[0:00]Przeładowujemy się i w efekcie nasze mózgi zaczynają się bronić, to jest samoobrona. Schodzimy do piwnicy po jakiś rodzaj narzędzia, stajemy przed szafką i zadajemy sobie fundamentalne pytanie, po co tu przyszedłem. Problem dzisiaj polega raczej na tym, że my otrzymujemy informacje z tak wielu kanałów jednocześnie, niezwiązanych ze sobą na poziomie przyczynowo-skutkowym, na poziomie kulturowym, że one są po prostu niespójne. I to jest dla naszych mózgów najbardziej niebezpieczne. Kiedy rano przychodzimy do pracy czy do szkoły, to nasze mózgi widzą naszych znajomych i mówią coś w rodzaju: „Jak dobrze cię widzieć”. Ale po kilku godzinach ci sami ludzie już nas irytują. Możemy samodzielnie wpływać na swoje stany, możemy modyfikować nasze doświadczenia, a więc również doświadczenia neuroplastyczne, więc tak, my mamy wpływ na to, co się w naszym mózgu dzieje.
[0:46]Dziś moim gościem jest profesor Marek Kaczmarzyk, neurobiolog, neurodydaktyk, wykładający na Uniwersytecie Śląskim. Dzień dobry, bardzo dziękuję za przyjęcie zaproszenia. Dzień dobry. dziękuję za za zaproszenie, oczywiście. Panie profesorze, proszę mi powiedzieć, dlaczego tak wiele osób odczuwa dziś przewlekłe zmęczenie, mimo że jednak pracujemy mniej fizycznie niż kiedyś? No chyba dlatego, że my mocno przeceniamy pracę jako taką w tym rozumieniu naszych konieczności życiowych. i stworzyliśmy sobie taki, taki społeczeństwo, taką społeczność, taką strukturę socjometryczną, w której funkcjonujemy troszeczkę jak w królestwie Czerwonej Królowej. Czyli kiedy się zatrzymamy, mamy wrażenie, że się cofamy, musimy biec, żeby być w tym samym miejscu, ale to jest oczywiście wmówienie, nasze mózgi źle na to reagują, dlatego, że one potrzebują jednak mimo wszystko różnorodności stanów, a taki stan pełnego nakręcenia, nawet jeżeli on nie wymaga od nas jakichś konkretnych czynności, a jest tylko stanem, który nam się utrzymuje po prostu dlatego, że uznaliśmy go za normatywny, mocno nas przeciąża. myśmy się przestali starać o to, żeby potrafić się nudzić, żeby potrafić spędzić dzień po prostu sami z sobą, kiedy nam się to zdarza, to pod koniec mamy wyrzuty sumienia i to jest bardzo, bardzo niebezpieczny stan. warto sobie zwrócić uwagę na to, czy potrafię przebyć z sobą kilka godzin nic nie robiąc i po tych kilku godzinach nie mieć wrażenia, że się zmarnowało czas. A co dokładnie przeciąża nasz mózg w obecnych czasach? To nie jest może kwestia nawet przeciążenia takiego fizjologicznego, gdybym tutaj chciał to opisywać na tym poziomie, dlatego że nasze mózgi na poziomie struktury oraz funkcji narządu zmysłów, tych wszystkich przetworników, które po drodze zajmują się informacją, którą otrzymujemy, mają pewne blokady i pewne zabezpieczenia. To nie jest tak, że jeżeli wpuścimy w przestrzeń perceptu jakąś gigantyczną i ilość informacji, to ten mózg się przepali, przeciąży.
[2:51]my tak naprawdę bardziej rozpoznajemy świat niż go zauważamy, jeżeli patrzę się na poziomie konstrukcyjnym, to liczba włókien, które są wstępujące, czyli od narządu zmysłu kierowane są w górę, tak żebyśmy tam w tym mózgu coś mogli przetwarzać, jest tysiąckrotnie mniejsza niż liczba włókien, które schodzą w dół na poszczególne piętra analizy. Więc w pewnym sensie to jest tak, że ten percept, to co się z środowiska przyjmuje, jest na każdym piętrze przetwarzania modyfikowane przez to, co już wcześniej w mózgu było. dzięki temu i na przykład takim procedurom jak pamięć robocza, my jesteśmy pod tym względem dość bezpieczni. Problem dzisiaj polega raczej na tym, że my otrzymujemy informacje z tak wielu kanałów jednocześnie, niezwiązanych ze sobą na poziomie przyczynowo-skutkowym, na poziomie kulturowym, że one są po prostu niespójne. I to jest dla naszych mózgów najbardziej niebezpieczne, dlatego, że kiedy one tworzą sobie model świata, w którym żyjemy, to tworzą go sobie oczywiście na bazie pewnych doświadczeń. mówimy o neuroplastyczności, no tylko problem polega na tym, że ten świat musi być spójny. My musimy widzieć pewnego rodzaju zależności, one powodują, że czujemy się dobrze, czujemy się bezpiecznie, nasze mózgi tworzą związki przyczynowo-skutkowe, uwielbiają opowieści, natomiast nie znoszą izolowanych faktów, zdarzeń, które nie mają z sobą związku, a w takim świecie żyjemy. Kiedy przerzucamy sobie rolki na telefonie, to każda dotyczy innej rzeczywistości, właściwie innego wszechświata. i intelektualnego i merytorycznego i społecznego, no i to jest dla naszych mózgów katastrofa. Dlatego, że one próbują sobie za wszelką cenę, bo tak są skonstruowane, zbudować jakiś rodzaj spójnego przekazu. No ale zbuduj spójny przekaz, kiedy masz co kilka sekund coś zupełnie nowego. I to jest to przeciążenie, które jest dla nas najbardziej niebezpieczne. Im jesteśmy młodsi, tym gorzej. No bo im jesteśmy młodsi, tym mamy mniejsze wyposażenie neuroplastyczne, mniejszy bagaż doświadczeń i dopiero sobie ten świat budujemy. Ten etap jest naprawdę niebezpieczny z tego powodu. O tych social mediach zaraz będę chciała z panem profesorem porozmawiać, ponieważ to jest w obecnych czasach bardzo ważny temat. ale chciałam na początku się dowiedzieć, jak rozpoznać takie pierwsze objawy przebodźcowania? pojęcie przebodźcowania dla neurobiologa jest trudnym pojęciem, bo ono jest raczej z obszaru socjologii, psychologii, psychologii poznawczej. nasz mózg przebodźcowany, to właściwie jaki? No bo to jest pytanie o to, o co pani zapytała na początku, jak to jest z tym z tym nadmiarem informacji? On w pewnym sensie nie może być przebodźcowany na poziomie ilości, a raczej na poziomie jakości. Ja myślę, że wtedy, kiedy jesteśmy zagubieni, kiedy kiedy zbyt wiele stanów dotyczy nas w krótkim czasie i to mogą być stany zarówno kognitywne, poznawcze, jak i emocjonalne. Jeżeli to się powtarza, jeżeli między nimi nie ma związków, no to wtedy rzeczywiście będziemy czuli swego rodzaju swego rodzaju dyskomfort, możemy go nazwać przebodźcowaniem. A jeśli chodzi o objawy, to ja myślę, że takim objawem sytuacji, w której myślimy o zbyt wielu rzeczach naraz, jest sytuacja, w której robiąc drobną naprawę w swoim mieszkaniu, schodzimy do piwnicy po jakiś rodzaj narzędzia, stajemy przed szafką i no i zadajemy sobie fundamentalne pytanie, po co tu przyszedłem. To nie jest oczywiście początek jakieś rodzaj demencji czy choroby, jest to najczęściej właśnie sytuacja taka, że w tym małym buforze pamięci roboczej, w której przetwarzamy informacje bieżące, znalazło się po prostu po drodze zbyt wiele informacji i ta istotna została stamtąd wypchnięta. Jeżeli zdarza nam się to często w takim codziennym trybie funkcjonowania, to bym się trochę niepokoił. To znaczy, że jednak nie porządkujemy sobie rzeczywistości na tyle sprawnie, no żeby się w niej odnajdywać. Niestety, ja powoli zaczynam mieć takie objawy i zaczęłam się zastanawiać, czy coś jest nie tak z moją pamięcią. Ja myślę, że wszyscy je mamy i wszyscy się niepokojmy, ale tak naprawdę to nie jest kwestia naszej fizjologii czy neurobiologii, tylko naszego środowiska. Więc tutaj owszem powinniśmy się niepokoić, ale powiedzmy nie o struktury swoich mózgów, ale raczej o to, jak żyjemy i jak to wszystko postrzegamy. A jakie codzienne nawyki, oprócz właśnie skrolowania, do którego zaraz przejdziemy, wpływają również na obniżenie tej koncentracji, na zwiększenie zmęczenia? Ja myślę, że przede wszystkim brak takiego takiej konsekwencji w działaniu. Znaczy my generalnie powinniśmy sobie w jakimś stopniu planować dzień i planować zadania, ale też hierarchizować te zadania. Jeżeli ja mam 300 rzeczy do zrobienia, ja sobie ustawię tam powiedzmy sobie alfabetycznie, no to oczywiście gdzieś w którymś momencie polegnę. Natomiast jeżeli popatrzę na ten dzień, powiedzmy sobie wstanę z rano i przy kawie robiąc sobie jakieś dla niego notatki, czy czy czy mam na niego pomysł, no to powinienem sobie z hierarchizować zadania. Są takie, które są nieodzowne do do do wypełnienia i i je gdzieś tam powinienem mieć w tym szkielecie dnia w podstawie, natomiast są takie, które są niekonieczne. I być może czasem po wypisywaniu tego, niekoniecznie gdzieś tam w w w sensie bezpośrednim, zdarzy nam się, że tego jest za wiele, to warto poświęcić trochę czasu, żeby tej selekcji, żeby tej selekcji dokonać. I to jest myślę taki, taki sposób, no po prostu na to, żeby tego może nie uniknąć, bo w dzisiejszym świecie to, co tutaj zdefiniowaliśmy jako przebodźcowanie chyba, chyba będzie stało i nie da się tego całkowicie uniknąć. No musielibyśmy się odciąć od tej rzeczywistości, w której funkcjonujemy, no a to z kolei prowadzi nas frustrację związaną chociażby z tym, że czegoś tam nie osiągamy, co sobie zakładamy. Trzeba też szukać takiej równowagi. Nasze mózgi są archaiczne, nasze mózgi powstały, mówię o tym działaniu doboru naturalnego, który prowadził do anatomicznie współczesnego człowieka, powstały w bardzo małych grupach zbieraczo-łowieckich, nie większych niż 150 osób. A w średniej wielkości mieście, jak mawiają socjolodzy, czy też z badań ich to wynika, typowy przedstawiciel naszego gatunku widzi od kilku do kilkunastu tysięcy różnych twarzy. To jest absolutnie poza granicą możliwości przetwarzania. warto jeszcze zwrócić uwagę, że w tej grupie musieliśmy znajdować swoje miejsce. To znaczy, nie mogliśmy nie mogliśmy być obojętni wobec kogokolwiek w tej grupie, a to znaczy, że nasze systemy przetwarzania relacyjnego, bo to o tym głównie mówimy, mechanizmy lustrzane związane z odczuwaniem emocji, one były zawsze bardzo precyzyjne. Bo każdego człowieka trzeba było gdzieś tam oswoić i trzeba było z nim wejść w relację, bo każdy był ważny. Ale w dzisiejszym świecie jest inaczej. w co spowodowało, że nasze odziedziczone po naszych przodkach mechanizmy przetwarzania społecznego są bardzo precyzyjne, ale nigdy nie były wysoko pojemne. No więc jeżeli ja dostaję zbyt wiele, niż mój mózg jest w stanie przetworzyć, do jeszcze w warunkach jego wrażliwości na to co dostaje, no to koło południa mam już tak ogromny bagaż tego wszystkiego w głowie, że system ten no musi zrobić coś, żeby się nie przeciążyć, albo żeby nie zagubić się w tym wszystkim. Gdybyśmy byli systemami cyfrowymi, pewnie gdzieś koło południa następowałby reset, zawieszalibyśmy się na jakiś czas i startowali od nowa. No ale oczywiście jesteśmy analogowi, a to powoduje, że jedyne co taki system może zrobić to stworzyć warunki, które będą ograniczać relacyjność. Czyli zamiast tak jak to w naturze mamy, otworzyć się na człowieka, to ja się na niego zamykam. Pojawiają się aktywności wysp, które mówią nie chcę albo nawet coś gorszego, no i ciało migdałowate, które mówią unikaj, uciekaj. Ciekawa rzecz, bo kiedy rano przychodzimy do pracy czy do szkoły, to nasze mózgi widzą naszych znajomych i mówią coś w rodzaju: Jak dobrze cię widzieć. To jest naturalna reakcja. Ona była w przeszłości bardzo przystosowawcza, korzystna, ale po kilku godzinach ci sami ludzie już nas irytują. I to nie jest kwestia zmęczenia, niechęci albo tego, że zrobili coś nie tak, tylko właśnie tego procesu, o którym mówię. Przeładowujemy się i w efekcie nasze mózgi zaczynają się bronić, to jest samoobrona. A potem prowadzi to do takiej izolacji, że nie chcemy wychodzić do ludzi. To jest jedyna droga, żeby z tym, żeby żeby w tym przetrwać. Inna rzecz, że nasz świat nam nakłada czasami obowiązki popołudniowe w kontekście relacyjnym o takiej gęstości, że wchodzimy tam w przestrzeń, która jest programowaną neurobiologiczną katastrofą. Jeżeli ktoś ma bardzo przeciążającą pracę, a jednocześnie da sobie wmówić, że będzie w pełni spełniony towarzysko tylko wtedy, kiedy w piątkowy wieczór absolutnie koniecznie i nieodzownie pójdzie na jakiś rodzaj imprezy, no to jest w sytuacji, w której ten jego mózg nie będzie się tam dobrze bawił. Porozmawiajmy teraz o tych social mediach. To na czym polegają te algorytmy albo to, że te jednak aplikacje nas tak uzależniają od tego skrolowania codziennego? słowo uzależnienie to już bym zarezerwował dla sytuacji, w której coś mnie pochłania do tego stopnia, że nie jestem w stanie prawidłowo funkcjonować, prawda, na poziomie higienicznym, społecznym, zawodowym. To się oczywiście zdarza, ale to ma już podłoże związane z układem nagrody, dopaminą, endorfinami, czyli tym, że tymi rzeczami czy tymi elementami fizjologii naszych mózgów, które rzeczywiście mogą spowodować, że będziemy dążyć do powtarzania tego typu sytuacji. Więc uzależnienie zostawmy nieco na boku, bo to jest skomplikowana sprawa i myślę, że z perspektywy takiej neurobiologicznej trudno by mi było je opisać, ale rzeczywiście te szybko zmieniające się światy, które, których jesteśmy ciekawi, na które jesteśmy otwarci, szczególnie wtedy, kiedy dotyczą ludzi. Tak jak powiedziałem, nasze mózgi uwielbiają ludzi, no tylko w pewnym określonym stężeniu. one nam pokazują te światy ludzi co chwilę odmienne, a to jednak było w przeszłości ewolucyjnej czymś wartościowym. jest kilka takich uwrażliwień naszych mózgów na informacje, które je prowadzą w stronę silniejszej aktywności. to jest nowość, to jest zaskoczenie, to jest opowieści człowiek. Te dwie pierwsze wyjaśniają nam, dlaczego te rolki tak bardzo nas wabią. Większość z nas, większość z nich dla nas, większość ich dla nas jest nowa, często zaskakująca. I w naszych mózgach automatycznie włącza się taki system uwrażliwienia na tą sytuację. Innymi słowy, ten archaiczny mózg, który musiał zawsze doceniać zmianę, zawsze doceniać nowość, działa dalej na tej samej zasadzie. Więc za każdym razem, kiedy coś mnie tam przyciąga, ponownie pojawia się to pobudzenie aktywności poznawczej, tyle tylko, że w ciągu jednej godziny tego może być po prostu za dużo. A czy możemy coś zrobić, żeby uświadomić sobie, że wpadamy w takie błędne koło skrolowania i przestać w jakimś momencie to robić? Pewnie, że tak. Nie jesteśmy maszynami, bo ja to troszkę opisywałem w taki mechaniczny sposób, ale mamy korę przedczołową, która postrzega świat świadomie. Możemy samodzielnie wpływać na swoje stany, możemy modyfikować nasze doświadczenia, a więc również również doświadczenia neuroplastyczne, czy też bagaż neuroplastyczny. A to znaczy, że po prostu trzeba się świadomie postarać nabywać doświadczeń polegających na wyłączeniu telefonu komórkowego w momencie, kiedy minie jakiś określony czas. Być może początkowo będziemy musieli sobie nastawić budzik, kiedy zauważymy, że coś jest nie tak, ale myślę, że stopniowo, kiedy ten budzik będzie rzeczywiście będzie czy stoper, będzie rzeczywiście przez nas postrzegany jako coś, co nam wyznacza granice, to po jakimś czasie nie będziemy musieli już mieć zewnętrznego dawcy czasu i ta ostrożność przerodzi się w nawyk. Myślę, że to jest droga do tego, żeby, żeby w tą stronę pójść, no tyle tylko, że to wymaga wysiłku. A jakie inne takie nawyki, oprócz właśnie skrolowania, do którego zaraz przyjdziemy, wpływają również na obniżenie tej koncentracji, na zwiększenie zmęczenia? Ojej, to jest rzeka, no bo mózg oczywiście, jak reszta ciała, jest strukturą biologiczną i on jest bardzo wrażliwy na wszystko to, co na tą strukturę biologiczną ma wpływ. Jesteśmy systemami bardzo złożonymi, więc niewątpliwie dbałość o to co jemy, dbałość o to, w jakim środowisku się znajdujemy, czy to środowisko często wywołuje stres, czy też są takie momenty, kiedy możemy się swobodnie w nim poczuć i rozluźnić. To są wszystko rzeczy, które będą naszemu mózgowi sprzyjać. Warto zwrócić uwagę, że że mózg, jak zresztą każdy inny organ narząd naszego ciała, jest częścią większego systemu i trudno jest mówić o nim jako o czymś całkowicie izolowanym od reszty. Czasem mnie pytają, jakie rodzaje diet można zaproponować, żeby ten mózg się maksymalnie rozwijał. Oczywiście on ma ma swoje potrzeby związane z pewnymi substancjami tłuszczowymi, białkowymi, ma swoje potrzeby związane z glukozą, ale warto pamiętać, że jeżeli dbamy o ciało jako całość, jeżeli jesteśmy w dobrej kondycji psychofizycznej czy fizycznej, no to będziemy też w dobrej kondycji psychicznej, czyli nasz mózg będzie po prostu prawidłowo funkcjonował. Myślę, że jest pewnym nieporozumieniem i trochę niebezpiecznym sposobem myślenia w kategoriach czy kategoria myślenia: zadbaj o swój mózg niezależnie od całej reszty ciała. Musimy pamiętać, że to zawsze jest, że to zawsze jest suma. A czy warto robić sobie na przykład takie detoksy całkowite od social mediów, uciekanie na wieś, do nie wiem, nad morze, w góry, tak żeby po prostu pobyć w naturze i to faktycznie polepsza naszą kondycję? Ja myślę, że jeżeli czujemy, że ten nadmiar nam przeszkadza w czymś, na przykład w relacjach z rodziną albo z samym sobą, no jeżeli gdzieś tam zauważam, że ja niewiele o sobie wiem, nie wiem czego chcę, nie wiem o czym myślę, co jest dla mnie miłe, to to są rzeczywiście syndromy, które powinny nas niepokoić. A ja spotykam wielu ludzi, którzy zapytani o to, co jest dla nich ważne, co jest dla nich interesujące, do czego dążą, zatrzymują się nagle, robią trochę zbyt duże oczy jak na takie pytanie i i no i z przykrością stwierdzają, z przykrością dla siebie samych stwierdzają, że oni nie mieli od dłuższego czasu możliwości zastanowienia się nad tym, bo świat zewnętrzny stawia nam zadania, a my po prostu przyjmujemy je na siebie. Więc jeżeli zauważamy tego typu sytuacje, otwarcia na na zewnętrzne motywy działania, to myślę, że tak, ale z drugiej strony nie jestem pewien, czy czy w każdym stanie i na każdym etapie naszego życia, w każdym możliwym momencie, taki detoks przyniesie nam coś dobrego. No bo jeżeli ja jestem gdzieś głęboko zanurzony w w jakiś rodzaj projektu, na przykład, działania, porządnie jest to zintegrowane z moimi kompetencjami, z współpracownikami, ale wymaga to ode mnie takiego określonego, dużego natężenia aktywności, powiedzmy sobie poznawczej, czy takiej funkcjonalnej. I ja w tym momencie sobie wymyślę, że oto jest dobry moment na detoks, to będę źle się czuł w tym momencie, gdzie to wszystko odłożę na bok, bo będę miał w tyle głowy, że zawodzę innych. Na poziomie społecznym jesteśmy tutaj bardzo wrażliwi i sam w końcu wejdę w stan frustracji, a to jest stan dość niebezpieczny, neurofizjologicznie. Więc myślę, że to nie jest taka automatyczna sprawa. Myśmy powinni nieco szerzej patrzeć na te, na te konteksty, ale myślę, że do takiego detoksu też można planowanego, oczywiście można się przygotować. Czyli można odrobić pewne zadania, można sobie zaplanować dużo wcześniej taki, taki stan. I myślę, że taki właśnie rodzaj planowania, niech będzie detoksu, tak to nazwiemy, czy też odpoczynku od tego nadmiaru, myślę, że każdemu z nas to jakiś czas by się przydał. A mógłby pan profesor dać takie proste rady naszym słuchaczom, jak powoli właśnie odchodzić od takiego przebodźcowania, jakie czynności wprowadzać. Wiadomo, że nie możemy od razu robić takich radykalnych zmian, ponieważ często im bardziej radykalne, tym mniej to później wychodzi i nie trzymamy tych zasad, ale takie powoli, żeby po prostu coś się zmieniło w naszym życiu. Wszystko zależy od celu, no bo co chcemy w tym naszym życiu zmienić. nie być takim zmęczonym na co dzień i przebodźcowanym. No zależy co mnie przebodźcowuje, cały czas cały czas chciałbym widzieć i chciałbym, żeby to tak brzmiało, że technologia cyfrowa jest czymś obcym w kategorii historycznej, historycznej, nawet w tej historii, czy przede wszystkim w tej historii ewolucyjnej, ale też trzeba pamiętać, że nie jest czymś obcym w kontekście rozwoju kultury. No, jesteśmy teraz na takim etapie rozwoju, w którym ta technologia cyfrowa weszła w przestrzeń, chyba trzeba się zgodzić, chociażby w kontekście tego, co tutaj robimy wspólnie, że nie robi nam tylko, inaczej, że nie jest tylko złym wcielonym, który nas absolutnie odcina od reszty ludzi, uniemożliwiając kontakty i pcha nas na skraj przepaści. No bo nie spotkalibyśmy się tu dzisiaj, gdybyśmy nie myśleli, że w tego typu działaniach jest coś wartościowego. Więc byłbym ostrożny w takim kategoryzowaniu. Ja mam wrażenie, że że czasami na tym poziomie bardziej naszym mózgom szkodzi toksyczna relacja, w którą wejdziemy i się trzymamy, która nie ma nic wspólnego z technologią cyfrową, niż fajna relacja zapośredniczona na przykład za pośrednictwem właśnie owej technologii cyfrowej. Więc wyznaczajmy sobie cele i starajmy się widzieć to nieco szerzej. Ja wiem, wielu specjalistów, szczególnie tych, którzy pracują z młodzieżą, na przykład uzależnioną od od technologii, od social mediów, od od gier komputerowych, bije na alarm, ale warto też pamiętać, że oni patrzą przez pryzmat tego klienta, który do niej, do nich przychodzi, czyli człowieka, który ma ma problem i tych ludzi jest wielu, żeby też jakby nie wybrzmiało w moim, w mojej wypowiedzi, jest twierdzenie, że ja bagatelizuję problemy, które szczególnie młodzi ludzie mają z technologią cyfrową. Ale to jest tylko fragment świata tych młodych ludzi. Tym samym młodym ludziom technologia cyfrowa często zapewnia kontakt z innymi młodymi ludźmi, którzy interesują się tym samym. W czasie, kiedy ja chodziłem do szkoły, jeżeli ktoś interesował się fizyką kwantową, a był w szkole podstawowej, to obawiam się, a nawet średniej, to obawiam się, że niewielu mógł w swojej bezpośredniej przestrzeni społecznej znaleźć takich, którzy tą pasję by podzielali. Dzisiejszy świat jest trochę inny, prawda? Można wejść w przestrzeń internetu i znaleźć takich ludzi. Czy to źle? Nie jestem pewien i zapewne nie w każdym przypadku. To prawda, bo to i swoje dobre i złe strony. Jak wszystko. Jak wszystko. I teraz trochę o tych dobrych i złych stronach, ale u nas samych. Mówi się dużo teraz o neuroplastyczności, o zmienianiu siebie i mnie faktycznie zastanawia na ile możemy przeprogramować swój mózg, żeby myśleć inaczej. Ponieważ wiele zależy od genetyki, od naszego wychowania i w pewnym momencie, jak już dorastamy, to mamy pewne cechy, pewne sposoby myślenia, ukształtowane. to jest niebezpieczne pytanie, dlatego, że to jest pytanie na wykład kilku godzinny, nie chciałbym tu państwa zanudzić, ale po kolei. Pierwsza rzecz to zdefiniowanie terminu neuroplastyczność, bo my go nie definiujemy bardzo często, a ona jest niezwykle ważny i i dość jednoznaczny. Neuroplastyczność to jest taka cecha układów nerwowych, nie tylko ludzkich, która polega na tym, że cokolwiek w tym układzie nerwowym się dzieje, to zmienia tenże układ nerwowy. Zmienia najczęściej dość dyskretnie na poziomie aktywności synaps, ale jeżeli oddziaływania są stałe, to może to dotyczyć również liczby komórek budujących poszczególne struktury, powiedzmy jąder podwzgórza, czy też jakiś nawet bardziej rozbudowanych struktur, które w mózgu możemy znaleźć. Ważne jest to, że każde doświadczenie, każda aktywność układu nerwowego pozostawia w nim ślad. A to oznacza, to oznacza, że każda kolejna reakcja, którą wykonujemy dzięki temu układowi nerwowemu, będzie w pewnym sensie funkcją wszystkich poprzednich. I to mamy na myśli, mówiąc o doświadczeniu życiowym, o bagażu. No neurobiolodzy powiedzą bagażu neuroplastycznym. I teraz warto zwrócić uwagę, że jeżeli tak jest, to to, co przeważa w mojej przeszłości, jeśli chodzi o rodzaj reakcji, czyli na przykład, jeżeli ja zderzałem się z jakimś rodzajem relacji i te relacje ciągle wychodziły mi źle, czyli kojarzą mi się, kojarzą, nawet nie kojarzą, tylko w moim mózgu są oznaczone jako reprezentacja wspomnień w obszarze tych części mózgu, które definiują niechęć, ucieczkę, jakieś złe samopoczucie, reakcje układu limbicznego w kierunku stresu, to z dużym prawdopodobieństwem każdy następny podobny rodzaj doświadczenia będzie przez mój mózg odbierany jako niebezpieczeństwo. I oczywiście będę go widział jako potencjalnie niebezpieczną sytuację, którą już mój mózg wejdzie na, na ten start, kontakty jako w coś, co czego należy unikać. I teraz właśnie, będąc świadomymi istotami, które mogą w pewnym sensie projektować swoją rzeczywistość. Mówię w pewnym sensie, bo tutaj moglibyśmy się wdać w takie dyskusje, czy świadomość, wolna wola, to jest coś, co istnieje czy nie istnieje, ale prawda jest taka, że pomimo tego, że wielu neurobiologów próbuje na to pytanie odpowiedzieć, wydaje mi się, że jednak odpowiedź na to pytanie przekracza granice, jakie może neurobiologia tutaj sobie wyznaczyć. Więc załóżmy, że mamy przynajmniej częściowo wpływ na to, jaka będzie nasza reakcja na to, co się dzieje. No i teraz proszę zwrócić uwagę, że jeżeli mam jakiś zbiór neuroplastycznych obciążeń, ale one nie są jedyne, czyli spośród rzeczy, które mnie czekają, dziesięć moich wspomnień to jest, to są wspomnienia porażki, ale trzy to są wspomnienia sukcesu, to w pewnym sensie mogę, dokonując wysiłku, skoncentrować się na tym, co mi się udało w przeszłości w tym zakresie. I to już powoduje, ponieważ to też jest aktywność neuroplastyczna, przestawienie kolejnych moich reakcji. Wymaga to wysiłku niewątpliwie, ale nie jest to niemożliwe. Warto też zwrócić uwagę, że nasze mózgi odziedziczone po naszych przodkach mają dość paskudny zwyczaj zwracania przede wszystkim uwagi na rzeczy, uwaga na rzeczy, które są niebezpieczne. To było bardzo ważne u naszych przodków, no bo warto sobie wyobrazić, że kiedy anatomicznie współczesny człowiek, reprezentant już naszego gatunku 200 000 lat temu przemierzał sobie jakąś tam przestrzeń, to jednak jego mózg, pomimo tego, że zapewne czerpał przyjemność z afirmacji przyrody i otoczenia, to jednak musiał być tak wyskalowany, że kiedy w tym pięknie zauważył coś, co było potencjalnie niebezpieczne, musiał się na tym koncentrować w pierwszym rzędzie. Dzisiaj żyjemy w bardzo bezpiecznym świecie, ale te mózgi dalej są archaiczne. To jest powód, dla którego, jeżeli coś nam się zdarza i w tym czymś jest element, który jest potencjalnie niebezpieczny, nasz mózg koncentruje się na tym. To jest powód, dla którego, kiedy lecimy na przykład sobie na wakacje wymarzone, siedzimy już w samolocie i tam te maszyny zaczynają pracować, to jest dziwne, bo powinniśmy się cieszyć i cieszymy się, ale gdzieś tam nie przychodzi nam do głowy statystyka, która mówi, że to jest najbezpieczniejszy rodzaj transportu. tylko przychodzą nam do głowy informacje, no o jakichś tam katastrofach. to nie jest kwestia nastawienia tego tego filtru, który mamy w głowach. można ten filtr pokonać, tylko trzeba go świadomie odkryć i no i oczywiście spróbować pomyśleć w innym, w innym kierunku. Więc tak, my mamy wpływ na to, co się w naszym mózgu dzieje. To jest o tyle cenne, że jak mam przyzwyczajenie takiego wpływu w kierunku pozytywnego myślenia, to ja nabywam tych kolejnych reprezentacji świata, ale już w nieco bardziej przychylnym kontekście. Więc każda kolejna będzie mi wracać do tego najczęściej używanego obszaru. I właśnie o tym pozytywnym myśleniu chcę chwilę porozmawiać. Jeżeli ktoś przez całe życie myślał troszkę negatywnie i nagle stwierdza, chcę coś zmienić, chcę zacząć myśleć pozytywnie, to wiadomo, że na początku jest to takie na siłę, że musimy szukać tych pozytywów, że przychodzą te negatywne myśli, a my mówimy nie, nie, nie, stop, ja muszę szukać pozytywów, o widzę pozytywy i czy faktycznie to wtedy działa tak, jak profesor mówi, że neuroplastyczność się rozpoczyna, zaczynają działać inne tak synapsy w uproszczeniu oczywiście i wtedy z czasem zaczynamy faktycznie widzieć te tylko dobre rzeczy i te dobre rzeczy do nas przychodzą? Tak to powinno działać, tylko tutaj oczywiście możemy to próbować robić, korzystając z jakichś tam rad czy technik, ale ja bym podpowiedział prostsze rozwiązanie. Otóż my jesteśmy gatunkiem skrajnie społecznym. Tak jak powiedziałem wcześniej, bardzo, bardzo wrażliwym na innych. To oznacza również, że jeżeli nasz mózg ma wokół siebie pewien zbiór bodźców, a część tych bodźców to są inni ludzie, to oczywiście skoncentruje się na nich. Jeżeli ja chcę nieco przestawić sposób widzenia świata, to najprościej w tym kierunku pozytywnym, to najprościej zrobię to wtedy, kiedy otoczę się przyjaciółmi, którzy mają pozytywne nastawienie. Oni będą na początku tym głównym źródłem źródłem pozytywnych doświadczeń dla naszych mózgów i oni nas troszkę w tym momencie wyręczą. Kiedy ja powiem to się nie może udać, to taki człowiek, który jest pogodny i do życia nastawiony fajnie, a mniej lubi, mniej ceni i jest z ze mną w relacji, to on mi powie, wiesz co, ale spójrz na to z innej strony. I nie tylko to co powie, ale również to co ma na twarzy, jego mina, jego uśmiech, który na poziomie mechaniki lustrzanej spowoduje, że w moim mózgu też ten uśmiech się pojawi. On będzie mnie w tej, w tym dziele wspierać. Warto pamiętać, że my nie jesteśmy sami ze swoimi mózgami. Warto też wiedzieć, że one powstały zawsze inaczej, warto też wiedzieć, że one od samego początku kreowane były jako część większej całości, a nigdy jako odrębny element. Nasz gatunek nigdy nie funkcjonował jako zbiór oddzielnych istot. Zawsze byliśmy większą częścią większej całości i warto to w takich sytuacjach wykorzystywać, bo to de facto otoczenie społeczne definiuje to, w jaki sposób ja widzę świat. Mamy ogromne na siebie, ogromny na siebie wpływ.



