Praktycznie całe kierownictwo Solidarności, również Lech Wałęsa, który tej nocy był w swoim mieszkaniu. Pan, kiedy przyszli do mnie, zapukali do drzwi, powiedziałem im, przegraliście i ja zwyciężyłem. Tylko o pół zdania za dużo powiedziałem. Przyjdziecie na kolanach prosić mnie, by z tego wyjść. Rano Polacy dowiadują się o nowej rzeczywistości. Zwracam się do was w sprawach wagi najwyższej. Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom ulega ruinie.



